Marian Kmita: Międzynarodowa pozycja polskiej siatkówki to mit

W poniedziałek zarząd PZPS podejmie decyzję o losie Daniela Castellaniego. Cokolwiek stanie się z Argentyńczykiem, powodów do zadumy nad przyszłością polskiej siatkówki jest mnóstwo - pisze w felietonie do Gazety Sport.pl szef Polsatu Sport Marian Kmita.
Po pierwsze, działacze krajowej federacji, którzy dzisiaj sądzą Castellaniego, muszą uderzyć się w piersi, że włoska klęska to także ich wina. Wszak dali trenerowi kadry wszystko, bez jakichkolwiek zabezpieczeń - instrumentów czynnej i skutecznej kontroli przygotowań do mistrzostw świata. Po drugie, kompletnie nie przewidzieli tego, co może się stało w Ankonie, i dziś mają naprawdę poważny problem ze znalezieniem sensownego wariantu na zastąpienie Castellaniego. Po trzecie, doszło do potężnej, niekontrolowanej i szkodliwej dla polskiej siatkówki polaryzacji poglądów w gronie najbardziej wpływowych postaci. Prezes Skry Bełchatów Konrad Piechocki swoimi publicznymi wypowiedziami, a także prasowymi głosami swoich zawodników, broni Castellaniego, stając w opozycji do poglądów większości związkowych działaczy. Gdzie tylko może, wypowiada się z taką intensywnością, że musi to wzbudzać podejrzenia prawdziwych intencji tej nadzwyczajnej aktywności. Między wierszami - prowokowany przez dziennikarzy - zgłasza aspiracje do kierowania krajowym związkiem. To musi wywołać niepokój w obecnych władzach PZPS, ale czy pchnie nas w kierunku postępu?

Mamy problem w kraju, ale za granicą też nie jest tak, jak nam się wydawało. Nasza domniemana międzynarodowa pozycja siłacza to mit. Na rzymską konferencję podczas MŚ, promującą kolejny, polski mundial, nie przyszedł nikt z władz FIVB.

Dla mnie to był skandal, ale władze PZPS bagatelizują to zdarzenie, ciesząc się z roli dyżurnego wyciągającego gorące kasztany z ogniska dla FIVB. Cieszą się z pozycji federacji uczestniczącej w polityce, ale niemającej wpływu na kreowanie pryncypiów światowej federacji. A takie możliwości zwyczajnie mieć powinniśmy, bo to w naszym kraju siatkówka ma się jeszcze świetnie jak prawie nigdzie na świecie. To u nas gości na pierwszych stronach gazet, a nie jak dzień po włoskim finale na 40. kolumnie "La Gazzetta dello Sport", walcząc o miejsce z relacją z derbów Rzymu w wyścigach kłusaków.

W końcu to tylko u nas płaci się za siatkówkę tak dużo, i za ligę, i za prawa do reprezentacji. To w końcu Polsat obok brazylijskiej telewizji Globo jest największym płatnikiem do kasy FIVB. Z tego wszystkiego trzeba umieć skorzystać. A wszystkim polskim działaczom polecam zadumę nad hasłem "antycypacja" z nieocenionego słownika Władysława Kopalińskiego. Znaczy to tyle co: "wyprzedzanie, przewidywanie, zakładanie czegoś jeszcze nieistniejącego, pogląd jeszcze nieudowodniony, ale słuszny i znajdujący później swoje potwierdzenie".

W Tokie nie czuć atmosfery mundialu Siatkarskie mistrzostwa świata kobiet