Final Six Ligi Światowej. Wójtowicz: Polska najlepsza na świecie

3 : 0
Informacje
Finał Ligi Światowej 2012 - Finał
Niedziela 08.07.2012 godzina 19:45
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
Polska
25
26
25
3
USA
17
24
20
0
Składy i szczegóły
Polska
Skład: Żygadło 2, Winiarski 9, Możdżonek 2, Bartman 16, Kurek 15, Nowakowski 8, Ignaczak (libero) oraz Kosok 5, Ruciak 2
USA
Skład: Suxho, Anderson 8, Lee 4, Stanley 15, Rooney 2, Holmes 7, Lambourne (libero) oraz Priddy 5, McKienzie, Lotman, Thornton
- Nie wiem za co Bułgaria dostała finałowy turniej - mówi były mistrz olimpijski i świata Tomasz Wojtowicz. Siatkarz legendarnej drużyny Huberta Wagnera jest zaskoczony fatalną atmosferą, jaka panowała w Sofii podczas półfinału Final Six Ligi Światowej, w którym Bułgaria przegrała z Polską 0:3. W niedzielę we wrogiej hali biało-czerwoni zagrają w finale z USA. Relacja na żywo w Sport.pl od godz. 19.45.
Łukasz Jachimiak: Zwycięstwami w 22 edycjach Ligi Światowej podzieliło się sześć reprezentacji. Myśli pan, że w Sofii Polska dołączy do Włoch, Brazylii, Holandii, Kuby, Rosji i USA?

Tomasz Wojtowicz: Trzeba w to wierzyć. Po tym, co pokazują nasi chłopcy nie ma innej opcji.

Tak bardzo podoba się panu gra naszego zespołu?

- Nasi mi imponują, bo w tym sezonie grają najrówniej, są po prostu najlepsi na świecie. Od początku tegorocznej Ligi Światowej są pewni i bardzo mocni. Oczywiście nie prezentują jeszcze szczytu formy, bo ten szykują na igrzyska w Londynie. Ale właściwie nie notują wpadek, a wszyscy inni mieli wzloty i upadki. Na pewno jesteśmy w stanie pokonać w finale Amerykanów.

Trener Andrea Anastasi po wygranym 3:0 półfinale z Bułgarią stwierdził, że w finale jego zawodnicy muszą zagrać dużo lepiej.

- Trener ma rację. Z Amerykanami musimy się zdecydowanie poprawić. Mecz z Bułgarami był nerwowy, szarpany. Pewnie dlatego, że rywal grał w taki sposób. Wszyscy wiemy, jakie oni mają kłopoty, co tę drużynę trapi. Przecież tam odszedł trener, poodchodzili zawodnicy [m.in. Matej Kazijski], konfliktów z działaczami federacji było dużo. Najważniejsze, że my byliśmy faworytem tego nerwowego meczu i z tej roli się wywiązaliśmy. Po raz pierwszy jesteśmy w finale, teraz możemy zagrać spokojniej, lepiej, po prostu pokazać dobrą siatkówkę.

Nie obawia się pan, że ten półfinał wybije naszą drużynę z rytmu? Chyba nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by nasi zawodnicy uciekali z parkietu w obawie o swoje zdrowie i halę opuszczali pod ochroną policji. Zbigniew Bartman w emocjach nazwał nawet pseudokibiców pastuchami, pewnie powinniśmy się spodziewać, że oni i w finale zgotują naszym siatkarzom piekło.

- Nasi chłopcy są wojowniczy, więc się nie przestraszą. Bardziej martwię się o kibiców, którzy w sobotę czuli się zagrożeni i stracili swoje flagi. Nie wiem za co Bułgaria dostała ten finałowy turniej. Wybudowanie nowej hali to chyba nie jest wystarczający powód. Teraz ta hala powinna przez parę ładnych lat stać pusta. Niech Bułgarzy dorosną do wielkich imprez, a w tym czasie niech one odbywają się gdzieś w normalnym świecie, np. u nas.

Mówi pan, że nasi zawodnicy się nie przestraszą, a pan, oglądając ich mecze, boi się o wyniki?

- Dawno nie oglądało mi się ich tak spokojnie. Trener Anastasi zaszczepił w nich jakiegoś nowego ducha. Oni wiedzą, co mają robić, walczą w każdej sytuacji. No i z każdym kolejnym meczem są mocniejsi, bo zwycięstwa pokazują im, że idą w dobrym kierunku.

Po zwycięstwie nad Bułgarią Krzysztof Ignaczak stwierdził, że chyba wreszcie to nas boją się najwięksi siatkarskiego świata.

- Też mi się wydaje, że nasi już nikogo się nie boją, a innym drżą ręce, kiedy mają grać z nami. Ale nam nie wolno stracić czujności. W walce o najwyższe cele koncentracja zawsze musi być stuprocentowa. Tylko wtedy można wykorzystać przewagę psychologiczną, jaką się zbudowało nad innymi choćby bijąc czterokrotnie Brazylię.

Coraz więcej ekspertów widzi w Polsce medalistę igrzysk w Londynie. Pan też wierzy w piąty krążek naszej drużyny na piątym dużym turnieju pod wodzą Anastasiego?

- Kilkadziesiąt lat temu nasza siatkówka już takie sukcesy miała i myślę, że teraz przyszła nowa fala, która to powtórzy. Brazylijczycy byli na szczycie przez 10 ostatnich lat, zdobywali wszystko, co można było zdobyć, a my ich wreszcie doszliśmy. Zrobiliśmy to krok po kroku. Oczywiście inne drużyny też są mocne, choćby tych Amerykanów, z którymi zagramy o złoto Ligi Światowej nie można lekceważyć, bo oni są bardzo doświadczeni, wiedzą, na co ich stać i kiedy mają być w optymalnej formie. Ale nas na pewno stać, żeby wygrać i z nimi, i z każdym innym rywalem. Naprawdę dawno nie byliśmy tak mocni.

Widzi pan jakieś słabe strony zespołu Anastasiego?

- Właśnie, na szczęście, nie widzę. Każdy trener chciałby mieć taki ból głowy, jaki ma Anastasi. On ma do dyspozycji 12 świetnych zawodników. Nie ma żelaznej szóstki i dramatu, kiedy ktoś z niej wypadnie z powodu kontuzji czy gorszej dyspozycji. Mamy ten komfort, że jak jednego dnia troszkę słabiej gra powiedzmy Łukasz Żygadło, to drugiego wychodzi na boisko Paweł Zagumny i wnosi coś nowego, lepszego. Właśnie tak powinno być.

Jaki wynik ta nasza dwunastka osiągnie w finale Ligi Światowej?

- Nie wiem, jak długo potrwa mecz, ale Polska go wygra.