World Grand Prix. Anna Barańska: Amerykanki nas trochę zaskoczyły

Niemki, Tajki, Japonki, a może już Brazylijki bądź Portorykanki - słowem o czym myśli po zakończeniu turnieju w Gdyni polska przyjmująca? Okazuje się, że to nie rywalki spędzają teraz sen z oczu polskim siatkarkom...
Baw się z nami w Wygraj Ligę! Wygraj 20 000 zł. ?

Trener Matlak powiedział o Tobie, że nie może być tak, że ktoś wraca po takiej przerwie i od razu gra świetnie, że musi przyjść kryzys. W takim razie nie mogę nie zacząć od pytania o Twoje zdrowie i formę - jak się czujesz?

Anna Barańska:

- Miałam wrażenie, że ten kryzys już nadszedł tak naprawdę. W pierwszych dwóch meczach World Grand Prix nie byłam z siebie zadowolona, ale niestety tak to jest, że raz się gra lepiej, a raz gorzej i jeśli mogłam pomóc drużynie w innym elemencie niż atak czy przyjęcie, to starałam się to robić. Wczoraj było już troszeczkę lepiej i to napawa optymizmem w kontekście wyjazdu do Japonii. Kryzys rzeczywiście kiedyś musi przyjść, to jest nieuniknione, ale mam nadzieję, że przyjdzie już po zakończeniu tych rozgrywek.

Wczoraj w pierwszym secie Amerykanki chyba trochę was zaskoczyły i przegrałyście dość gładko.

- Wydaje mi się, że rzeczywiście trochę nas zaskoczyły. Przede wszystkim dobrze zagrywały i miałyśmy przez to problem z przyjęciem, ale później już to poprawiłyśmy, a kiedy nie było przyjęcia, to większość piłek szła na skrzydła. Amerykanki to wysokie, skoczne zawodniczki i ciężko było się przebić na skrzydłach. W zasadzie można powiedzieć, że oddałyśmy tego seta bez walki. Rywalki naskoczyły na nas, były bardziej zdeterminowane i w efekcie przegrałyśmy tę partię. W dalszej części meczu wiedziałyśmy, że musimy się po prostu uśmiechnąć i grać swoje i tak też się stało.

W kolejny weekend zagracie w Japonii z reprezentacjami gospodyń, Niemiec i Tajwanu. Japonki w zeszłym sezonie systematycznie ogrywałyście, więc to Niemki wydają się najtrudniejszym rywalem w tym turnieju zwłaszcza, że zapowiadają iż pałają chęcią rewanżu.

- Mam nadzieję, że to im się nie uda (śmiech). Co do Japonek to czasem tak to bywa, że w jednym sezonie z jakąś drużyną się wygrywa w innym nie, więc nie chciałabym tutaj zapeszać jakimiś zapowiedziami. Jedziemy do Japonii powalczyć, mając w zanadrzu trzy zwycięstwa. Na pewno nie będziemy składać broni i a nuż uda nam się wygrać kolejny turniej

Kołacze się już gdzieś po głowie myśl o turnieju finałowym WGP? Trzy zwycięstwa to już spory zadatek do awansu.

- Na razie jedyne co mi chodzi po głowie to... straszna podróż do Japonii (śmiech). Teraz mamy chwilkę wolnego, żeby się przepakować i jedyne czego się obawiamy to właśnie ta podróż, bo będzie ona dość długa i męcząca. Mam nadzieję, że kiedy szczęśliwie dotrzemy do Japonii, to skoncentrujemy się na tym, co przed nami.

Więcej o siatkówce przeczytasz na Reprezentacja.net >