Puchar Świata siatkarzy 2015. Cztery rzeczy po czterech setach z Japonią: Antiga nie jest nieomylny, Kubiak nie odpoczął, ale nie bójmy się o mistrzów

Japończycy zagrali świetnie, ale nasi siatkarze znów na własne życzenie utrudnili sobie życie. Jednak krytykować ich trudno, skoro znów w wielkim stylu wrócili na właściwe tory i do rozjechania w Pucharze Świata mają już tylko jednego rywala. Polska pokonała Japonię 3:1 (24:26, 27:25, 25:21, 25:19) w 10. kolejce. W środę o godz. 3.30 mecz z Włochami. Do awansu na igrzyska w Rio wystarczą nam dwa wygrane sety.
Polska - Japonia 3:1 Polska - Japonia 3:1 Fot. FIVB

Kolejna kara za błędy

Przy stanie 7:11 w pierwszym secie Stephane Antiga poprosił już o drugą przerwę. Musiał reagować, bo po kilku minutach gry Paweł Zatorski miał na koncie aż dwa złe przyjęcia zagrywki, a koledzy posyłających serwisowe bomby Ishikawy i Yanagidy w obronie dokonywali cudów, podbijając nawet bardzo dobre ataki Bartosza Kurka czy Piotra Nowakowskiego. Japończycy grali na niesamowitym poziomie, a my znów wolno się rozpędzaliśmy. Pewnie wygralibyśmy partię - bo doszliśmy ich, a kiedy wreszcie zaczęliśmy reagować blokiem na szybkie rozegranie wyszliśmy nawet na prowadzenie 23:22 - gdybyśmy potrafili ograniczyć liczbę prostych błędów. Niestety, oddaliśmy rywalowi siedem punktów, on nam tylko dwa. Dlatego znów musieliśmy się pomęczyć.

Polska - Japonia 3:1 Polska - Japonia 3:1 Fot. FIVB

Kubiak nie mógł odpocząć

Męczyliśmy się tak bardzo, że po kolejnych świetnych serwisach Yanagidy Antiga musiał wprowadzić na boisko Michała Kubiaka. Kapitan nie znalazł się w wyjściowej "szóstce", zapewne miał odpocząć przed spotkaniem z Włochami zaczynającym już kilkanaście godzin po meczu z Japonią. Kubiak wszedł przy stanie 4:7, od razu został poczęstowany zagrywką, która omal nie wyłamała mu ręki, ale wytrzymał i zaczął prowadzić zespół najpierw do odrobienia strat, a później do zwycięstwa. Kubiak blokował, kontrował, wykorzystując japoński blok i świetnie zbijając z drugiej linii, szalał w obronie - pokazywał, że to chyba jemu (o ile Polska wygra Puchar Świata) należy się tytuł najlepszego zawodnika turnieju.

Polska - Japonia 3:1 Polska - Japonia 3:1 Fot. FIVB

Antiga nie jest nieomylny

Dziwić mogło tylko, że Kubiak wszedł za Mateusza Mikę, a nie za Rafała Buszka. W pierwszej partii z 15 naszych punktów w ataku Mika zdobył siedem. Pewnie trener uznał, że słabszy w ofensywie Buszek bardziej przyda się w kolejnych partiach ze względu na jego postawę w przyjęciu zagrywki. Ale gdy w końcówce drugiego seta Buszek nie skończył kontr na 25:23 i 26:24, a wykorzystał dopiero przechodzącą piłkę na 27:25 po świetnym serwisie Fabiana Drzyzgi, Antiga uznał, że lepiej na przyjęciu mieć jednak dwójkę Kubiak - Mika. Dobrze, że pomyłka trenera nie okazała się kosztowna. I bardzo dobrze, że błędy Antiga robi tylko takie - niewielkie.

Polska - Japonia 3:1 Polska - Japonia 3:1 Fot. FIVB

Nie bójmy się o mistrzów

Od zakończenia meczu Polski z Japonią do rozpoczęcia spotkania z mistrzów świata z Włochami minie dokładnie 17 godzin i 50 minut. Zregenerować się nie będzie łatwo. Italia swoje spotkanie z Argentyną zaczęła o 3 godz. i 45 minut wcześniej niż my z Japonią; pocieszające jest to, że musiała rozegrać aż pięć setów (wygrała 3:2). Ale najważniejsze, że po naszych zawodnikach oznak zmęczenia nie widać. Oni są naprawdę perfekcyjnie przygotowani pod każdym względem. A ich dyspozycja na zagrywce w końcówce turnieju pokazuje, że szczyt formy przyszedł właśnie teraz. Z Australią zaserwowaliśmy 13, z USA i Japonią - po dziewięć asów. Gospodarze strzelali z zagrywki tak, że kłopoty miał świetny przecież Paweł Zatorski, a my odpowiedzieliśmy jeszcze mocniej. Tak jak z USA znakomicie serwował Drzyzga, swoje firmowe floaty włączył Piotr Nowakowski, poziom utrzymał Mateusz Bieniek. W poprzednich meczach brylowali w tym elemencie Kurek i Kubiak, a klasy dowiedli też Buszek i Mika. Formę na pokonanie Włochów i wygranie Pucharu Świata z kompletem 11 zwycięstw na pewno mamy. W środę pójdziemy na ostatnią wojnę, po ostatnie zwycięstwo.

Więcej o: