Siatkówka. Przedpełski: Wierzę w Anastasiego

- Jeśli ktoś sobie nie radzi, to wie, jakie są konsekwencje. Nie można położyć kilku imprez z rzędu - mówi prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Przedpełski o sytuacji Andrei Anastasiego. Trener polskich siatkarzy ogłosił kadrę na mistrzostwa Europy, które we wrześniu odbędą się w Polsce i w Danii. W drużynie nie ma kilku gwiazd, mimo to jej celem ma być walka o medal.
Anastasi powołał kadrę. Nie ma Ignaczaka ?

Łukasz Jachimiak: Jest pan zadowolony ze składu kadry na mistrzostwa Europy?

Mirosław Przedpełski: To skład chyba w tej chwili możliwie najsilniejszy.

Mimo braku kilku zawodników, którzy w ostatnich latach prowadzili reprezentację do sukcesów?

- Brakuje Pawła Zagumnego, ale to dlatego, że oszczędzamy jego siły i chcemy poprosić, żeby może zagrał za rok, na mistrzostwach świata.

Zostawmy Zagumnego, bo sam przed sezonem mówił, że kadra raczej będzie musiała sobie radzić bez niego. Ale dlaczego w drużynie nie ma Krzysztofa Ignaczaka?

- To jest decyzja trenera, myśmy ją zaakceptowali. Wie pan, Krzysiu dużo już zrobił, jest troszeczkę wiekowo zaawansowany. Są młodzi zawodnicy. Tu nie ma chyba strasznego zaskoczenia.

Nie ma? Po słabych występach zespołu w Lidze Światowej działacze PZPS twierdzili przecież, że na mistrzostwa Europy Andrea Anastasi powinien powołać wszystkie gwiazdy. Teraz powiedział wam, że Ignaczak jest za stary?

- Nie, nie. To są może jakieś inne względy. Nie dyskutowałem o tym specjalnie z trenerem. Ma jakieś swoje powody. Krzysiu dużo grał, nie ma co szukać w tej sytuacji jakichś ukrytych spraw.

Z inicjatywy PZPS kilka dni temu Anastasi spotkał się z Mariuszem Wlazłym. Ale jego też w kadrze nie zobaczymy.

- Nie chcę tego komentować. Temat wracał już tyle razy, że teraz jest zamknięty. Nie mamy o czym rozmawiać.

Jaki cel stawia pan przed drużyną, która ostatnio zawodziła?

- Ostatnio? Nie można przesadzać. Na razie nie wyszła nam Liga Światowa, czyli jedna impreza.

Przed nią nie wyszła też ta zdecydowanie najważniejsza - igrzyska olimpijskie.

- No tak, tak. Cel nie może być inny niż medal. W dwóch ostatnich edycjach mistrzostw Europy zdobyliśmy medale [złoty w 2009 i brązowy w 2011 roku - red.], tak samo musi być i teraz. Szczególnie że pierwszą fazę będziemy grać w Polsce. Dlatego taki cel stawiamy drużynie. Taki cel stawiają nam też sponsorzy.

Wierzy pan w ten medal?

- Liczę na to, tak nastawiamy drużynę i trenera.

Trener wytłumaczył wam, co się stało, że w Lidze Światowej jego zespół prezentował się tak słabo? Przedstawił pomysł na poprawę sytuacji?

- Troszeczkę został utracony duch drużyny, duch walki. Uważam, że za dużo pojawiło się gwiazdorzenia, podejścia, że my jesteśmy najlepsi i wszyscy nas się powinni bać. W siatkówce jest bardzo wyrównany poziom, nie zawsze wytrenowanie techniczne i taktyczne dają zwycięstwo. Trzeba jeszcze odpowiedniej mentalności. Ducha walki nam ostatnio brakowało, zatraciliśmy go, teraz trener musi go odzyskać. Niektórzy zapomnieli, że drużyna musi być zjednoczona, trzeba więc im o tym przypomnieć.

Anastasi jest pod szczególną presją? Niektórzy działacze już mówią, że nie są zadowoleni z ostatnich wyników i z pracy trenera.

- Czy z pracy, to nie powiem. Z wyników na pewno nie jesteśmy zadowoleni. Ja nie jestem, trener chyba też nie. Ale to dobry fachowiec, wie, że w pewnym momencie musi sobie poradzić z drużyną. Bo jeśli ktoś sobie nie radzi, to wie, jakie są konsekwencje. Nie można położyć kilku imprez z rzędu. Ale w tej chwili nie ma o czym mówić. Nie chcę robić złej atmosfery, straszyć, że jak tu przegrasz, to na pewno "do widzenia". Wiem, że trener jest dobry, że potrafi poprowadzić drużynę, tylko musi znów znaleźć do niej klucz. Jego poprzednicy mieli ten sam problem - po dwóch dobrych sezonach w trzecim z drużyną działo się coś złego. Nie wiem, czy to jest problem trenera, czy problem zespołu. Ale dobry szkoleniowiec powinien sobie z tym poradzić i wierzę, że Anastasi sobie poradzi.

Na czym opiera pan tę wiarę?

- Myśmy dość długo na pewne tematy dyskutowali. Według mnie on już w tej chwili wie, na czym te problemy polegają.

Na czym?

- Kłopoty są z atmosferą, z mentalnością, z duchem drużyny. Tu potrzebne są pewne ruchy i trener o tym dobrze wie.

Mam rozumieć, że swoimi decyzjami personalnymi Anastasi zaczyna rozprawiać się z gwiazdorzeniem?

- Z tym gwiazdorzeniem to chyba za proste tłumaczenie. Ale w drużynie musi być chęć walki. Siatkówka w Polsce stoi na bardzo wysokim poziomie, a zawodnicy muszą zauważyć, że to nie wynika tylko z ich dobrej gry. To też zasługa kibiców, klimatu wokół dyscypliny. To trzeba rozumieć i nie można osiąść na laurach. Pasję znów trzeba wydobyć z zawodników. Ja wiem, że im było fajniej, kiedy zdobywali medale, pokazywali się nowemu trenerowi. Teraz nastąpiło pewne zużycie materiału i trzeba oszlifować nowe talenty. Dobry trener to potrafi.

Anastasi powołuje nowych zawodników, ale pograć im nie daje. W Lidze Światowej jego pewniacy zawodzili, a on i tak ich nie zmieniał. Wielu fachowców i kibiców irytowało się, że Włoch za mocno przywiązał się do nazwisk, wprost mówił o tym m.in. Wojciech Drzyzga.

- My tak samo o tym dyskutujemy. Na pewno będą zmiany, będzie trochę inne podejście trenera. Na pewno będzie wykorzystywał nowych zawodników w większym wymiarze, bo to też nasz cel na mistrzostwa świata. Na nie musimy mieć zmienników.

Zwykle jest pan optymistą, nawet niepoprawnym, a teraz nie zauważam u pana przekonania, że za chwilę polscy siatkarze osiągną sukces. Boi się pan nadchodzących mistrzostw?

- Dla mnie celem zasadniczym jest to, żebyśmy się znaleźli w czwórce, która zagra o medale. A co się wydarzy w Kopenhadze, to już będzie zależało od dyspozycji dnia. Ale na czwórkę powinno nas być stać.

Jeśli okaże się, że jednak nas nie stać, to związek zastąpi Anastasiego nowym trenerem?

- To nie jest automatyczna sprawa, ale na pewno będziemy się zastanawiać. Jednak osobiście wierzę w Anastasiego.