Castellani nie ma szans?

Castellani miał cel w kontrakcie: zajęcie minimum czwartego miejsca na mundialu. Oddając się do dyspozycji zarządu, praktycznie złożył dymisję - zdradza sekretarz generalny PZPS
Po przegranym mundialu szefowie związku czekają na raport Daniela Castellaniego. Dopiero po jego analizie - 25 października - zarząd ma głosować, czy zmieni trenera. Z wypowiedzi działaczy wynika jednak, że z każdym dniem szanse Argentyńczyka maleją.

- W kontrakcie Castellaniego jest zapis o minimum czwartym miejscu na mistrzostwach świata - ujawnia w magazynie siatkarskim Sport.pl Bogusław Adamski, sekretarz generalny związku. - Trener planu nie zrealizował i chciałbym to mocno podkreślić.

Jego słowa oznaczają tyle, że ten punkt w umowie zwalnia związek od wypłacania Argentyńczykowi odszkodowania, gdyby zarząd go odwołał. Castellani zarabia około 150 tys. euro, a jego umowa jest ważna jeszcze dwa lata.

- Po powrocie z Włoch trener stanął przed prezydium związku - opowiada Adamski. - Wstępnie omówiliśmy przyczyny porażki, ale nie zostały one sprecyzowane przez pana Castellaniego. Przypomnę, że zaraz po mistrzostwach dyplomatycznie podał się do dyspozycji zarządu, co w praktyce oznacza złożenie dymisji.

Działacz PZPS potwierdził wtorkowe informacje "Gazety". Powołując się na pracowników związku, pisaliśmy, że od Castellaniego oczekuje się, że gruntownie przewietrzy kadrę, jak obiecywał w pierwszych rozmowach po powrocie z Włoch. - Trener mówił przed działaczami, że zawiódł się na trzech zawodnikach, ale nazwisk nie podał - opowiada Adamski.

Jeśli Castellani chce ratować posadę, musi też zmienić współpracowników (m.in. Alojzy Świderek za Krzysztofa Stelmacha) i zgodzić się na wpisanie do kontraktu zadań na 2011 roku - podium Ligi Światowej i mistrzostw Europy. - Jeśli nie osiągać takich wyników, to po co w ogóle grać. Ten zespół ma możliwości, aby mierzyć wysoko - mówił "Gazecie" Artur Popko, wiceprezes PZPS. Adamski potwierdza: - To chyba normalne, skoro w Polsce siatkówka jest sportem niemal narodowym. Musimy stawiać trenerowi takie wymagania, nie możemy zawieść kibiców. Castellani musi z tym żyć, o tym myśleć i to realizować.



Wojciech Drzyzga, komentator Polsatu, który także był gościem magazynu Sport.pl, nie wierzy, że Castellani zgodzi się na takie warunki. - Rozumiem, że trener musi mieć sportowe cele - mówi Drzyzga. - Jeśli zgodzi się na pozostałe wytyczne, oznacza to, że jest bardzo zdesperowany. Wcześniej nie widziałem u niego aż tak ślepej chęci pracy, żeby podpisywał cyrograf z diabłem. Ale czy Castellani zostanie? Jeśli miał zapisany warunek, o którym mówił pan Adamski, i nie spełnił celu, to właściwie nie ma o czym rozmawiać.

Są jednak działacze, którzy łaskawiej patrzą na Argentyńczyka. Konrad Piechocki, prezes Skry Bełchatów, w której Castellani pracował przez trzy lata, uważa, że to najlepszy trener, by zbudować drużynę na rozgrywane w 2014 roku w Polsce mistrzostwa świata. We wtorkowej "Gazecie" dał obecnemu selekcjonerowi aż 80 proc. szans na pozostanie. - Konrad trochę przesadził z szacunkami - komentuje Adamski. - Chciałbym go zapytać, czy dałby 80 proc. szans trenerowi, który z jego Skrą, zespołem dobrze przygotowanym, zabezpieczonym pod każdym względem, po sześciu mistrzostwach Polski zająłby w lidze ósme miejsce, nie zdobyłby Pucharu Polski i nie awansowałby do europejskich pucharów?

Zobacz cały magazyn siatkarski - w środę od godz. 9 w Sport.pl

Wszystko zmienia złoto. Bernardo Rezende - trener Brazylii ?