Final Six Ligi Światowej 2015. Pięć rzeczy po pięciu setach z Francją: prezentów nie bierzemy, mamy zagadkę i charakter

Nie korzystamy z prezentów, zagadką są nasi zmiennicy, ale i tak jest dobrze, bo mamy charakter, który powinniśmy pokazać również w meczu o brąz - to wnioski z przegranego 2:3 meczu z Francją w półfinale Final Six Ligi Światowej w Rio de Janeiro. Spotkanie z USA o trzecie miejsce w niedzielę. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 14.
f f SERGIO MORAES/REUTERS

Szatnia na pewno żyje

Z Włochami zaczęli od 5:0, z Serbami i z Francuzami od 3:0. Na każdego rywala w Rio mistrzowie świata wyszli z przekonaniem o swojej sile. Później było już różnie, błędy pojawiały się wcześniej albo później, ale w każdym przypadku. A najtrudniej ustrzec się ich było przeciw trójkolorowym. Znów nie nadszedł jednak tak moment, który Polaków by złamał. Gdy zespół Stephane'a Antigi przegrywał 0:2 w setach, rywale wydawali się mieć wszystko, by szybko zakończyć mecz. W trzeciej partii prowadzili 7:5, gdy nasi raz i drugi zatrzymali blokiem Earvina N'Gapetha, gdy Kurka w ofensywie wspomagać zaczął sprytny jak na ubiegłorocznych MŚ Mateusz Mika, gdy Fabian Drzyzga uruchomił również środkowych. Szybko zrobiło się 16:9 dla nas, z rozpędu wygraliśmy też czwartą partię i doprowadziliśmy do tie-breaka. Mimo że przegraliśmy i nie zagramy o złoto, zawodnikom należą się brawa. Za to, że tworzą prawdziwą, charakterną drużynę.

Jeszcze nie korzystamy z prezentów

Ani w pierwszym, ani w drugim secie nie graliśmy dobrze, a oba mogliśmy wygrać. Francuzi gubili się w końcówkach, grając nerwowo trwonili przewagę. W pierwszej partii ze stanu 19:22 doprowadziliśmy do sytuacji, w której piłkę w górze na 24:24 miał Kurek. W drugiej partii znów walczyliśmy do końca, choć przegrywaliśmy już 15:20 i 19:22. Porażki do 23, a nie do 20 czy 21 były efektem błędów Francuzów. Ale gdybyśmy byli w optymalnej formie, to nie odwdzięczylibyśmy się zmarnowaniem takich prezentów jak przechodząca piłka (nie skorzystał Nowakowski) czy błąd sędziego, przedłużający seta po dobry ataku Mory'ego Sidibe (po palcach Bieńka, ale Francuzi nie mieli już wtedy możliwości skorzystania z wideoweryfikacji).

Earvin N'Gapeth Earvin N'Gapeth LEO CORREA/AP

Zmiennicy zagadką

W pierwszym sezonie pracy z naszą kadrą Antiga przekonywał, że do wygrywania potrzebuje szerokiej kadry. Na mistrzostwach świata w 14. powołanej na turniej nie było zawodnika, który nie dostałby swojej szansy, praktycznie każdy mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że swoje w drodze do złota wyskakał, wyatakował, wyblokował czy wybronił. W tym roku jest inaczej. A przeciw Francji było to widać najwyraźniej. Dlaczego trener korzystał niemal wyłącznie z zawodników, których od początku wystawił do gry (Buszek, Konarski, Łomacz i Możdżonek zagrali tak krótko, że nie da się ich ocenić, Wrona, Gacek i Szalpuk w ogóle nie weszli na boisko)? Chciał, żeby gracze podstawowi się przełamali? Wiedział, że rezerwowi nie prezentują formy dającej nadzieję na poprawę gry zespołu? Tego nie wiemy. Wiemy, że mamy zagadkę.

Brązu nie oddamy

Widząc, jak podziałała na nich porażka w dwóch pierwszych setach, wiedząc, jak przyzwyczaili się do wygrywania, jak nabrali wiary w siebie, możemy być spokojni - nasi siatkarze nie zwieszą głów po tej porażce. Mecz z USA o brązowy medal "światówki" już kiedyś graliśmy. W 2007 roku z kompletem 12 zwycięstw skończyliśmy fazę grupową (graliśmy z Bułgarią, Chinami i Argentyną), a po tym jak w Final Six w Katowicach pokonaliśmy 3:2 Francję i 3:0 USA, wierzyliśmy, że nasi wicemistrzowie świata pod wodzą Raula Lozano wygrają całe rozgrywki. Niestety, po półfinałowej porażce 1:3 z Brazylią, w meczu o brąz z Amerykanami zagrali słabo i przegrali 1:3. Wtedy byliśmy jednak na początku drogi do światowej czołówki, dziś od nas zaczyna się wyliczanie jej składu. To zobowiązuje. Poza tym ekipie Johna Sperawa zespół Antigi ma co udowadniać. Pod wodzą Francuza z Amerykanami przegraliśmy cztery z pięciu meczów, w tym sezonie trzy z czterech.

Jest dobrze

Bez względu na wynik niedzielnego meczu z USA za występ w tegorocznej Lidze Światowej naszych siatkarzy trzeba pochwalić. Po tym, jak zostali mistrzami świata, zewsząd słyszeli, że ten sezon będzie dla nich bardzo trudny, zwłaszcza, że z kadrą pożegnali się Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Paweł Zagumny i Krzysztof Ignaczak. Pamiętajmy, że nie stałoby się absolutnie nic złego, gdyby Final Six w Rio rozegrano bez udziału Polski. Jesteśmy tam i gramy o medale, bo proces przebudowy zespołu przechodzimy łatwiej niż się wszyscy spodziewali. Co teraz ugramy w Brazylii, to nasze. Ale prawdziwym celem jest zdobycie medalu w tym miejscu za rok, na igrzyskach olimpijskich. Droga do niego ma się zacząć we wrześniu w Japonii. To tam, podczas morderczego Pucharu Świata, reprezentacja Polski ma być w najwyższej formie, by zająć pierwsze bądź drugie miejsce i w przyszłym roku już z pewną kwalifikacją olimpijską spokojnie szykować się na Rio 2016.

Więcej o: