Final Four LM. Finał po raz drugi

- Wygramy Final Four, bo jesteśmy najlepsi - twierdzi odważnie Marcin Możdżonek, siatkarz PGE Skry Bełchatów. Szefowie klubu są ostrożniejsi: - Celem jest medal.
Czy Skrę stać na wygranie Ligi Mistrzów? Podczas ubiegłorocznych klubowych mistrzostw świata w Katarze pokazała, że nie powinna obawiać się najlepszych na świecie. Choć impreza rozgrywana była według dziwnych przepisów (po przyjęciu zagrywki wolno było atakować tylko z drugiej linii), to były one takie same dla wszystkich. Mistrz Polski dotarł do finału, pokonując po drodze mistrza Rosji Dynamo Kazań i mistrza Brazylii Cimed Florianopolis (w tym sezonie też jest zdecydowanym faworytem). A przecież zespół z Bełchatowa musiał radzić sobie bez atakujących: Mariusz Wlazły grał niewiele, a Jakub Novotny - wcale. Obaj właśnie wracali do gry po operacjach.

W Dausze Skrę zatrzymało dopiero Trentino, ale wtedy zespół z Bełchatowa musiał sobie radzić już bez Stephane'a Antigi, który doznał kontuzji. Teraz Francuz, uważany za najlepszego siatkarza PlusLigi, nie jest w najwyższej formie, a powodem jest kontuzja kolana i artroskopia, którą przeszedł dwa miesiące temu.

Wrócił za to Wlazły i dołączył Michał Winiarski, który rok temu wygrał Ligę Mistrzów z Trentino. Ten pierwszy jest w świetnej formie, a dodatkowo gra nowocześniej niż choćby rok temu - już nie tylko wykorzystuje swoją niesamowitą skoczność, lecz także atakuje ze znacznie szybciej rozegranych piłek. Winiarski po operacji barku jest już zdrowy, ale trenerzy uważają, że wciąż brakuje mu ogrania. Dlatego nawet gdy gra słabiej, zostaje na boisku. Cierpi na tym Bartosz Kurek, największa gwiazda Skry początku sezonu, który stracił miejsce w podstawowej szóstce. Trener Jacek Nawrocki postawił jednak na dobre przyjęcie zagrywki, a w tym Kurek jeszcze jest słabszy od Winiarskiego.

Czy to wystarczy do pokonania Dynama Moskwa i Trentino?

Kluczem będzie jakość zagrywki. Półfinały rosyjskiej ekstraklasy pokazały, że zawodnicy Dynama, półfinałowego rywala Skry, nie radzą sobie z mocnym serwisem. Moskwianie zostali rozbici przez Zenit Kazań w trzech meczach po 3:0. Po półfinałach PlusLigi trudno stwierdzić, jak bełchatowianie zagrywają. U siebie robili to bardzo dobrze (w sumie 15 asów i 26 pomyłek w dwóch pojedynkach), ale w Rzeszowie było już znacznie gorzej (siedem asów i aż 33 błędy). Pewność stracił nawet Wlazły.

W jednym mistrzowie Polski są zgodni - jeśli pokonają Dynamo, to w finale trudno ich będzie zatrzymać. Na pewno będą mieli za sobą 14 tys. kibiców, co zdaniem większości fachowców jest wielkim atutem. Tak myślą m.in. Daniele Bagnoli, selekcjoner reprezentacji Rosji, i Paweł Abramow z Jastrzębskiego Węgla. Innego zdania jest Jurij Czerednik, trener Dynama. - Kibice nie mają żadnego znaczenia - twierdzi. Podkreśla, że ma w kadrze doświadczonych zawodników, którzy grali przy większej widowni niż w Atlas Arenie.

Głównym faworytem jest jednak Trentino Volley, najlepszy ofensywnie zespół świata. - Dlatego nawet gorsze przyjęcie zagrywki nie zmienia wiele w ich grze - twierdzi Jacek Nawrocki. Inne atuty to atomowy serwis i blok. Panuje opinia, że Matej Kazijski i Osmany Juantorena słabiej przyjmują zagrywkę. - Ale jakoś na razie nikt tego nie wykorzystał - podkreśla trener Skry.

Trentino można jednak pokonać, co pokazał niedzielny mecz ligowy z Maceratą przegrany 0:3 czy finał poprzedniego sezonu w lidze włoskiej, kiedy Trentino przegrało z kolei z Piacenzą. A przecież Wlazły, Antiga, Kurek czy Winiarski nie są gorsi od Zlatanowa czy Marshala (gwiazdy Piacenzy).

Ostatnim uczestnikiem Final Four jest słoweński ACH Volley Bled, na którego nie stawia nikt. A przecież prowadzi go Kanadyjczyk Glen Hoag, który dziewięć lat temu wygrał Ligę Mistrzów z Paris Volley.



Dla Sport.pl i "Gazety"

Marcin Możdżonek, środkowy PGE Skry i reprezentacji Polski

To Skra jest faworytem Final Four. I wygra, bo jesteśmy najlepsi, a poza tym dobrze się czujemy. Nie wiem, czy przełożenie imprezy o trzy tygodnie nam pomogło, czy też nie. Wcześniej byliśmy świetnie przygotowani, bo przez dłuższy czas wszystko było podporządkowane turniejowi. Teraz jest podobnie, choć czasu mieliśmy mniej. Ale z drugiej strony presja jest chyba trochę mniejsza, a po meczach z Resovią mogliśmy spokojnie spojrzeć na naszą grę i skorygować błędy.

Drugie podejście do Final Four

Final Four miał odbyć się 10 i 11 kwietnia, ale został odwołany z powodu żałoby narodowej. Na nowy termin, 1 i 2 maja, nie zgadzało się Trentino Volley, trzy pozostałe klubu go zaakceptowały. Jednak europejska federacja postawiła na swoim, dzięki czemu w łódzkiej Atlas Arenie nie trzeba było nawet demontować reklam. Zmieniły się jednak godziny rozpoczęcia meczów, a powodem są transmisje w telewizji.

Sobota:

PGE Skra - Dynamo Moskwa, godz. 16.45

Trentino Volley - ACH Volley Bled, 19.45

Niedziela:

mecz o III miejsce, 11.30

finał, 14.45

Największe gwiazdy

PGE Skra

Mariusz Wlazły - cztery lata temu był najlepszym atakującym mistrzostw świata w Japonii, a dwa lata temu został wybrany na najlepszego zawodnika Ligi Mistrzów. Problemy ze zdrowiem sprawiły, że nie robił takich postępów, jakich się po nim spodziewano. Teraz jest już zdrowy

Dynamo Moskwa

Dante Amaral - 30-letni brazylijski przyjmujący uważany jest przez wielu fachowców za najlepszego siatkarza na świecie. Miał wielki udział we wszystkich sukcesach reprezentacji. Podobno jest najlepiej opłacanym zawodnikiem, a do powrotu do Rosji skłonił go kontrakt z zarobkami ok. miliona dolarów za sezon

Trentino Volley

Matej Kazijski - władze klubu z Trydentu obiecały trenerowi Radostinowi Stojczewowi, że przedłużą z nim kontrakt, gdy ściągnie z Dynama Moskwa Kazijskiego. Tak też się stało. Bułgar to oprócz Brazylijczyków największa gwiazda siatkówki. Bardzo wysoko skacze, mocno atakuje, a po jego zagrywkach piłki lecą z prędkością nawet 140 km/godz. (najlepsi Polacy z trudem przekraczają 120 km/godz.). W reprezentacji nie ma szczęścia do Polaków, przegrywa z nami wszystko.

ACH Volley Bled

Ramon Gato - 37-letni Kubańczyk najlepszy czas ma już za sobą, a na emeryturę czeka w Słowenii. W 1998 roku dostał zgodę na grę w Europie, ale tylko na jeden sezon. Trzy lata później razem z pięcioma kolegami, m.in. Ishovanym Hernandezem znanym z Resovii, uciekł ze zgrupowania reprezentacji w Belgii. Później był gwiazdą ligi włoskiej.