Sport.pl

Siatkówka. Młodzież szturmuje kadrę. Fabian Drzyzga: U Anastasiego się zasuwa, nie gada

Nie chcę mówić za kolegów, ale śmiało mogę przyznać, że takich zajęć jak te z Anastasim, jeszcze nie miałem. Tak intensywnych, z takim naciskiem na siłę. To, co robimy w Spale, to skok o kilka poziomów - mówi reprezentacyjny rozgrywający Fabian Drzyzga
Polscy siatkarze od kilkunastu dni trenują w Spale z nowym trenerem kadry - Włochem Andreą Anastasim. Za dwa tygodnie rozegrają pierwsze mecze w Lidze Światowej, ich rywalem będą w Łodzi Amerykanie, mistrzowie olimpijscy z Pekinu. Później biało-czerwoni wyjadą za ocean, gdzie zmierzą się z Brazylią i Portoryko, rozegrają rewanże z USA i wrócą na serię meczów w Polsce. Udział w gdańskim finale mają zapewniony. Początek 6 lipca.

Przemysław Iwańczyk: To twoje trzecie podejście do reprezentacji. Już możesz powiedzieć o sobie "kadrowicz pełną gębą".

Fabian Drzyzga: Chyba jeszcze nie. Poczekajmy, aż rozegram jakieś spotkanie.

Jesteś symbolem zmiany pokoleniowej w reprezentacji. Po rezygnacjach kilku czołowych zawodników, stoisz na czele tej młodzieży, która ma pchnąć do przodu polską siatkówkę.

- Wydaje mi się, że na czele tej grupy stoi Bartek Kurek, ale my w ogóle tak na to nie spoglądamy. Dla nas młodych fajnie byłoby zagrać jakieś spotkanie w Lidze Światowej. Jeśli nie dostaniemy takiej szansy, będzie nam trochę smutno, oznaczać to będzie, że trzeba jeszcze ciężej pracować.

Jak trenuje się u Anastasiego?

- Nie chcę mówić za kolegów. ale śmiało mogę przyznać, że dotychczas takich zajęć jak te z Anastasim, jeszcze nie miałem. Tak intensywnych, z takim naciskiem na siłę. Trudno to porównywać np. z codziennymi zajęciami w klubie, bo te są dłuższe i o zupełnie innej intensywności. To, co robimy w Spale, to skok o kilka poziomów.

Na pewno trener Anastasi jest bardzo wymagający. Ale to uśmiechnięty człowiek, który daje trochę pograć. Przerywa zajęcia dopiero, kiedy naprawdę dzieje się na boisku coś niedobrego. Trzeba zasuwać. Oceniam go bardzo pozytywnie.

Czujesz, że otwiera się przed tobą szansa, tak jak kiedyś przed rocznikiem 1977. Oni, z Sebastianem Świderskim, Dawidem Murkiem, Pawłem Zagumnym, choć byli młodzi, wyciągnęli polską siatkówkę pod koniec lat 90. na światowy poziom.

- Raczej nie można porównywać tych dwóch sytuacji. Teraz znakomita większość młodych zawodników chce przede wszystkim zdobyć doświadczenie, ograć się, bo jesteśmy jeszcze bardzo młodymi siatkarzami. Ale wiadomo, kiedyś na pewno trzeba będzie zastąpić weteranów. Dlatego stawiajmy na razie pierwsze, delikatne kroki do zmiany warty w polskiej siatkówce. Chociaż przyznam szczerze, że tak świetnych graczy, którzy zdobywali medale dla Polski w ostatnim czasie, zastąpić będzie bardzo trudno.

Nie przeraża was to, że rok 2010 był zupełnie nieudany i teraz oczekuje się od was sukcesów w każdej imprezie, włącznie z awansem na igrzyska olimpijskie?

- Ten rok jest piekielnie ważny, ale nas to w ogóle nie przeraża. Jeśli damy z siebie wszystko na treningach i w meczach, a mimo to przegramy, nikt nie będzie miał prawa mówić, że to klęska, że kolejny nieudany rok zafundowaliśmy polskiej siatkówce.

Zero stresu?

- Zdecydowanie tak. Nikt z nas nie odpuści, ale to sport, w nim są zwycięstwa i porażki.

Starsi pomagają wam wejść do kadry?

- Już wcześniej doświadczeni gracze, tacy jak Paweł Zagumny czy Piotrek Gruszka, pomogli mi wejść do tej grupy. Dużo czasu spędzałem w ich gronie, przeszedłem szybką aklimatyzację z drużyną. Na treningach oczywiście mogę liczyć na podpowiedzi, tak samo podczas gry. To naprawdę pomaga.

Za tobą trzy lata w PlusLidze. Jak je oceniasz?

- Na pewno wiele mi dały, bo zespół z Częstochowy, w którym występuję, rozwijał się, a ja razem z nim. Dzięki lidze mogłem być siatkarzem w kadrze B, zdobyłem dzięki temu kolejne nowe doświadczenie. Myślę, że podyskutować na ten temat będziemy mogli za kilka lat, kiedy już ukształtuję się jako siatkarz, rozgrywający. Wtedy powiem, ile faktycznie się nauczyłem.

Było niemal pewne, że zmienisz klub na lepszy. Ale nie przejdziesz ani do Skry Bełchatów, która nie decyduje się na nowych rozgrywających, ani do Resovii, bo ta pozyskała nowych graczy na tę pozycję. Jesteś rozczarowany?

- Nie, bo mam jeszcze ważny przez rok kontrakt w Częstochowie. Jestem więc spokojny, chcę grać dla AZS aż wygaśnie umowa. Wtedy dopiero będzie można pospekulować, co jest dla mnie dobre, czy przenosiny do lepszej drużyny, czy może przedłużenie kontraktu.

Nie sądzisz, że czas ci ucieka? Kurek rozwinął się m.in. dzięki grze w Lidze Mistrzów.

- Zgoda, tylko, że nie każdy może grać w Skrze lub Resovii, bo te zespoły stoją na trochę lepszym poziomie sportowym i organizacyjnym niż inni, ich zawodnicy trzymają bardzo wysoki poziom, rzadko dochodzi do zmian. Naprawdę nie sądzę, bym robił wielki krok w tył, spędzając kolejny rok w nieco słabszym klubie.

Nie myślałeś o wyjeździe za granicę?

- Muszę jeszcze kilka lat pograć w polskiej lidze, u nas sięgnąć po jakieś sukcesy i wyrobić nazwisko. W przyszłości jestem otwarty na propozycje, na pewno nie jestem typem sportowca, który kurczowo trzyma się polskiej ziemi.

Twój ojciec Wojciech Drzyzga jest telewizyjnym ekspertem. Odczuwasz z tego powodu dyskomfort?

- Nie, chociaż jak rozmawiam z tatą, to gdzieś przewija się ten temat, że na przykład powiedział coś krytycznego pod adresem kolegów. Nie przeszkadza mi to już, przyzwyczaiłem się, nawet nie zastanawiam się, że komentuje mój mecz i powie coś o mnie albo o kolegach.

Nie masz wrażenia, że wobec ciebie jest surowszym krytykiem niż wobec innych?

- Często śmiejemy się z kolegami, że kiedy robię coś źle, tata krytykuje, a kiedy robię coś dobrze, nie dostrzega tego w ogóle. Cóż, to tylko świadczy o tym, że jest obiektywny.

Fabian Drzyzga

Ma 21 lat, jest jednym z najbardziej utalentowanych polskich siatkarzy. Urodził się w Bordeaux, gdzie jego ojciec grał przez wiele lat. Siatkówkę zaczął trenować w Olsztynie, później reprezentował warszawski MOS Wola, a jako absolwent Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale przeniósł się do AZS Częstochowa. Mimo że ma jeszcze ważny kontrakt z tym klubem, z powodu problemów finansowych częstochowian, może grać od nowego sezonu w warszawskiej Politechnice.

Brazylijski miliarder sprzątnął gwiazdę sprzed nosa Skry Bełchatów »