Siatkówka. Glinka: Dwa medale mi starczą. Nie pojadę na ME

- Powiem szczerze, na mistrzostwach Europy byłam parę razy, wygrałam dwa złote medale i to mnie satysfakcjonuje. Teraz mam inny plan, w tamtym roku był inny - mówi Małgorzata Glinka-Mogentale, która po powrocie do kadry na mistrzostwa świata nie zamierza z nią wystąpić na ME 2011.
W rozmowie ze Sport.pl Małgorzata Glinka-Mogentale deklaruje, że nie wróci do reprezentacji. A już na pewno nie na tegoroczne mistrzostwa Europy.

- Powiem szczerze, na mistrzostwach Europy byłam parę razy, wygrałam dwa złote medale i to mnie satysfakcjonuje. Wyjazd na mistrzostwa świata był mi na rękę. To wszystko było skomplikowane. Teraz mam inny plan, w tamtym roku był inny. I MŚ to nie są ME - uzasadnia swoje decyzje Małgorzata Glinka-Mogentale. - Jeśli trener Matlak się do mnie skieruje, to ja mu to wszystko wytłumaczę i będziemy rozmawiać szczerze i uszanujemy swoje decyzję, bo jesteśmy dorosłymi ludźmi.

Glinka na każdym kroku podkreśla jak ważna jest dla niej rodzina, a zwłaszcza córka. - Dziecko jest coraz większe. Ja strasznie tęsknię, a mała ma większą świadomość, że mamy nie ma w domu. Teraz już na trzy dni ciężko mi wyjechać. Wydaje mi się, że nie ma szans, żebym wróciła do kadry. Nie myślę nawet o tym. Powiedziałam, że prawdopodobnie nie będę grała - deklaruje.

Prawdopodobnie, bo jest jednak szansa, że najlepsza zawodniczka ME 2003 znów założy koszulkę z orzełkiem. Jednak nie wcześniej niż w 2012 roku.

Marta Gula: Mistrzostw świata 2010 to był dla Pani jako grającej matki pierwszy poważny sprawdzian, pierwsza tak długa rozłąka z córką. Gdy wróciła Pani z Japonii, jaka była pierwsza myśl, po zobaczeniu Michelle? Zastanawiała się Pani wtedy, czy warto było pojechać?

Małgorzata Glinka-Mogentale: Oczywiście, że warto było. Nie można powiedzieć, że nie i pytać 'po co ja tam pojechałam?'. To jest jakieś następne doświadczenie. Tłumaczę sobie, że później w przeszłości będę mogła Michelle coś opowiedzieć. Pierwsza myśl po powrocie była zaskakująca, bo mała była chora. Przyjechałam i musieliśmy cały następny dzień jeździć po lekarzach. Było mi bardzo przykro, ale najważniejsze że mama zdążyła w tych najważniejszych chwilach być z nią. I od razu na drugi dzień musiałam lecieć do Turcji. Nie miałam kiedy się zastanawiać - warto czy nie warto. Tak szybko czas biegnie u nas... Może i lepiej, bo człowiek nie myśli za dużo. Bo jak myśli to są pewne problemy.... Nie, nie żałuję, bo zresztą był to dobry występ. No i miałam jeszcze okazję wystąpić w tak wielkiej imprezie.

Przed startem tureckiej ligi pewnie dodało to Pani pewności siebie. W końcu podpisała Pani kontrakt nie wiedząc do końca, jak będzie wyglądać jej gra po powrocie.

- Na pewno nabrałam pewności, ale to te nie było tak, że nie wiedziałam na co mnie będzie stać. Jeżeli by tak było, to bym nie podpisała umowy z Vakifbankiem. Wiąże się z tym jakaś odpowiedzialność i muszę jakąś formę osiągnąć. W końcu całe życie gram w siatkówkę. Starałam się, żeby wyszło jak najlepiej i ten program jakoś tak wyszedł, że w pewnym momencie dostałam formę.

I dalej ją Pani utrzymuje podbijając ligę turecką i Ligę Mistrzyń.

- To nie do końca jest tak, że ja się tak super czuję, bo każdy ma jakieś swoje problemy. Ale dobrze jestem prowadzona. Nie trenuje tak jak cała grupa. Mniej jestem obciążana. To jest dobry ruch. Mnie nie jest potrzebnych osiem godzin treningu dziennie. Już bardziej gram z doświadczenia i trochę jestem odciążana. I fajnie, bo mogę się skoncentrować na ważniejszych rzeczach, a nie na treningach, mniej ważnych meczach. Ale nie podpisali ze mną kontraktu na parę meczów, bo za drogo by ich to kosztowało. Wydaje mi się, że są zadowoleni ze mnie, ja się bardzo dobrze czuję w tym klubie. I nie trzeba psuć. Chciałabym, żeby tak było do końca. Żeby byli ze mnie zadowoleni. Cieszę się siatkówką do tej pory. Mam 32 lata, ale cieszy mnie to i to jest najważniejsze. Gdyby tak nie było, to nigdy bym nie doszła do takiej formy.

Mimo złej atmosfery w kadrze i niezadowalających wyników na MŚ, PZPS zdecydował się pozostawić na stanowisku trenera Jerzego Matlaka. To dobra decyzja?

- Powiem tak - ja dostałam propozycję od trenera Matlaka przyjechania na reprezentację. Dwa miesiące spędziłam na kadrze i jestem trenerowi bardzo wdzięczna, że mi dał taką szansę. I tylko to mogę powiedzieć. Nie wiem co się działo przede mną i nie chcę wiedzieć. To są sprawy między trenerem i dziewczynami. Nie interesuje mnie to, bo mi takie rzeczy przeszkadzają w grze. Staram się takimi rzeczami nie obciążać. Jeżeli PZPS uznał za słuszne, żeby dać trenerowi drugą szansę, to super. Dążymy do tego, żeby polski trener był trenerem reprezentacji Polski. Na pewno trener Matlak jeszcze jakąś lekcję wyciągnął z tego wszystkiego. I to tyle. Ja z trenerem Matlakiem nie miałam problemów. Ja mu tylko dziękuję, że mi dał szansę, żebym zagrała na MŚ.

Na ME grać Pani nie zamierza. A Igrzyska Olimpijskie?

Igrzyska to bardzo duża przyszłość. Jeśli trener będzie mnie widział w swojej reprezentacji i będzie taka szansa, żeby pojechać na IO, jeśli będę dobrze się czuła, to oczywiście... [urywa]. Dużo jest aspektów, które będą ważnymi przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe na igrzyska. Ciężko gdybać w tym momencie.

Nie jest Pani jedyną polską siatkarką nad Bosforem. Był już wspólny obiad z Katarzyną Skowrońską-Dolatą?

- Tak się wydaje, że jesteśmy blisko. Ale naprawdę nie mamy czasu. Każdy ma swoje obowiązki. To nie jest tylko tak, że się pójdzie na trening. Jest fizjoterapia, masaże, dużo wyjazdów. Staramy się, bardzo chciałabym się spotkać z Kasią. Ja też prowadzę teraz inny tryb życia. Do tej pory nie udało nam się spotkać, ale mam nadzieję, że w nowym roku się umówimy.

Muszyna oczarowana Małgorzatą Glinką ?