MŚ siatkarzy 2014. Cztery rzeczy po czterech setach z Kamerunem: Wlazły nie gra z Zagumnym

Kameruńczycy idą na piwo, a polscy siatkarze i ich trener mają o czym myśleć, bo takiej gry, jaką prezentowali przez długi fragment meczu, nie wolno im powtórzyć w niedzielnym spotkaniu z Argentyną - to najważniejsze wnioski po zwycięstwie nad Kamerunem 3:1 (25:27, 25:23, 25:16, 25:22).

1. Kameruńczycy zasłużyli na piwo

Peter Nonnenbroich, niemiecki trener Kamerunu, mówił przed meczem, że dla jego zespołu sukcesem będzie zdobycie chociaż 20 punktów w którymś z setów. Za wygranie jednej partii obiecał postawić piwo każdemu ze swych zawodników. Niedoceniane "Lwy" słusznie uznały, że najłatwiej będzie zaskoczyć pewnych siebie gospodarzy, od początku ostro ruszając do ataku. Kameruńczycy w pierwszym secie grali bardzo dobrze - mocną zagrywką utrudniali nam przyjęcie (kłopoty miał w nim nawet świetny w poprzednich meczach Mateusz Mika), a przez to i rozegranie (efekt ? 5:1 w bloku dla Kamerunu w tym secie). Do tego z poświęceniem bronili i utrzymywali dobry, mocny atak. To był ich ewidentnie najlepszy set w turnieju, z pewną dozą przyjemności patrzyło się, jak korzystają ze świetnej atmosfery w hali, jak przeżywają swoje święto, bo niewątpliwie właśnie tym dla drużyny grającej na co dzień na piachu i betonie był występ w pełnej kibiców Hali Stulecia. Szkoda, że tak późno w turnieju złapali luz w grze. Ale - jak to bywa w przypadku drużyn z Afryki - wcześniej myśleli nie tylko o sporcie, ale też o pieniądzach, które obiecano im za awans na mistrzostwach, a które wypłacano - podobno tylko w części - dopiero w Polsce. Tym jednym setem, w którym wytrzymali presję polskiej pogoni (prowadzili 22:17, przegrywali 22:23, by ostatecznie zwyciężyć 27:25), ale i postawą w następnych partiachm pokazali, że zasługują na to, by za grę w siatkówkę, pieniądze otrzymywać regularnie. A piwo mieli prawo wypić ze smakiem.

2. Duet Zagumny - Wlazły nie działa

Sześć ataków zepsuł Mariusz Wlazły w pierwszym secie. Po wystawach od Pawła Zagumnego zdobył tylko dwa punkty, notując zaledwie 25-procentową skuteczność. Poza jedną punktową zagrywką, kiedy ustrzelił Ndakiego na 16:20, nie zaistniał na plus. Antiga od początku meczu postawił na duet Wlazły - Zagumny, ewidentnie chcąc, by atakujący dobrze poczuł się w grze ze starszym z rozgrywających. W czwartek, przeciw Wenezueli, Wlazły spisał się dobrze, wykorzystał ponad 60 procent piłek, jakie skierował do niego Fabian Drzyzga. W teorii decyzja Francuza była słuszna - skoro z grającym wolniej Zagumnym "Szampon" nie potrafił złapać rytmu w spotkaniach z Serbią i Australią, należało dać im szansę "dogadania się" w grze przeciwko najsłabszemu w grupie Kamerunowi. Mimo że Wlazły zepsuł dwa ostatnie ataki w pierwszym secie (zbił w aut na pojedynczym bloku, dając gościom piłkę setową, a przy niej wpadł w ich blok). Antiga jego i Zagumnego wprowadził na boisko przy stanie 24:24, po tym jak duże straty - przegrywaliśmy nawet 17:22 - odrobił zespół kierowany przez Drzyzgą, z Konarskim w ataku. Trener ewidentnie chciał, by sprawdzany przez niego duet "zaskoczył" w trudnych warunkach bojowych. I choć plan nie wypalił, Antiga trzymał Wlazłego na boisku jeszcze do stanu 4:8 w drugim secie. Wtedy najwyraźniej już nie wytrzymał, wprowadził na parkiet Konarskiego, godząc się z tym, że w meczu z Kamerunem nie zrealizuje swojego planu zgrania "Szampona" z "Gumą".

3. Ryk "Lwów" na przebudzenie

Paweł Zagumny biegnie do piłki pod bandy reklamowe i broni, ale koledzy zbyt długo się przyglądają, by kontynuować akcję. Ten sam Zagumny wyrzuca w aut lekki serwis przy stanie 20:20 w pierwszym secie. Michał Kubiak mając przed sobą potrójny blok decyduje się go obić tak, by nasz zespół mógł kontynuować akcję, ale ten zespół zapomina, że do piłki wolno spadającej po odbiciu od bloku trzeba ruszyć szybko. Mateusz Mika i Michał Winiarski robią gwiazdę bloku z mierzącego 192 cm wzrostu Ahmeda Awala - obaj dają mu się "zaczapować" w pewnych sytuacjach, a więc mając dobrze rozegraną piłkę. Krzysztof Ignaczak, idąc do przyjęcia, wpada w Kubiaka i Polska podarowuje gościom punkt. Ta przygnębiająca wyliczanka pokazuje, że w pierwszym secie i przez długą część drugiej partii naszym problem była nie tylko fatalna dyspozycja Wlazłego. Cały zespół grał niechlujnie i prosił się o karę. Bardzo dobrze, że ją dostał. Strata seta z Kamerunem aspirującym do medalu Polakom nie przystoi, dziadostwo, jakie prezentowali przez długi fragment meczu, nie przystoi im tym bardziej. Oczywiście nie stało się nic złego, zespół się pozbierał, trzecią partię wygrał w stylu oklaskiwanym przez kibiców i dziennikarzy w meczach z Serbią, Australią i Wenezuelą, w czwartej mimo pewnych problemów też sobie poradził. Bardzo pomogły w tym zmiany przeprowadzone przez Antigę. Mimo wszystko łatwo po tym meczu wskazać pozytywy. Pierwszy - naprawdę mamy 14 zawodników gotowych do dobrej gry. Drugi - cała "14" już wie, że o docenianiu każdego rywala trzeba pamiętać, kiedy wychodzi się na boisko, a nie tylko podczas rozmów z dziennikarzami. Poznanie tej prawdy, a przede wszystkim zdanie sobie sprawy z faktu, że nie są jeszcze genialni, powinno pomóc siatkarzom w niedzielę, kiedy przyjdzie im zagrać z Argentyną, która będzie walczyła o punkty do zabrania do drugiej fazy.

DLOWR DLOWR Fot. Dawid Antecki / Agencja Gazeta

4. Wewnętrzna walka trwa

Dawid Konarski, Marcin Możdżonek, Michał Kubiak i Andrzej Wrona dali do myślenia trenerowi. W trudnym meczu z Kamerunem to ta czwórka wypadła najlepiej. Wszyscy wymienieni zawodnicy w pierwszych meczach turnieju nie byli podstawowymi graczami bialo-czerwonych, a w sobotę to oni uratowali sytuację. Ciekawe, jak wobec słabszej postawy dotychczasowych liderów - Wlazłego, Miki, Nowakowskiego i Winiarskiego - zachowa się Antiga w niedzielę, kiedy Polsce przyjdzie zagrać bardzo ważny mecz z Argentyną. Z nią nie wolno stracić punktów, bo wynik będzie liczony w drugiej fazie turnieju. Na zakończenie pierwszej fazy mistrzostw drużynę czeka mecz pod presją, pod nią będzie Antiga, w momencie wybierania składu.

Więcej o: