Liga Narodów. Chiny - Polska 2:3. Wielkie zwycięstwo nad mistrzyniami, Smarzek nie do zatrzymania!

Malwina Smarzek zdobyła aż 35 punktów, prowadząc Polskę do zwycięstwa 3:2 (18:25, 25:17, 25:18, 22:25, 15:12) nad Chinkami w meczu siatkarskiej Ligi Narodów. Wynik spotkania rozegranego w Makao to sensacja. Chinki są aktualnymi mistrzyniami olimpijskimi, wicemistrzyniami świata, zdobywczyniami Pucharu Świata i liderkami rankingu FIVB. Polki zajmują w nim dopiero 22. miejsce
Malwina Smarzek Malwina Smarzek KUBA ATYS

Już było nieźle

Już przed tygodniem nasze siatkarki zrobiły dobre wrażenie, grając w swym pierwszym turnieju Ligi Narodów. Wówczas w amerykańskim Lincoln przegrały z ekipą USA 1:3, wygrały z Włoszkami 3:2 i uległy Turczynkom 0:3. Chinki w rozgrywanym równolegle turnieju w Ningbo wygrały po 3:0 z Dominikaną i Belgią, a następnie niespodziewanie uległy Korei Południowej 0:3.

Gramy o utrzymanie

W tamtym spotkaniu Chinki zostały rozbite, w setach było 15:25, 15:25 i 13:25. Ale tym bardziej - biorąc pod uwagę ich chęć udowodnienia, że była to tylko mało znacząc wpadka - uchodziły za faworytki starcia z Polkami.

Nasza drużyna jest jedną z najsłabszych w gronie 16, które uczestniczą w Lidze Narodów. Po pierwszych turniejach zespół Jacka Nawrockiego zajmował 13. miejsce w tabeli, pozytywem było już to, że ugrał jakiekolwiek punkty. Zresztą, razem z Argentyną, Dominikaną i Belgią Polki nie są stałymi uczestniczkami imprezy i muszą walczyć o utrzymanie się w elitarnym gronie (spadnie najsłabsza z tych drużyn).

Siatkowka kobiet Polska - Islandia Siatkowka kobiet Polska - Islandia Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Pokonały 13 godzin różnicy

Pomijając kwestie sportowe, na korzyść Chinek przemawiał też fakt, że one kolejny turniej grają u siebie, natomiast Polki z USA leciały przez 16 godzin, a już będąc w Makao próbują przyzwyczajać się do zupełnie innej strefy czasowej, różnej od poprzedniej aż o 13 godzin.

Mimo wszystkich wymienionych okoliczności nasze zawodniczki wspaniale wytrzymały trudne spotkanie, które trwało ponad dwie i pół godziny.

Nasza liderka dwa razy lepsza

Najwięcej zdrowia mecz z Chinkami musiał kosztować Malwinę Smarzek. 21-letnia atakująca zdobyła aż 35 punktów. Liderka Polek popisała się pięcioma asami serwisowymi, jednym blokiem i 29 skończonymi zbiciami. Rewelacyjnej skuteczności Smarzek może nie miała, bo atakowała aż 62 razy, ale to naprawdę schodzi na dalszy plan. Liczy się przede wszystkim, że w każdej trudnej sytuacji nasza rozgrywająca mogła liczyć na mocno i pewnie bijącą koleżankę. Zresztą, porównajmy liczby liderki Chinek. Li Yinging zdobyła 19 punktów, kończąc 19 z 48 ataków. Nic nie dorzuciła blokiem i zagrywką.

Mnóstwo asów, mało błędów

Smarzek mocno atakowała, a wszystkie Polki mocno i precyzyjnie serwowały. To tu uwidoczniła się ich największa przewaga nad Chinkami. W całym meczu nasze zawodniczki zanotowały aż 14 asów, a rywalki tylko trzy. Na duży plus podopiecznym Nawrockiego trzeba też policzyć niewielką liczbę błędów. Nasze zawodniczki oddały przeciwniczkom tylko 19 punktów, a same dostały ich "za darmo" 25.

Teraz Serbia, wkrótce turnieje u siebie

Po czterech z 15 meczów w Lidze Narodów Polki mają w dorobku cztery punkty i bilans dwóch zwycięstw oraz dwóch porażek. W środę zagrają z Serbią, w czwartek z Tajlandią (oba mecze o godz. 11.30 naszego czasu), a później wyjadą z Makao na kolejny turniej.

Ich następnym przystankiem będzie holenderskie Apeldoorn, gdzie zagrają z ekipą "Oranje", Brazylią i Koreą Południową. Dwa ostatnie turnieje rozegramy u siebie. Od 5 do 7 czerwca w Bydgoszczy, podejmując kolejno Argentynę, Niemcy i Belgię. A od 12 do 14 czerwca w Wałbrzychu będziemy grać z Japonią, Rosją i Dominikaną.

Do turnieju finałowej awansuje pięć najlepszych drużyn. Dołączą one do Chinek, które mają zapewnione miejsce w Final Six, ponieważ odbędzie się w Nankinie.