Siatkówka. Pliński: Potrzeba nam zdrowia i szczęścia

- Pod względem technicznym i taktycznym jesteśmy przygotowani do walki o czołowe miejsca. Potrzeba tylko zdrowia i szczęścia - mówi Daniel Pliński, największy pechowiec w reprezentacji Polski, która 25 września rozpocznie mistrzostwa świata
Kontuzja barku wyeliminowała 32-letni Daniela Plińskiego z mundialu. To srebrny medalista mistrzostw świata sprzed czterech lat i mistrz Europy z 2009 roku.

Jarosław Bińczyk: Mówiłeś kiedyś, że razem z Michałem Bąkiewiczem macie patent na zdobywanie medali. We wszystkich imprezach, w których występowaliście razem, czy to reprezentacja, czy w Skrze Bełchatów stawaliście na podium. We Włoszech zagra tylko Bąkiewicz...

Daniel Pliński: Mam nadzieję, że teraz się to zmieni i Michał sam przywiezie jakiś medal do naszego pokoju [Bąkiewicz i Pliński mieszkają razem w czasie zgrupowań i wyjazdów].

Dlaczego zabraknie cię we Włoszech?

- Nie jadę na mistrzostwa, ponieważ wyeliminowała mnie kontuzja. Łódzcy lekarze Jan Sokal i Marcin Domżalski robili wszystko, by mi pomóc, ale zabrakło czasu. Gdy zaczynałem mocniej atakować czy serwować, bark bolał. Ostatnio już coraz mniej, ale nie czułem się na siłach pomóc reprezentacji.

Daniel Castellani powtarzał, że jesteś pewniakiem w jego drużynie. Skoro z twoim zdrowiem jest coraz lepiej, może trzeba było jeszcze poczekać?

- Nie, nie było szans. Na zakończenie pobytu w Brazylii poszedłem do Daniela Castellaniego i powiedziałem, że nie dam rady. Łza mi się kręciła w oku, ale takie jest życie sportowca. Szkoda, bo dotychczas w karierze kontuzje mnie omijały. Mówi się jednak trudno...


Miałeś wcześniej kłopoty z barkiem?


- Tak, jednak nigdy nie trwały one tak długo. Dwa, trzy razy w karierze z tego powodu nie mogłem trenować najwyżej przez miesiąc. Teraz jednak bark bolał mnie od początku przygotowań.

Zastrzyk z czynnika wzrostu też nie pomógł.

- Pomógł, lecz nie na tyle, by dobrze przygotować się do mistrzostw.

Oglądałeś ostatnie mecze Polski z Brazylią w Kurytybie. Jak oceniasz, na co stać teraz naszą reprezentację?

- Trudni powiedzieć. W ostatnim spotkaniu zagraliśmy bardzo dobrze i mieliśmy szansę na zwycięstwo [Polska przegrała 2:3]. Uważam, że wtedy wyszedł na boisko optymalny skład, oczywiście w tym momencie, dlatego gra była bardzo dobra. Jeśli chodzi o szanse w mistrzostwach, to osiem czy nawet dziewięć drużyn jest w stanie zdobyć medale. Wśród nich jest Polska. Pod względem technicznym i taktycznym jesteśmy przygotowani do walki o czołowe miejsce. Ważne jest jednak jeszcze zdrowie i szczęście.

Co to znaczy?

- Że najważniejsi zawodnicy muszą być zdrowi przez cały bardzo długi turniej.

A którzy są najważniejsi?

- Moim zdaniem najwięcej zależy od Zagumnego, Wlazłego, Możdżonka i Kurka. Tych czterech trudno będzie zastąpić.

A środkowi dadzą sobie radę?

- Marcin Możdżonek zdecydowanie jest numerem jeden, zaś Patryk Czarnowski i Piot Nowakowski prezentują podobny poziom. W pierwszej szóstce zagra raczej ten drugi, bo ma regularniejszą zagrywkę.

Wróćmy do faworytów mistrzostw świata. Czołówka jest liczna, ale czy w niej ktoś się wyróżnia?

- Największy potencjał maja Brazylia i Rosja i to one mają największe szanse ma złoto. Groźni będą Serbowie, którzy ostatnio grają bardzo dobrze. Dalej są Polacy, Amerykanie, Bułgarzy i Kubańczycy.

Mógłbyś porównać reprezentację Polski sprzed czterech lat, kiedy została wicemistrzem świata, i obecną?

- Na pewno mamy lepszą drużynę. Przede wszystkim sukcesy sprawiły, że nasi siatkarze mają większą pewność siebie. Z drugiej zaś strony cały świat poszedł do przodu, a czołówka jest wyrównana.

W pierwszej fazie turnieju gramy z Niemcami, Kanadą i Serbią. Najlepiej byłoby wyjść z grupy z trzeciego miejsca, bo wtedy unikamy Brazylii i Kuby. Warto kalkulować?

- Nie warto. Poza tym polscy siatkarze nigdy nie kalkulowali. System rozgrywek jest bardzo zwariowany, bo teoretycznie można przegrać pięć meczów i znaleźć się w czołowej czwórce, albo wygrać sześć i nie zdobyć medalu. Na szczęście regulamin jest taki sam dla wszystkich. Przypominam, że gdybyśmy cztery lata temu przegrali z Rosją, to z jedną porażką bylibyśmy poza strefą medalową. Nie ma co kalkulować, bo to może się źle skończyć.

Jakie masz teraz plany? Kiedy wznowisz treningi?

- Jeszcze przez tydzień mam wolne, to znaczy ćwiczę w domu. W przyszły poniedziałek dołączę do kolegów ze Skry i rozpocznę przygotowania do sezonu. Jestem spokojny, bo badania nie wykazały w moim barku niczego groźnego. To po prostu efekt długiej kariery.