Jastrzębski w Final Four Ligi Mistrzów. Zagrać mecz życia i pokonać Trentino

Wicemistrzowie Polski grają dziś z broniącym trofeum Trentino BetClic o awans do finału najbardziej prestiżowego trofeum w klubowej siatkówce. Relacja na żywo od godz. 15 w Sport.pl
Obecność jastrzębian w elitarnym turnieju we włoskim Bolzano jest największą sensacją Ligi Mistrzów. Drużyna, w której najwyższy kontrakt zawodnika wynosi 80 tys. euro na rok, mierzy się z gigantami i krezusami z Włoch oraz Rosji. Trentino BetClic z Matejem Kazijskim oraz Osmanym Juantoreną na czele broni tytułu najlepszego zespołu na kontynencie sprzed roku i dwóch lat. To także klubowy mistrz świata oraz wicemistrz Włoch z 2010 r. Drugą parę półfinałową tworzą mistrz Rosji Zenit Kazań, triumfator Ligi Mistrzów z 2008 r. dowodzony przez amerykańskiego rozgrywającego Lloya Balla, oraz Dynamo Moskwa, finalista Ligi Mistrzów sprzed roku ze słynnym Brazylijczykiem Dante Amaralem w składzie. - Dla nas jest to wydarzenie tak wielkie, że aż niewyobrażalne. Każdy marzy o tym, żeby być bohaterem. A my już dzisiaj nimi jesteśmy! - mówi Zdzisław Grodecki, prezes Jastrzębskiego Węgla.

Dla klubu, który w kraju od dziesięciu lat nie wypadł poza pierwszą czwórkę ligi, ten sezon długo układał się fatalnie. Brak awansu do czołowej szóstki skazał JW na walkę o utrzymanie. Początki w LM też nie wróżyły za dobrze (trzy porażki z rzędu), ale ostatnia prosta przeszła najśmielsze oczekiwania. Szczęście w losowaniu play-off i skuteczne wykorzystanie kontrowersyjnego przepisu o tzw. złotym secie pozwoliło jastrzębianom odprawić niemieckie Generali Unterhaching oraz belgijskie Noliko Maaseik.

Trenerowi Jastrzębia Lorenzo Bernardiemu, najwybitniejszemu siatkarzowi minionego stulecia, który trafił do Jastrzębia w połowie grudnia, udało się już odcisnąć piętno na zespole. - W tej chwili zawodnicy za mną podążają. Niemal codziennie we włoskiej prasie ukazują się artykuły na temat Jastrzębskiego Węgla, ale nie spodziewam się, by mój zespół mógł liczyć w Bolzano na wsparcie włoskich fanów. A mnie kibice będą traktować wyłącznie jako pracownika polskiego klubu - podkreśla Włoch, dla którego starcie z Trentino będzie wyjątkowe, bo pochodzi bowiem z Trento.

W jego zespole jest gracz, który wie, jak smakuje zdobycie Ligi Mistrzów. To Lukas Divis, który wygrał LM w 2007 r. w barwach niemieckiego VfB Friedrichshafen. - Wówczas też nikt na nas nie stawiał, ale stanowiliśmy zespół, który potrafił cało wychodzić z najgorszych opresji - mówi Słowak, który został wtedy wybrany na najlepszego przyjmującym turnieju finałowego w Moskwie. - Trzeba patrzeć na siebie, grać swoje. I pamiętać, że po drugiej stronie siatki będą też tylko ludzie, a nie roboty, którzy również popełniają błędy. Jeśli każdy z nas zagra swój najlepszy mecz w życiu, jesteśmy w stanie pokonać Trentino - dodaje.

Żaden z polskich klubów nie był w stanie zmierzyć się z legendą Płomienia Milowice, który w 1978 r. sięgnął po Pucharu Europy. Przed dwoma laty dowodzony przez trenera Roberta Santillego JW awansował do finału Pucharu Challenge, najmniej prestiżowego z trzech europejskich trofeów, ale przegrał z tureckim Arkasem Spor Izmir.

- Dla nas sam udział w Final Four to tak jak zwycięstwo w całym turnieju dla Trentina, Kazania czy Dynama. Ja po zdobyciu tego trofeum mógłbym zakończyć pracę! - twierdzi prezes Grodecki.

Wszystkie mecze turnieju finałowego transmitować będzie Polsat Sport. Sobotni półfinał rozpocznie się o godz. 15, spotkanie Zenitu z Dynamem od godz. 17.50. Niedzielny mecz o 3. miejsce o 14.30, wielki finał o godz. 17.50.