Joanna Kaczor: Pierwszą atakującą Polski jest Skowrońska

- Konkurencja jest dobra, bo każda od każdej się uczy. Kaśka Skowrońska jest numerem 1. Ale każdą z nas czeka sporo pracy, nie jesteśmy jeszcze w formie. Gramy falami. Raz jedna, raz druga, a raz trzecia ma lepszy dzień. Trenera chyba cieszy, że ma taki wybór - mówi Gazecie Sport.pl atakująca reprezentacji siatkarek Joanna Kaczor.
Baw się z nami w Wygraj Ligę! Wygraj 20 000 zł!

Przemysław Iwańczyk: W pierwszym turnieju World Grand Prix w Gdyni wygrałyście wszystkie mecze, w drugim poniosłyście pierwszą porażkę. Jak pani ocenia występ w Japonii?

Joanna Kaczor: Nie chcę nikogo ganić, nie chcę nikogo bronić. Wiedziałam, że będzie trudniej niż w Gdyni, gdzie mieliśmy za sobą kibiców. Tak naprawdę dopiero Japonia była dla nas wymagającym przeciwnikiem, tym bardziej że grała u siebie.

Potrzebujemy gry - to generalny wniosek. Dołączałyśmy do zespołu w różnym czasie, niektóre dziewczyny potrzebowały więcej odpoczynku po trudnym sezonie, czas znaleźć formę, bo każda z nas jest na zupełnie innym etapie.

Skąd biorą się takie wahnięcia formy. Np. 0:9 z Japonią, 0:7 z Niemcami...

- Jak już mówiłam, potrzeba gry, potrzeba treningu. Wyłączając mecze, przy tych wszystkich podróżach nie ma czasu na ćwiczenia. Mnie nawet cieszy, że wszystkie pomyłki, wahania wychodzą teraz, a nie np. w mistrzostwach świata. Dzięki takim wydarzeniom, jak strata kilku punktów z rzędu, wiemy, co poprawiać, nad czym intensywnie pracować.

Nad czym?

- Do poprawy jest obrona, potrzeba nam więcej koncentracji w polu zagrywki, zbyt dużo punktów nam tam ucieka.

Na pozycji atakującej konkurencja jest duża. Są aż trzy zawodniczki, ale żadna nie jest pewniakiem.

- Konkurencja jest dobra, bo każda od każdej się uczy. Kaśka Skowrońska jest numerem 1. Ma doświadczenie, tytuły na koncie. Ale każdą z nas czeka sporo pracy, nie jesteśmy jeszcze w formie. Gramy falami. Raz jedna, raz druga, a raz trzecia ma lepszy dzień. Trenera chyba cieszy, że ma taki wybór.

Statystyki mówią, że to pani jest nr 1.

- To nie tak, zresztą one wszystkiego nie powiedzą. Z Niemcami wyszłam w szóstce, ale źle wprowadziłam się w mecz, jedna piłka zepsuta, za nią kolejne i zmiana. Weszła Kaśka Skowrońska, nie było źle, ale zdecydowanie najlepiej z nas zaprezentowała się Kaśka Zaroślińska. W poprzednim sezonie byłam w ataku sama, nie miałam wsparcia. Teraz, kiedy mi nie idzie, mogą wejść inne dziewczyny i poprowadzić grę całej drużyny z dobrym skutkiem.

Jak czuje się pani w roli przyjmującej, co próbuje trener Matlak?

- Następne pytanie poproszę.

Jest pani niezadowolona?

- Trudno mi grać na przyjęciu, skoro nie trenuję tego elementu. Sprawia mi to problemy, dziewczynom też, wprowadza niepotrzebną nerwowość, nie wszystko wychodziło jak należy.

Czy to już koniec takich eksperymentów?

- To decyzja trenera.

WGP. Polki wygrały z Niemkami 3:1  ?