Czego się boi trener Matlak

Władze PZPS po długich mękach podjęły decyzję o pozostawieniu na stanowisku selekcjonera kobiecej reprezentacji Jerzego Matlaka. Tym samym działacze wzięli na siebie w końcu całkowitą odpowiedzialność za niedawną przeszłość (MŚ w Japonii) i najbliższą przyszłość reprezentacji. A ta nie musi być taka różowa, bo po kątach szepcze się od dawna, że wiele reprezentantek u Matlaka zwyczajnie grać nie chce - pisze Marian Kmita, szef sportu w Polsacie.
Dlaczego? Tego do końca nie wie nikt, bo argumenty zawodniczek w stylu: "U Matlaka nie rozwinę talentu", są mało konkretne i podejrzanie śmieszne. Trudno też sobie wyobrazić sytuację, kiedy to zawodniczki wskazują trenera, u którego chcą grać, bo takiego komfortu nie znajdą nigdzie na świecie.

Qui pro quo dookoła kobiecej reprezentacji trwa nadal wzmacniane wypowiedziami samego Matlaka. Ostatnio zaatakował on publicznie Andrzeja Niemczyka, czyniąc go odpowiedzialnym za wszystkie swoje, także osobiste, nieszczęścia. Wedle Matlaka Niemczyk odgrywa się na nim, jak może i gdzie tylko może, bo go z wzajemnością nie lubi. Słuchając telewizyjnych i czytając prasowe wypowiedzi Niemczyka, nie odniosłem wrażenia, że kieruje nim ślepy gniew i nienawiść do Matlaka. Odwrotnie - wszystko, co mówił Niemczyk, miało sens i było poparte żywymi przykładami z boiska. Oczywiście Andrzej Niemczyk nie jest aniołem, ale mówienie o nim, że ma "zlasowany mózg", zwyczajnie selekcjonerowi nie przystoi. Świadczy to także o tym, że Matlak nie jest w najlepszej kondycji psychicznej, nerwy mu puszczają, a ciężary, jakie na niego niebawem spadną w reprezentacji, mogą być nie do udźwignięcia. Będzie to tym trudniejsze, że jego stosunek do mediów zdecydowanie wykracza poza krajowe i światowe standardy. Wrażliwość na krytykę jest ogromna i szybko udziela się jego zawodniczkom. Od pierwszego dnia MŚ w Japonii docierały do mnie sygnały z obozu naszej kadry, jak to zawodniczki i trener przeżywają komentarze w pomeczowym studiu i jak potężny wpływ ma to na ich sportową formę. Więcej - przez umyślnych niedwuznacznie sugerowano, kto powinien być gościem w studiu i jaki charakter powinien mieć komentarz do meczu, aby nie narażać na szwank psychiki zawodniczek i ich szkoleniowca. Już widzę, jak Alex Ferguson negocjuje z szefem BBC komentarz do meczu MU w Lidze Mistrzów, aby Rooney miał dobry humor i trafiał do bramki. Nie ma to nic wspólnego z zawodowstwem, gdzie media żyją obok sportowców i każdy robi swoje najlepiej, jak potrafi.

A tak na marginesie, jak mawiał John Lennon, nieważne, co o mnie mówią, ważne, że mówią. Za chwilę Lech Poznań wygra kilka kolejnych meczów w Lidze Europy i problem zniknie. Wszyscy będą mówić i pisać tylko o piłce. Pozbawiona sukcesów siatkówka będzie miała święty spokój, tylko czy właśnie tego chcemy, panie Jurku?