Polska - Brazylia 3:2. Pięć rzeczy po pięciu megasetach: bazuka, siła charakteru i konflikt z marzeń

Mariusz Wlazły jest dziś najlepszym atakującym świata. Polscy siatkarze są wielcy, a gra o medale w Katowicach jest na wyciągnięcie ręki - tego wszystkiego dowiedzieliśmy się z wygranego 3:2 (25:22, 22:25, 14:25, 25:18, 17:15) meczu z obrońcami tytułu w trzeciej rundzie mistrzostw świata.

Mount Everest również dla Polaków

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]

Krótko do tych, którzy wieszczyli szybkie 0:3 - uwierzcie wreszcie w zespół Stephane'a Antigi. To prawda, że 14 ludzi Francuza potrafi się pogubić, że momentami nie gra wielkiej siatkówki. Ale tym większą prawdą jest, że ci ludzie dłuższymi momentami grają siatkówkę wspaniałą (przed spotkaniem z Brazylią wygrali przecież osiem z dziewięciu meczów), a przede wszystkim, że nie pękają. Przed nikim i w żadnym momencie. W pierwszym secie mistrzowie świata odjechali naszej ekipie na 15:11. Pamiętając scenariusze wielokrotnie przećwiczone w ostatnich latach w takich meczach, wszyscy spodziewali się, że tej partii biało-czerwoni już nie wygrają. Tymczasem najpierw na zagrywce poszalał Mariusz Wlazły, a polska ściana raz po raz zatrzymywała mistrzów świata i zrobiło się 15:15. Później w obronie dwoili i troili się nawet środkowy Karol Kłos i atakujący Dawid Konarski, swoje serwisem dołożył Michał Kubiak, a atakiem niezawodny Wlazły. Efekt - zwycięstwo 25:22, czyli ludzi przyzwyczajonych do ciągłego wspinania się na Mount Everest w tej drodze na szczyt wyprzedziliśmy. Oczywiście to był tylko start z pierwszej bazy. Ale już po nim jasne stało się, że Polacy wierzą w swoją misję. I nie poddadzą się, nawet gdy chwilami - a takich w walce z Brazylią i Rosją o półfinał musi być sporo - będzie im brakowało tlenu.

Nie wolno tak spać

4:7 na początku pierwszego i drugiego i 4:8 na początku trzeciego seta - nie wiedzieć dlaczego podopieczni Antigi źle zaczynali poszczególne partie. Wiadomo za to, że w meczu z takim rywalem takie straty mogą okazywać się nie do odrobienia. Polacy w pierwszym secie zaprezentowali fantastyczną pogoń zakończoną zwycięstwem, ale takich rzeczy w walce z najlepszą drużyną świata nie da się robić seryjnie. Oczywiście w drugiej partii nasi nie spuścili głów, nie rezygnowali, dogonili "Kanarków" na 21:21, ale w końcówce kilku punktów zabrakło. A w trzecim z kilku punktów straty na początku błyskawicznie zrobiła się przepaść dzieląca nas od obrońców mistrzowskiego tytułu. Za zaspanie na początku rozkręcający się goście sprawili nam lanie, wygrywając partię do 14. Rosjanie, z którymi w czwartek przyjdzie nam walczyć o półfinał, będą równie bezwzględni.

Mistrzostwa świata siatkarzy 2014. Polska - Brazylia w łódzkiej Atlas Arenie. 3:2 Mistrzostwa świata siatkarzy 2014. Polska - Brazylia w łódzkiej Atlas Arenie. 3:2 TOMASZ STAŃCZAK

Cichy Pit wciąż nie rozkwitł

Nie ma chyba w tej chwili drugiego tak pielęgnowanego prze Antigę zawodnika jak Piotr Nowakowski. Grał słabo i bardzo słabo z USA, Francją, Włochami i Iranem, Marcin Możdżonek, który dawał mu zmiany, odwracał losy meczów i kończył je blokami, jakich w wykonaniu "Cichego Pita" nie mogliśmy się doczekać. Niestety, trener biało-czerwonych cały czas stawia na środkowego Resovii, wyraźnie wierząc, że ten wróci do formy z pierwszej fazy turnieju. Innego wytłumaczenia nie ma. W rozmowach ze Sport.pl Możdżonek potwierdza, że jest gotów do gry w pierwszej "szóstce". Szkoda, że Antiga nie chce go w niej zobaczyć i że prawie zawsze wprowadza go na boisko tak późno (a może według trenera właśnie w tym jest klucz do sukcesu?). Przeciw Brazylii Nowakowski powinien zejść już po pierwszej partii, a po trzech setach. Dopiero wtedy na parkiecie pojawił się "Możdżon".

Mistrzostwa świata siatkarzy 2014. Polska - Brazylia 3:2 Mistrzostwa świata siatkarzy 2014. Polska - Brazylia 3:2 TOMASZ STAŃCZAK

Nie mamy armat. Ale mamy bazukę!

Czwarty set - przy stanie 4:5 dwie piłki w ataku dostaje Kubiak. W obu przypadkach piłka spada pod jego nogi, zanim on zdąży wylądować. Im dalej było w mecz z Brazylią, tym większe problemy mieliśmy z kończeniem akcji. Poziom trzymał jedynie Wlazły, a jedną strzelbą trudno upolować takiego zwierza. Ten mecz pokazał, jak ważny dla drużyny jest Michał Winiarski. Kapitan wrócił po kontuzji pleców, jakiej nabawił się w sobotnim meczu z Iranem, ale nie zaprezentował formy, którą przed urazem zachwycał. Z 25-procentową skutecznością w ataku (2/8), jednym punktem w bloku, dwiema zepsutymi zagrywkami i jednym przyjęciem dającym punkt rywalom zszedł z boiska przy stanie 9:14 w drugim secie. Mateusz Mika, który go zastąpił, grał poprawnie, ale długo nie wybijał się ponad to. Bogu dzięki, że "Szampon" wielkie wsparcie dostał od Karola Kłosa. Z jego pomogą nasza bazuka (9/12 w tym secie!) narobiła ogromnych szkód po stronie mistrzów. Dwójka Skry Bełchatów wypracowała przewagę 15:13, dając nam nadzieję na piątego seta. A później do kapitalnego duetu poziomem dołączyli świetnie serwujący Możdżonek i Mika. Ten drugi rozpędził się tak bardzo, że po kapitalnych zbiciach zakończył partię asem. Po secie wygranym przez Polaków do 18 i cennym punkcie, który zapewnili sobie odnosząc w niej zwycięstwo, łatwo zapomnieć o problemach, jakie mieliśmy w ataku. Ale przed meczem z Rosją nie wolno tego zrobić. Trzeba poszukać możliwości podregulowania celowników.

Mistrzostwa świata siatkarzy 2014. Polska - Brazylia w łódzkiej Atlas Arenie. 3:2 Mistrzostwa świata siatkarzy 2014. Polska - Brazylia w łódzkiej Atlas Arenie. 3:2 TOMASZ STAŃCZAK

Mamy wymarzony konflikt tragiczny

Kibicować Rosji? Przed takim dylematem staniemy w środę, kiedy mistrzowie olimpijscy zagrają z Brazylią. Ich zwycięstwo może dać nam awans do półfinału turnieju już przed czwartkowym spotkaniem Polska - Rosja. Kibicować ekipie, której się nie lubi, czy życzyć dobrze tym, których porażka leży w naszym interesie? Jakże przyjemnie mieć taki dylemat! Zwłaszcza, że siatkarze zapewnili nam go po niewyobrażalnej huśtawce nastrojów. W tie-breaku prowadzili 7:2, by po czerwonej kartce Kubiaka remisować 8:8, mieć piłkę meczową przy 14:13 i bronić meczbola przy 14:15. Drugiego własnego wykorzystali, wygrywając 17:15! Uff...

Więcej o: