Puchar Świata siatkarzy 2015. Pięć rzeczy po pięciu setach z Iranem: pokazaliśmy, jak nie grać i jak grać oraz że jesteśmy mistrzami

Pokaz antysiatkówki i siatkówki oraz charakteru godnych mistrzów świata dali podopieczni Stephane'a Antigi w wygranym 3:2 meczu z Iranem (18:25, 23:25, 25:15, 25:20, 15:11) w czwartej kolejce Pucharu Świata. Biało-czerwoni stracili pierwszy punkt w turnieju, ale i tak są wielcy, bo odwrócili losy przegranego zdawałoby się spotkania. W niedzielę o godz. 5.10 mecz z Wenezuelą.
Polska - Iran 3:2 Polska - Iran 3:2 FIVB

1. Pokazaliśmy, jak nie grać

Z pierwszych dziewięciu punktów w meczu Irańczycy pięć zdobyli po naszych błędach. W tym okresie spotkania trzy ataki z rzędu w aut wyrzucił Bartosz Kurek, w następnych akcjach Epadipour rozstrzeliwał zagrywką Zatorskiego i Buszka, a Seyed blokował tego drugiego. Partię skończyliśmy bez punktowego bloku, a sami w irańską ścianę wpadliśmy trzy razy. Atakowaliśmy z 37-procentową skutecznością, a rywale z 57-procentową. Problemy wzięły się z niedokładnego rozegrania, a ono było pochodną bardzo słabego przyjęcia. Przez moment mieliśmy w nim 30 proc., a Irańczycy 72 proc. To był najgorszy set naszych mistrzów świata w tym turnieju. Oby ostatni taki.

Polska - Iran 3:2 Polska - Iran 3:2 FIVB

2. Mistrzowska pewność

Na szczęście zawodnicy Stephane'a Antigi to prawdziwi mistrzowie. Nie załamało ich ani fatalne wejście w mecz, ani szansa, jaką wypuścili z rąk w drugiej partii. W niej ze stanu 9:13 wyszliśmy na prowadzenie 18:16, ale w końcówce znów fatalnie pogubiliśmy się w przyjęciu i choć błędy własne już mocno ograniczyliśmy (sześć w tym secie przy 12 pomyłkach Irańczyków), to przegraliśmy do 23. Jednak od tego momentu grając z nożem na gardle pokazaliśmy, że nie boimy się niczego. Kiedy w czwartej partii rywale przegrywając 16:20 doszli nas na dystans jednego punktu (21:20 dla Polski) i wydawało się, że w oczy zagląda nam widmo porażki, Bartosz Kurek posłał cztery mocne, bardzo dobre zagrywki z rzędu, a kontry kończyli Mateusz Mika, Piotr Nowakowski i Michał Kubiak, dzięki czemu wygraliśmy do 20, doprowadzając do tie-breaka.

W takich sytuacjach warto przypomnieć, z jaką pewnością wchodziła nasza reprezentacja w ten sezon, mimo że po zdobyciu mistrzostwa świata straciła Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Pawła Zagumnego i Krzysztofa Ignaczaka. - Czy to takie dziwne, że wygrywamy? Przecież jesteśmy mistrzami świata - podkreślał wtedy główny statystyk kadry, Oskar Kaczmarczyk.

Polska - Iran 3:2 Polska - Iran 3:2 FIVB

3. Jednak mamy zagrywkę i blok

Serwis Kurka działać zaczął już w trzecim secie. W nim rozbiliśmy ekipę Slobodana Kovaca do 15, bo dobrze zagrywał również Mateusz Bieniek, a i floaty Piotra Nowakowskiego pomogły zbudować solidną przewagę już przed drugą przerwą techniczną. Dobra zagrywka Polski oznaczała gorsze przyjęcie Iranu, a przez to trudniejsze zadanie dla ich świetnego rozgrywającego. Marouf z łatwością gubił nasz blok w dwóch setach. Pierwszy punkt w tym elemencie zdobyliśmy dopiero na 13:14 w drugiej partii. A w trzeciej polski mur rozbił aż cztery ataki Irańczyków (dwa Mika, po jednym Kurek i Kubiak).

Polska - Iran 3:2 Polska - Iran 3:2 FIVB

4. Obrona też żyje

Długo męczyło nas oglądanie polskich ataków notorycznie podbijanych przez Irańczyków. Ich obrona grała świetnie od początku, nasza obudziła się dopiero po dwóch setach. Symboliczna była akcja na 18:12 w trzeciej partii. Wtedy Mika skończył kontrę dzięki kapitalnemu podbiciu, jakim za linią końcową boiska popisał się wielki Bieniek. Taka obrona środkowego to miód na serce Antigi. Od początku pracy z Polską Francuz wymaga walki w defensywie od wszystkich swoich zawodników. I każdemu, nawet najbardziej rosłemu i pozornie najmniej sprawnemu graczowi, powtarza, że potrafi wszystko. Jedną obronę zanotował też drugi z naszych środkowych, Nowakowski, a w sumie w tym elemencie pokonaliśmy Iran 32:29.

Mateusz Mika najlepszy na boisku meczu ze Słowenią Mateusz Mika najlepszy na boisku meczu ze Słowenią FIVB

5. Na Irańczyka najlepszy Mika

W meczach z Tunezją, Rosją i Argentyną Mateusz Mika grał mało, miejsce w "szóstce" stracił przez kontuzję kolana, która nie pozwoliła mu wystąpić w żadnym ze spotkań Memoriału Wagnera rozegranego dwa tygodnie przed startem japońskiej imprezy. Ale przeciw Iranowi Antiga szybko sięgnął po jednego z bohaterów swojej drużyny z ubiegłego sezonu. Kiedy w czwartym secie roztrwoniliśmy przewagę 5:2, dając Irańczykom wyjść na prowadzenie 6:5, przyjmujący wziął sprawy w swoje ręce. Dzięki jego dwóm kontrom na przerwę techniczną zeszliśmy wygrywając 8:6. A w kolejnych akcjach Mika się rozkręcał, na przemian mocno przełamując blok i sprytnie go mijając. "Mika mashes the Mikasa" - grała słowami oficjalna strona Pucharu Świata, gdy nasz zawodnik rzeczywiście zmiażdżył piłkę Mikasa potężnym atakiem na 16:10 z drugiej linii. To samo można było pisać po jego zbiciach jeszcze kilka razy. W ataku Mika stał się najpewniejszą opcją - miał 77 proc. skuteczności (13/17)! W przyjęciu też pomógł uspokoić sytuację (z 15 odbiorów osiem miał perfekcyjnych, nie popełnił ani jednego błędu), dzięki czemu Drzyzga grał swobodnie, choćby z nim i Kubiakiem, gdy byli w drugiej linii albo ze środkowymi.