MŚ siatkarzy 2014. Cztery rzeczy po czterech setach z Włochami: Możdżonek się nie dąsa, "Szampon" zmywa głowy

Z wygranego 3:1 (19:25, 25:18, 25:20, 26:24) meczu z Włochami dowiedzieliśmy się, że trenerom naszej kadry zdarza się zdrzemnąć, niektórym polskim siatkarzom brakuje wiary w siebie, a inni nie załamują się nawet, gdy początkowo idzie im fatalnie.
Mistrzostwa Świata siatkarzy 2014. Polska - Włochy w Atlas Arenie 3:1 Mistrzostwa Świata siatkarzy 2014. Polska - Włochy w Atlas Arenie 3:1 TOMASZ STAŃCZAK

1. Antiga zaufał, siatkarze nie

Po pierwszej porażce w turnieju Stephane Antiga nie zmienił ani meczowej '12', ani wyjściowego składu. Trener wyraźnie zaufał ludziom, którzy sprawdzili się w pięciu, a nie spisali na miarę oczekiwań w tylko jednym meczu. Niestety, w grze zawodników bardzo widoczne były niepewność i nerwowość. Pierwsze ataki zepsuli Mateusz Mika, Mariusz Wlazły i Michał Winiarski, a po tym jak ze środka pomylił się Piotr Nowakowski i Włosi wyszli na 6:3, nasz trener poprosił o czas.

Francuz trzymał nerwy na wodzy, gdy w kolejnych akcjach Mika wyrzucił zagrywkę w daleki aut, a Nowakowski drugą piłkę zagrał do kolegów tak, że spadła w aut po włoskiej stronie. Po tych błędach było 5:8, po kolejnym złym przyjęciu Miki - 5:9 i dopiero wtedy Francuz zdjął z boiska naszego najmłodszego siatkarza, wprowadzając w jego miejsce Michała Kubiaka. Ale i on drużyny nie zbawił. I w przyjęciu, i w ataku był nierówny, a że po nieudanych akcjach ręce przy zbiciach wstrzymywać zaczęli również Wlazły (beznadziejna, 20-procentowa skuteczność - 2/10) i Winiarski (3/8), Włosi szybko powiększyli przewagę, wykorzystując kontry. Antiga zmienił Pawła Zagumnego na Fabiana Drzyzgę, ale trudno liczyć, że któryś z rozgrywających uratuje sytuację, gdy Winiarski wpada nawet w rozrzucony, pojedynczy blok, a Kłos serwuje trzy metry za końcową linię.

Pierwszy, przegrany do 19 set czwartkowego meczu był najgorszym, jakiego Polacy zagrali w tych mistrzostwach. Włosi zaprezentowali niezłą zagrywkę, w konsekwencji do naszych źle rozegranych akcji stawiali szczelny blok (4:0 dla nich w tym elemencie), ale trudno było nie zauważyć i nie zmartwić się, że w gospodarzach mocno siedziały wydarzenia ze środy. Partię spuentowała ostatnia akcja - przechodzą piłkę Nowakowski rzucił, a nie przebił na stronę Włochów. To był juniorski błąd i w całym secie Polacy wyglądali jak młodzicy niepewni swych umiejętności po zaledwie jednej, przecież wcale nie dotkliwej porażce.

Mistrzostwa Świata siatkarzy 2014. Polska - Włochy w Atlas Arenie 3:1 Mistrzostwa Świata siatkarzy 2014. Polska - Włochy w Atlas Arenie 3:1 TOMASZ STAŃCZAK

2. Ławka przysypia

Trudno zarzucić Antidze strach przed zmianami, bo od lat kadra nie miała trenera, który dokonywałby ich tak odważnie. Ale po pierwszym secie prosiło się o zastąpienie rezerwowymi tych zawodników, którzy zawodzili najmocniej. W drugiej partii Nowakowski, identycznie jak w meczu z USA był bezbarwny w ataku, bezproduktywny w bloku, a do tego znów przytrafiały mu się fatalne błędy w polu serwisowym. Mimo to ewidentnie dobrze dysponowany Marcin Możdżonek zmienił kolegę dopiero przy stanie 20:17. I błyskawicznie w pojedynkę zaczapował hasającego dotąd Vettoriego. 

Ostatecznie może dobrze, że Wlazłego nie zmienił Dawid Konarski, a któregoś z przyjmujących Rafał Buszek. W tych przypadkach Antiga miał rację trwając przy swoich pewniakach. Pytanie tylko, czy inni rywale, tak jak Włosi (grając pod presją pokazali, że to nie jest dobry turniej w ich wykonaniu), własnymi błędami pomogą tym pewniakom odzyskać rytm gry, czy zawsze dobrym pomysłem będzie tak długie trwanie przy zawodnikach z podstawowego składu z nadzieją, że ci zdołają się przełamać. Oczywiście trudno polemizować z człowiekiem o takim doświadczeniu siatkarskim jakie ma Antiga oraz z jego asystentem Philippem Blainem, który przez 11 lat z sukcesami prowadził reprezentację Francji. Ale dyskusji nie ma już co do tego, że obaj szkoleniowcy zaspali na początku partii, gdy cała hala widziała, jak Drzyzga serwuje drugiego z rzędu asa. Wtedy sędziowie zamiast przyznać nam punkt na 6:3 dali go Włochom i zrobiło się 4:5. Wystarczyło poprosić o challenge, by zmienić ich błędną decyzję. Niestety, ewidentnym błędem naszej ławki było zagapienie się w tej naprawdę czytelnej sytuacji. Tak zasypiać w kolejnych, najpewniej trudniejszych meczach ławce nie wolno.

Marcin Możdżonek Marcin Możdżonek Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

3. Kapitan się nie dąsał

Już po pierwszych meczach kadry pod wodzą Antigi był wskazywany jako ten z dotychczasowych liderów drużyny, którego może zabraknąć w kadrze na mistrzostwa. Z miejsca stracił opaskę kapitana, praktycznie od początku nie miał miejsce w składzie. Poza drużyną był i z powodu decyzji Antigi, i przez kontuzje. Jeszcze w trakcie Memoriału Wagnera rozgrywanego dwa tygodnie przed MŚ, narzekał na ból barku. Teraz pokazuje, że z gracza rezerwowego powinien zostać zawodnikiem pierwszej 'szóstki', bo zawsze gdy wejdzie na boisko, drużyna na tym korzysta.

Jest dobry na zagrywce, mimo swoich 212 cm wzrostu przydaje się w obronie, a na środku siatki potrafi królować jak wtedy, gdy zostawał najlepszym blokującym Pucharu Świata 2011 i Ligi Światowej 2012. W środkowej fazie trzeciego seta w pojedynkę zablokował Kovara i Birarellego i wygrał z Włochami przepychankę na siatce, co pozwoliło nam wyjść na prowadzenie. W kontrze na 22:19 świetnie wystawił do Kubiaka. W tych mistrzostwach swoje dobre mecze rozegrał już - i miejmy nadzieję rozegra kolejne - kapitan Michał Winiarski, pora chyba dać szansę na zaliczenie takich w pełnym wymiarze byłemu kapitanowi, który zamiast dąsów wybrał ciężką pracę i wrócił do wysokiej formy.

4. Stare hasło aktualne

Kto ma Wlazłego, ten wygrywa - ta zasada często obowiązuje w PlusLidze. Czy ktokolwiek pomyślał, że atakujący Skry Bełchatów poprowadzi do zwycięstwa za trzy punkty Polskę, skoro w pierwszym secie meczu z Włochami skończył zaledwie dwa z 10 ataków? A jednak - 'Szampon' nabierał jakości i zmył głowy rywalom z Serie A.

Od drugiego seta prezentował wszystko z czego słynie - serwował mocno i trafiał, zbijał pewnie, nawet w trudnych sytuacjach nie wstrzymywał ręki, w końcówkach był niezawodną opcją prowadzącego naszą grę Fabiana Drzyzgi. Chyba kolejny raz potwierdziło się, że to z rozgrywającym Resovii, a nie z Zagumnym Wlazłemu współpracuje się lepiej. Najważniejsze, że mamy potwierdzenie formy atakującego, w którego wiarę cały czas zalecał wszystkim Antiga.

Więcej o: