ME siatkarzy. Finał dla Polaków za wysoko

3 : 0
Informacje
Mistrzostwa Europy siatkarzy 2011 - półfinały
Sobota 17.09.2011 godzina 15:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
Włochy
25
25
25
3
Polska
22
21
20
0
Składy i szczegóły
Włochy
Skład: Mastroangelo, Łasko Zajcew, Savani, Travica, Birarelli oraz Bari (libero)
Polska
Skład: Żygadło, Kurek, Kubiak, Nowakowski, Możdżonek, Jarosz oraz Ignaczak (libero)
Nasi siatkarze doskoczyli do półfinału mistrzostw Europy, ale wznieść się jeszcze wyżej nie byli już w stanie. Do Włochów zbliżali się tylko wtedy, gdy ci sami wyrządzali sobie krzywdę. Po porażce 0:3 Polacy zagrają w niedzielę o brąz.
Andrea Anastasi od początku turnieju przedstawiał siebie trochę jak iluzjonistę, który czaruje taktyką, by zamaskować całą prawdę o reprezentacji Polski - ukryć wady, których selekcjoner w swojej drużynie dostrzega sporo, i wyeksponować atuty, co dotąd polegało głównie na zleceniu rozgrywającemu nadzwyczajnie intensywnej współpracy ze środkowymi oraz skupieniu na defensywie, czyli aktywnym bloku i wybloku.

Tyle że przed półfinałami biało-czerwoni ani razu nie stanęli naprzeciw rywali tak agresywnie serwujących i tak groźnych nad siatką jak Włosi. Te mistrzostwa ułożyły się tak, że półfinały wreszcie - pod dwóch turniejach poprzednich, supersensacyjnych - obsadziły najpotężniejsze reprezentacje na kontynencie.

I Dragan Travica przyłożył Polakom asem już w pierwszej próbie. A potem nękali ich Cristian Savani i Michał Łasko, który być może postałby w polu zagrywki długimi minutami, gdyby jego wysiłku nie roztrwonili niechlujni w ataku koledzy.

Na znacznie szczelniejszą zaporę niż w dotychczasowych rundach trafili też nasi siatkarze w centrum siatki. Tam od początku turnieju króluje 36-letni Luigi Mastrangelo, który wrócił do kadry po przerwie i natychmiast, jak mówią jego partnerzy, tchnął w nią dobrego ducha. Wielu środkowych sylwetkę ma raczej szczudłowatą, tymczasem Włoch to harmonijnie rozwinięty atleta, który manewruje pod siatką z wyjątkową gracją. Przed półfinałem zdecydowaniu prowadził w klasyfikacji najlepiej blokujących na turnieju, choć miał mniej szans niż wielu konkurentów, bo jego drużyna nie musiała rozgrywać przedćwierćfinałowego barażu. W sobotę jeszcze swój imponujący bilans poprawił.

Piotra Nowakowskiego, jednego z bohaterów poprzednich gier, Mastrangelo zatrzymał - w pojedynkę! - już w pierwszej próbie. I nie był to ostatni raz. Włoch w ogóle wielokrotnie błysnął intuicją, gdy trzeba było reagować błyskawicznie, w dodatku improwizując. Był najlepszy na boisku. Polacy dotąd tego na turnieju nie przeżywali - tym razem wyraźnie ustępowali rywalom w bloku, w inauguracyjnym secie nie zdobyli dzięki niemu ani jednego punktu.

A ponieważ nie zdobyli, stracili swój kluczowy atut na czesko-austriackich ME. Kluczowy także dlatego, że znów rozczarowywał domniemany lider drużyny, który miał być jej głównym ogniowym. Bartosz Kurek w pierwszym secie zbijał ze skutecznością 25-procentową, a w drugim 20-procentową. Co zaskakiwało tym bardziej, że rywale wcale nie ostrzeliwali go serwisem - chętniej celowali w Michała Kubiaka.

Dotąd Polacy wygrywali m.in. dzięki przemyślanej taktyce, teraz Anastasi wpadł na Mauro Berruto - godnego siebie rywala, który mówi o swoim turniejowym życiu tak: "Żyję tutaj w tym rytmie, co premier Berlusconi, śpię po cztery godziny na dobę. Tyle że nie uprawiam bunga-bunga, a ślęczę przed komputerem." I pewnie także wskutek jego zarwanych nocy Włosi rozprawili się z biało-czerwonymi po raz trzeci w sezonie.

Wierzyliśmy, że jakimś cudem im się nie uda, bo Anastasi uparcie powtarza, że lubi wygrywać mecze najważniejsze. A poprzednio z rodakami przegrywał w komercyjnej Lidze Światowej oraz towarzyskim Memoriale Wagnera, dopiero w Wiedniu przyszło wyzwanie na imprezie rangi mistrzowskiej.

Niestety, rywale słabości Polaków obnażyli. Jeśli nasi siatkarze zbliżali się w punktacji do Włochów, to głównie wtedy, gdy ci sami wyrządzali sobie krzywdę. Ich wyższość nie podlegała żadnej dyskusji, na obronę tytułu nie mieli szans.

Ale zdziesiątkowani biało-czerwoni wciąż mają o co się bić. Jutro o godz. 15 staną do walki o brąz, czyli wynik znacznie okazalszy niż prorokowany przed ME przez fachowców. Te mistrzostwa wciąż mogą się skończyć bardzo przyjemnie.

Przedpełski wiceprezydentem CEV ?