Memoriał Wagnera. Polska przegrała z Bułgarią i straciła Wlazłego

Były momenty dobrej gry, ale było dużo chaosu i błędów. Polscy siatkarze przegrali z Bułgarią 2:3 w swym pierwszym meczu memoriału Wagnera. Jeszcze bardziej od porażki boli kontuzja Mariusza Wlazłego. Atakujący prawdopodobnie skręcił staw skokowy. Już w trakcie meczu pojechał do szpitala na badania. Jego występ na mistrzostwach świata, które rozpoczną się 30 sierpnia, jest poważnie zagrożony.

Bułgarzy zwolnili Andreę Anastasiego, pokonując prowadzoną przez niego reprezentację Polski przed rokiem. Wtedy, wygrywając 3:2 w Gdańsku, zamknęli naszej drużynie drogę do ćwierćfinału mistrzostw Europy, które organizowaliśmy wspólnie z Danią. Teraz pokazali Antidze, że jego drużyna wcale nie musi wypaść lepiej w polskich mistrzostwach świata. Zwłaszcza jeśli do zdrowia nie wróci Mariusz Wlazły, który na początku trzeciego seta doznał groźnie wyglądającej kontuzji.

Wlazły na huśtawce

Francuz postawił na następującą szóstkę: Piotr Nowakowski, Karol Kłos, Michał Winiarski, Michał Kubiak, Fabian Drzyzga, Wlazły i libero Paweł Zatorski.

Ten zestaw świetnie wszedł w mecz i prowadził po kilku akcjach 6:2. Ataki kończyli Wlazły i Kubiak, na środku czujny był Nowakowski, wszyscy unikali prostych błędów, jakie raz po raz przytrafiały się Bułgarom. I nagle biało-czerwoni stanęli. Ich gra zacięła się po tym, jak Kłos miał w górze krótką na 7:3, ale potężnie zbijając, nie zmieścił się w boisku. Po chwili było 6:6, bo Bułgarzy dwa razy z rzędu zatrzymali potrójnym blokiem Wlazłego. Na pierwszą przerwę techniczną nasz zespół zszedł, jeszcze prowadząc 8:6 po asie serwisowym Wlazłego. Ale problemów wcale nie zażegnał.

Wlazły nie zaserwował ani jednego asa w tegorocznej Lidze Światowej, ale ten pierwszy od dawna po jego kolejnych akcjach cieszył coraz mniej. Atakujący Skry seryjnie mylił się w ataku. Duża w tym zasługa wzmocnionej zagrywki Bułgarów, która utrudniała nam przyjęcie i rozegranie. Antiga wykazał się jeszcze mocniejszymi nerwami, zostawiając Wlazłego na boisku, gdy po jego kolejnym aucie goście wyszli na 13:11. Czas pokazał, że trener wiedział, co robi.

Po drugiej przerwie technicznej (13:16) nasz atakujący punktami skończył dwie kolejne akcje, a kiedy poszedł na zagrywkę przy stanie 16:17, rozstrzygnął losy partii. Na przemian ustrzeliwał serwisowymi bombami libero Teodora Sałparowa i przyjmującego Miroslawa Gradinarowa, a złe odbiory Bułgarów wykorzystywał głównie Winiarski (choć trzeba zaznaczyć, że w jednej z akcji wprowadzony chwilę wcześniej na parkiet Dawid Konarski kapitalnie zablokował w pojedynkę Todora Aleksijewa), sprytnie kończąc kontry. Wlazły zagrywać przestał przy naszym prowadzeniu 21:18. Po tym jak zaserwował w aut, zastąpił go Paweł Zagumny. Przed drugim setem lider odpoczywał i myślał, jak poprawić skuteczność w ataku (wynosiła tylko 33 proc. - trzy punkty na dziewięć prób). Pierwszego, inteligentnie wypychając piłkę poza boisko o potrójny blok, skończył Kubiak.

NBA i nasza ekstraklasa

Po krótkiej przerwie między setami Antiga musiał prosić o kolejną, bo jego podopieczni na początku drugiej partii przegrywali 3:6. W pościg ruszyli od stanu 4:8, znów korzystając z dobrej dyspozycji Wlazłego w polu zagrywki. Po jego serwisach zrobiło się 7:8. A Bułgarów doszliśmy (12:12) po akcji, która była odpowiednikiem magicznych sztuczek, jakie czasem prezentują gwiazdy NBA. W kontrze znajdujący się niemal na lewym skrzydle Drzyzga przez plecy zagrał na prawą stronę do Wlazłego. Przyspieszył piłkę niesamowicie. Atakujący miał kompletnie czystą siatkę i z radością wbił gwoździa w parkiet po bułgarskiej stronie.

Niestety, w kolejnych akcjach nasi zawodnicy popełniali błędy typowe dla piłkarzy polskiej ekstraklasy. Przez gapiostwo, chwilową dekoncentrację i brak dokładności dali uciec Bułgarom na 12:15 i do końca partii musieli ich gonić. Antiga znów wprowadził Zagumnego, skorzystał też z Rafała Buszka, ale goście dobrze pilnowali wyniku. Gdy przy prowadzeniu 23:20 pozwolili nam zdobyć dwa punkty, prowadzący ich Plamen Konstantinow poprosił o czas. Chciał wybić z rytmu znów serwującego Wlazłego. Niestety, udało mu się - zaraz po przerwie nasz atakujący zagrał w siatkę i goście mieli pierwszego setbola. Obronił go - skutecznie zbijając z prawego skrzydła, Wlazły. Ale za chwilę po zagrywce Winiarskiego pewnym atakiem partię skończył Wiktor Josifow.

Wlazły do szpitala, zespół trwoni przewagę

Po 10-minutowej przerwie Polacy zaczęli trzeciego seta świetnie. Kontrę skończył Mateusz Mika (grał za Kubiaka), a po blokach Wlazłego i Nowakowskiego prowadziliśmy 3:0. Po chwili hala ucichła, bo atakując w antenkę na 3:2, Wlazły wylądował na stopie Andreja Żekowa, skręcając staw skokowy. Z boiska znieśli go koledzy. Przez kilka minut kibiców bardziej od tego, co działo się na boisku, interesowały zabiegi, jakim przy ławce rezerwowych Wlazłego poddawali fizjoterapeuci. W trudnej sytuacji koncentracji nie stracili nasi siatkarze. Na przerwę techniczną schodzili, jeszcze przegrywając 7:8, ale o kolejną poprosił Konstantinow, bo gospodarze odjechali jego ekipie na 14:11. Działo się to przy zagrywce Nowakowskiego, z którą Bułgarzy od początku mieli prawie tak duże problemy, jak z serwisami Wlazłego.

Strata gracza Skry nie wpływała na zespół, choć w drugim secie Wlazły skończył aż 75 proc. swoich ataków (3/4). Na szczęście dobrze zastępował go Konarski, a Drzyzga umiejętnie kreował grę, posyłając piłki do wszystkich kolegów. W roli lidera coraz częściej występował Winiarski. Kapitan triumfował, gdy świetną kiwką skończył ciągnącą się dobrą minutę wymianę na 18:14 dla Polski. W tamtym momencie wydawało się, że zespół Antigi nie podłamał się kontuzją Wlazłego i wyjdzie na prowadzenie w meczu. Ale kilka minut później było 21:22 i Antiga poprosił o czas, by przygotować zespół do walki o zwycięstwo w nerwowej końcówce. W grze na przewagi Polacy mieli jedną piłkę setową, ale nie wykorzystali jej i przegrali 27:29.

Mistrzowskie emocje

Czwarty set od początku wyglądał w naszym wykonaniu po prostu źle. Bułgarzy spokojnie wyszli na prowadzenie i pewnie kontrolowali sytuację. Mika grał poprawnie, ale może szkoda, że szansy nie dostał Bartosz Kurek. Zagumny nie umiał znaleźć lepszego sposobu na poprowadzenie akcji od tego, jaki prezentował Drzyzga. Najgorsze było jednak, że nawet kiedy zagraliśmy dobrą akcję, zaraz sami podstawialiśmy sobie nogę, choćby psując zagrywkę. Po błędach w polu serwisowym traciliśmy punkty na 7:11 (aut Nowakowskiego), 8:13 (siatka Konarskiego), 11:14 (aut Winiarskiego) i 15:17 (aut Miki). Mimo to w końcu doszliśmy Bułgarów na 17:17, w czym chyba największa zasługa rozkręcającego się Zagumnego. Niestety, za moment zagrywkę Bułgarów lecącą w aut niepotrzebnie postanowił odebrać Mika, zrobił to źle i było 18:20. A punkt na 20:22 podarował Bułgarom Kłos, psując kolejną zagrywkę.

Przed drugim meczbolem o czas poprosił Konstantinow. Za moment zagrywał Nowakowski i Konstantinow poprosił o drugi czas, bo Konarski i Kłos zablokowali Sokołowa! To był ewidentnie przedsmak emocji, jakie czekają kibiców już za dwa tygodnie. Kraków Arena oszalała, gdy po kolejnej zagrywce Nowakowskiego piłka przetoczyła się po taśmie i spadła na bułgarską stronę. A kiedy Kłos zablokował Aleksijewa i wygraliśmy partię 26:24 (od stanu 22:24!), kibice cieszyli się, jakby Polska doprowadziła do tie-breaku w finale mistrzostw świata.

Dramat w końcówce

Uskrzydleni Polacy świetnie rozpoczęli decydującego seta, ale przy stanie 5:2 znów zdenerwowali kibiców. Konkretnie zrobił to Konarski, który chcąc efektownie skończyć akcję, zaatakował w pół siatki. Na szczęście za chwilę Zagumny dał mu piłkę na przełamanie, którą dobrze zastępujący Wlazłego (6 pkt w czwartym secie, 4/7 w ataku) atakujący wykorzystał. W grze punkt za punkt Zagumny dobrze wykorzystywał i Konarskiego, i Mikę, i Winiarskiego, i środkowych. Nie zaszkodziła nam nawet kolejna zepsuta zagrywkę (przez Mikę na 9:7). Na 11:7 punkt czapą na bijącym na oślep Sokołowie zdobył Kłos, ale zaraz Bułgarzy odpowiedzieli potężnym serwisem Todora Skrimowa, z którym nie poradził sobie Winiarski. Było 11:9 i walka trwała. A kiedy Mika nie odebrał następnej bomby Skrimowa, siedzący na ławce Sałparow podskoczył, wierząc, że to przełomowy moment dla jego zespołu. Tak mogło być, bo choć następną zagrywkę Skrimow posłał w aut, to po bloku na Winiarskim Bułgarzy doprowadzili do remisu 12:12, a po chwili wyszli na 13:12, znów zatrzymując "Winiara", tym razem aż potrójnym blokiem. Wtedy o czas poprosił Antiga. Francuz miał prawo mocno zdenerwować się na zawodników, którzy prowadzili przecież 11:7. Zawodnicy zawodzili dalej, bo jak inaczej opisać sytuację, w której trener przy stanie 13:13 wprowadza Marcina Możdżonka za Zagumnego, by podwyższyć blok, a Kubiak nie daje mu szansy się wykazać, serwują w siatkę? Jak zagrywać, pokazał Walentyn Bratojew, asem kończąc spotkanie.

Więcej o: