ME kadetek. Grecja pokonana 3:1, mamy awans na MŚ!

Całą wannę zimnej wody wylały na głowę polskim kadetkom Greczynki w meczu o miejsca 5-8 mistrzostw Europy w Ankarze. Biało-czerwone otrząsnęły się jednak z porażki w secie otwarcia 11:25 i wygrały całe spotkanie 3:1. To zapewniło im minimum szóste miejsce w turnieju i awans na tegoroczne mistrzostwa świata.
- Greczynki zachowywały się na początku jak jakieś dzikusy. Wiedziały, że nie mają nic do stracenia a na mistrzostwach na pewno też chcą zagrać, bo to świetna impreza. My byłyśmy zbyt pewne tego, że grając z nimi awans mamy już w kieszeni. Tymczasem one zagrały bardzo agresywnie zagrywką. Wszystko im wchodziło i my mogłyśmy tylko zbierać piłki - tak nasza rozgrywająca Natalia Gajewska podsumowała set otwarcia, w którym Greczynki zdobywały punkty lawinowo - 5:1, 8:5 i 16:6 na drugiej przerwie technicznej. - Ten set był dla nas jak zimny prysznic. Gdy zaczęłyśmy grać swoją siatkówkę, Greczynki nie miały nic do powiedzenia - oceniła Gajewska.

Dobra gra Polek nie zaczęła się jednak razem z drugim setem. Walka z samym sobą trwała dalej a raptem po kilku piłkach rywalki znów zaczęły ostrzeliwać nas zagrywką. Odskoczyły najpierw na 8:5 a za chwilę już 12:6. Wtedy na zagrywce stanęła Aleksandra Wójcik i odpłaciła się pięknym za nadobne. - To był kluczowy moment tego meczu. Dzięki pomocy Oli potrafiłyśmy "wyciągnąć" wynik i pokazałyśmy, że jesteśmy silnym zespołem - oceniła Gajewska.

Rzeczywiście najpierw wyrównanie na po 12 a potem prowadzenie 16:14 dodało Polkom wiatru w żagle. Odważnie kończyły nasze skrzydłowe, w tym Patrycja Flakus, która już w pierwszej partii zastąpiła Natalię Strózik. To ona zakończyła seta przy stanie 25:19.

Nasza atakująca nie spuściła z tonu i na początku kolejnej partii była pewnym punktem w polskim zespole. Wreszcie! Na jej przebudzenie czekaliśmy całe mistrzostwa. Flakus udowodniła, że jest przydatna drużynie i potrafi kończyć ważne piłki. Gdy Polki uruchomiły jeszcze blok prowadziły już 8:5. Coraz częściej punktowała Wójcik, która z czasem zaczęła dominować na skrzydłach. Swoje na środku siatki zrobiła też Janicka. Kilka asów serwisowych tłumaczy wysokie prowadzenie Polek i wygraną ponownie do 19. Biało-czerwone prowadziły już 2:1.

- Dobrze, że utrzymałyśmy koncentrację, bo przecież 2:1 prowadziłyśmy też w tym felernym meczu ze Słowenią, gdzie przegrałyśmy tie-break - przypomniała nasza rozgrywająca, która tego dnia była najlepszą blokującą w polskiej ekipie (trzy punkty z ośmiu).

Widać, że Polki uczą się na błędach, bo tym razem niczym zawodowy killer dobiły rywalki. Dobra gra pasywnym blokiem pomogła bronić naszym przyjmującym i bardzo czujnej w polu libero Annie Korabiec. Największe brawa należą się jednak Wójcik, która w tym secie punktowała ilekroć tylko wzbiła się w górę. W całym meczu skończyła 16 z 21 ataków (76% skuteczności). - Takiej statystyki nie miałam jeszcze nigdy! - cieszyła się nasza przyjmująca. W czwartym secie to Polki ośmieszyły Greczynki dziesięciopunktowym prowadzeniem, gdy schodziły na drugą przerwę techniczną przy stanie 16:6. Od tego momentu były już cały czas uśmiechnięte i pewne, że nic nie wydrze im zwycięstwa z garści. Z miażdżącą przewagą zapewniły sobie bilet na mistrzostwa świata wygrywając ostatnią partię do 7 i całe spotkanie 3:1.

W Ankarze rozpoczęła się walko o finały. W pierwszym półfinale Turcja podejmuje Serbię. W kolejnym Włochy zmierzą się z Niemcami.

W niedzielę w spotkaniu o 5. miejsce Polska zagra ze Słowacją, która wygrała z Hiszpanią 3:2 (17:25, 25:21, 15:25, 25:21, 15:5).

Polska: Strózik, Chojnacka, Janicka, Wójcik, Głaz, Tobiasz i Korabiec (libero) oraz Flakus, Twardowska, Szymańska, Gajewska i Grajber.

Grecja: Christinidou, Vasilantonaki, Kalantaridou, Chatziepstrartiadou, Genitsaridi, Emmanouilidou i Artakianou (libero) oraz Strantzali, Anagnostou, Glykidou, 

Specjalny serwis Sport.pl - siatkówka ?