MŚ w siatkówce. "Janusz" - to brzmi dumnie

Teraz mistrzostwa będą miały jeden problem: jak utrzymać temperaturę emocji z pierwszego meczu gdy transmisje będą zakodowane. Polska - Serbia na Narodowym to był jeden z najważniejszych momentów tego roku w naszym sporcie. Grupowymi rywalami Polaków oprócz Serbów są siatkarze z Australii (2.09), Wenezueli (4.09), Kamerunu (6.09) i Argentyny (7.09)

Nazywają ich często "januszami", zwłaszcza kibice piłkarscy. Bo ci, którzy kibicują siatkarzom, są spokojni, obwieszeni biało-czerwonymi gadżetami, idą całymi rodzinami i kibicują na komendę wodzirejów. Ale to jest też, o czym mówili przed meczem Serbowie, publiczność wyrobiona. Taka, która się na siatkówce zna, czuje ją i pozwala siatkarzom poczuć się jak gwiazdy, czego w niewielu krajach doświadczają.

Już na pięć godzin przed meczem most Poniatowskiego był biało-czerwony. Potem bywały momenty, gdy te strumienie kibiców ledwo się mieściły na chodnikach po obu stronach drogi z centrum na stadion. Dwa lata temu, gdy Polska grała tu z Grecją na otwarcie Euro 2012, ruch na moście był zamknięty i przed, i po meczu. Teraz przed meczem nie, choć widzów miało być więcej, ponad 60 tysięcy. Ale przez te dwa lata z nowymi stadionami w Polsce trochę się już nauczyliśmy: m.in. tego, że lepiej zamknąć ruch po meczu czy koncercie niż przed.

Pamiętam ten burzowy piątek sprzed dwóch lat, mecz otwarcia Euro. Wtedy była niepewność o wynik z Grecją, ale też o całe mistrzostwa, o to, czy nie będzie organizacyjnego wstydu. Jeszcze nie wszyscy dowierzali, że zdążyliśmy, że turniej nie utknie w korkach, kibice dogadają się po angielsku. Siatkarska sobota na Narodowym, na otwarciu największego po Euro turnieju w Polsce, była inna. Inna skala wyzwania, ale też inne podejście: kogoś, kto już wielkich imprez doświadczył i wie, co potrafi. Jeśli była niepewność, to przede wszystkim o to, jak zagrają siatkarze. Bo każdy, kto był na stadionie w ostatnich dniach, gdy prace nad przygotowaniem boiska i trybun już się kończyły, wiedział, że to się organizacyjnie po prostu musi udać. I pod każdym innym względem też. Kilka szans przy tym turnieju zmarnowano, było zamieszanie ze sponsorami, awantura o transmisje. Ale akurat pomysł gry na Narodowym był doskonały. Dla promocji turnieju na świecie też. Bo, nie oszukujmy się, siatkarskie mistrzostwa rozgrzeją publiczność w niewielu krajach. To będzie głównie polskie święto, kraju, o którym jedno z haseł turnieju mówi: - Mówisz siatkówka, myślisz: Polska. Ale zdjęcia z siatkarskiego meczu, na którym ktoś potrafił zgromadzić ponad 60 tysięcy widzów, obiegły świat. Obiegały zresztą już te z przygotowań. Serbski kapitan Dragan Stanković powtarzał i przed meczem i po meczu, że to historyczne wydarzenie dla siatkówki.

Boisko i jego okolice wyglądały trochę jak ring bokserski: światła były skupione tam, a wygaszone na trybunach. Decybele były jak zwykle na siatkówce, pod granice wytrzymałości, ale zabawa przednia. Podczas ceremonii otwarcia gwizdy były tylko wtedy, gdy wnoszono flagę Rosji. W niektórych sektorach najbliższych tymczasowych trybun były problemy z widocznością, ale rozwiązane podczas meczu. Poza tym nie było na co narzekać. I co najważniejsze, to polscy siatkarze lepiej sobie poradzili z nerwami niż Serbowie. Polska jako gospodarz miała prawo wybrania do meczu otwarcia każdego z grupowych rywali. Wybrała najtrudniejszego, nie dała mu żadnych szans, wynik i wizerunek najważniejszego kraju siatkówki poszły w świat.

W najbliższych dniach turniej będzie miał jeden problem: jak tę temperaturę emocji z wieczoru otwarcia utrzymać wtedy, gdy Polscy siatkarze będą grali w pierwszej fazie ze słabszymi rywalami, w najmniejszej z turniejowych hal, we Wrocławiu, a transmisje telewizyjne będą zakodowane. Ale to akurat jest taki problem, na który by się kibice piłkarscy wracający dwa lata temu po meczu z Grecją mostem Poniatowskiego chętnie zamienili.

Zobacz wideo

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]

Czy chciałbyś więcej meczów na Stadionie Narodowym?
Więcej o: