Czy kadrę siatkarek czeka rewolucja?

W przededniu turnieju finałowego World Grand Prix trener Jerzy Matlak groził, że wyrzuci z reprezentacji czołowe siatkarki. - Zamiast grać, podpierają ściany. Może być tak, że wezmę na mundial samą młodzież - ostrzega Matlak. Związek daje mu wolną rękę
Podyskutuj z autorem na jego blogu - iwanczyk.blox.pl

W środę reprezentacja rozpoczęła turniej finałowy rozgrywanego od 1993 roku World Grand Prix, najważniejszej letniej imprezy w siatkówce kobiet, która jest odpowiednikiem męskiej Ligi Światowej. Polki zaczęły w niej grać dopiero sześć lat temu, po pierwszym złocie mistrzostw Europy zespołu Andrzeja Niemczyka. Jemu jednak nie udało się nigdy awansować do finału. Pierwszym był trzy lata temu Włoch Marco Bonitta, drugim - Matlak.

Polki zapewniły sobie udział w Final Six jeszcze przed końcem trzeciego turnieju eliminacyjnego. W ostatnim spotkaniu w Hongkongu ich rywalem były mistrzynie olimpijskie Brazylijki. Po dotkliwej przegranej 0:3 (-16, -25, -16) selekcjoner wpadł w furię, w wywiadzie dla portalu Reprezentacja.net obiecał ostre rozmowy z siatkarkami.

- Można przegrać mecz w głowach, można się spalić, bo nad tym jeszcze będzie czas pracować, ale nie może być tak, że te, na które się stawia najbardziej, większość czasu spędzają na ławce rezerwowych. A nominalne liderki większość trudnych spotkań spędzają pod ścianą - grzmi Matlak.

Trener nie podaje nazwisk, ale wiadomo, że chodzi mu przede wszystkim o Katarzynę Skowrońską. 27-letnia atakująca, która po pięciu latach w najsilniejszej na kontynencie lidze włoskiej przeniosła się do Fenerbahce Stambuł, wróciła do kadry po rocznej przerwie. Nie wystąpiła na ubiegłorocznych ME, bo przez długi czas zmagała się z kontuzją ścięgna Achillesa. Teraz znów miała być liderką, drużyna powierzyła jej funkcję kapitana, od Anny Barańskiej przejęła też prestiżową w kadrze pań koszulkę z numerem 1.

Skowrońska nie prezentuje jednak formy ze Scavolini Pesaro, gdzie była gwiazdą. W dziewięciu meczach kadry w WGP zdobyła ledwie 55 punktów (na 171 ataków). Dla atakującej skuteczność 32 proc. to wynik katastrofalny, dlatego Matlak w każdym meczu szuka dla niej alternatywy. W meczu z Brazylijkami, w którym zeszła z boiska po pierwszym secie z trzema punktami, selekcjoner ratował się aż trzema zmianami na tej pozycji.

Polki przegrały wyraźnie także z Japonią. W pozostałych siedmiu spotkaniach wygrywały z Amerykankami (wicemistrzynie olimpijskie), dwukrotnie z Niemkami (czwarta drużyna Europy) oraz rywalkami z Trzeciego Świata w siatkówce - Tajwanem (x2), Portoryko i Dominikaną. Rywalki były tak łatwe, bo o składzie turniejów eliminacyjnych nie decyduje losowanie, lecz operatywność działaczy. Kto ma we władzach światowej federacji (FIVB) mocniejszą pozycję, wygrywa.

- Co z tego, że mamy siedem wygranych meczów, skoro przychodzi do tych decydujących i przegrywamy w brzydki sposób? Może i nie mamy szans na zwycięstwo z Brazylią, ale trzeba położyć serce, wątrobę, duszę i ciało na boisku, zejść wykończonym, ale z przeświadczeniem, że zrobiliśmy wszystko - dodaje Matlak i grozi, że w kadrze dokona rewolucji. - Jeśli ktoś jest bez formy, źle się czuje, ma problemy, chcę o tym usłyszeć. Bo jeśli sytuacja diametralnie się nie zmieni, i to już, zaraz, od najbliższego meczu, będę musiał zweryfikować na niektórych pozycjach skład na mistrzostwa świata i będę już do końca stawiał na młodzież.

W PZPS dają selekcjonerowi wolną rękę. - Rolą trenera Matlaka jest zbudować drużynę na mundial, więc nie będę mu mówił, kogo ma brać - mówi prezes Mirosław Przedpełski. - Wierzymy w trenera i jeśli uważa, że konieczny jest wstrząs, nie będziemy się wtrącać. To nie działacze powinni ustawiać drużynę. Zresztą w PZPS Matlak ma fachowców od takich dyskusji, np. wydział szkolenia. Niech po przyjeździe z Grand Prix porozmawia z nimi, na pewno będą jakieś analizy występów Polek.

Co z mistrzostwami świata? Przedpełski: - Rozliczę Matlaka z wyniku, a czy będzie grał młodymi, czy starymi, to jego sprawa. Miejsce między piątym a ósmym byłoby bardzo dobre. Wyższe będzie dużym sukcesem.

Pierwszy mecz finału z USA Polki rozegrały w środę o godz. 7. Nasze reprezentantki przegrały 2:3, choć prowadziły w setach 2:0, a w trzeciej partii miały dwie piłki meczowe. Kolejnymi przeciwnikami będa: Brazylia, Chiny, Japonia, Włochy.

Chińskie Ningbo, w którym rozgrywany jest turniej, to dla Polek miejsce przeklęte. To tam cztery lata temu doszło do konfliktu między trenerem Andrzejem Niemczykiem i Małgorzatą Glinką, który zakończył się dla obojga odejściem z kadry. A potem rozpadła się jedna z najwybitniejszych drużyn w historii polskiego sportu, która dwa razy z rzędu (2003, 2005) sięgnęła po mistrzostwo Europy.

Jestem spokojny o decyzję trenera - mówi Zbigniew Bartman  ?