MŚ siatkówka. Sędziowie nie mają sprayu, mają kamery

25 panów z gwizdkami będzie rozstrzygać mecze na mistrzostwach świata w siatkówce, które w sobotę rozpoczynają się w Polsce. Gdy zawiedzie oko, pomogą im kamery.

Nie będzie sprayu jak na piłkarskich mistrzostwach świata, nie będzie techniki goal-line. Będzie jednak kilka innych nowinek, z których korzystać będą sędziowie.

Mecze polskich mistrzostw prowadzić będzie 25 arbitrów z 24 krajów. W tym gronie będzie dwóch Polaków, Piotr Dudek z Żołynii i Wojciech Maroszek z Żor. Rezerwowym będzie Paweł Burkiewicz z Krakowa. - Taka liczba polskich sędziów na tym turnieju to ogromny sukces - mówi Piotr Dudek, dla którego będą to drugie mistrzostwa świata. Cztery lata temu sędziował już we Włoszech, a w ubiegłym roku w mistrzostwach Europy rozgrywanych w Danii i Polsce, najbardziej doświadczony polski arbiter, był sędzią drugim meczu finałowego. Teraz jednak woli, by to Polacy grali w finale. - My nie musimy tego sędziować - dodaje.

W pierwszej rundzie w każdym z miast będzie po sześciu sędziów (w Katowicach siedmiu). W drugiej zostanie ich już tylko 20, a w trzeciej fazie ośmiu. Piotr Dudek mistrzostwa rozpocznie w Gdańsku, Wojciech Maroszek w Katowicach. Gdzie trafią później - nie wiadomo. Im dalej zajdą Polacy w mistrzostwach, tym mniejsze szanse na dłuższe sędziowanie mają obaj panowie.

Plusem naszych sędziów będzie natomiast znajomość obsługi systemu wideoweryfikacji. Mistrzostwa będą bowiem obsługiwane przez system, który na co dzień stosowany jest w PlusLidze. I na podobnych zasadach będzie używany. Każdy z zespołów będzie mógł dwukrotnie w secie sprawdzić poprawność decyzji sędziowskiej. I co najważniejsze, będzie można sprawdzać też dotknięcie piłki w bloku, w czym mają pomóc kamery slow motion.

Co jeszcze nowego przyniosą mistrzostwa? Każdy mecz będzie rozgrywany pięcioma piłkami (a nie trzema jak dotychczas), co pozwoli uniknąć dłuższych przerw, a sędzia drugi będzie pokazywał tylko błędy, które sam odgwiżdże. Do tej pory sędzia ten powtarzał sygnalizację po swoim koledze, teraz tylko sędzia I będzie wskazywał błędy odgwizdane przez siebie.

Będzie też jedna ważna zmiana, a właściwie jej nie będzie. Według wytycznych FIVB, czyli międzynarodowej federacji, o tym, czy piłka jest w boisku czy nie, miał decydować pierwszy jej kontakt z podłożem, bez tzw. spłaszczenia. W PlusLidze i europejskich pucharach wciąż miał się liczyć całkowity kontakt, taki jak jest na powtórkach telewizyjnych czy na systemie wideoweryfikacji. Ostatecznie sędziowie otrzymali polecenie, by decydował "kontakt piłki z podłożem", bez słowa "pierwszy". A to oznacza, że najprawdopodobniej przy wideoweryfikacji sędziowie będą decydować tak jak do tej pory, czyli przy spłaszczeniu piłki.

Więcej o: