Komu i do czego potrzebna jest Liga Światowa?

To bardzo wyraźny znak ostrzegawczy dla PZPS, a szczególnie dla sponsora reprezentacji, że budowany przez lata sportowo-marketingowy potencjał Ligi Światowej ulega gwałtownej i konsekwentnej dewaluacji - pisze w felietonie do Gazety Sport.pl Marian Kmita, szef sportu w Polsacie.
Daniel Castellani potraktował tegoroczne rozgrywki Ligi Światowej niczym kilkutygodniowy, ciężki, startowy trening. Rok temu było podobnie i choć nie wszystkim się to podobało, konsekwentnie grał w LŚ drugim składem. Wrześniowy tytuł mistrza Europy uciął jednak wszystkie krytyczne komentarze wyboru tej drogi. Gdy jesienią na szyjach reprezentantów dyndały złote krążki ME, szybko zapomniano, że przegrał siedem z dwunastu spotkań Ligi.

Teraz sytuacja zdaje się zasadniczo inna. Po pierwsze, Castellani zrezygnował z klarownego pomysłu: młodzi grają - starsi odpoczywają. Argentyńczyk stanął jakby w pół kroku i trudno nie odnieść wrażenia, że ta idea poniosła kompletne fiasko. Przegrane w Polsce mecze z Kubą, a szczególnie ich styl, to najlepszy komentarz dla braku zdecydowania naszego coacha. Roszady w składzie nie przyniosły ani wyniku na boisku, ani jasności co do przydatności poszczególnych graczy na włoskie MŚ. Co dziwi szczególnie, trener ulega swoim starszym zawodnikom w spełnianiu ich urlopowych i nie tylko urlopowych próśb, jakby bez świadomości ich konsekwencji. Z tego powodu mieliśmy na boisku chaos, jakiego dawno nie widziało się w polskiej reprezentacji, a niektórych reprezentantów - jak Paweł Zagumny - w formie tak słabej jak nigdy przedtem.

Po drugie, decyzje Castellaniego - jak ta z Łukaszem Żygadłą - to także przykład braku jasnego pomysłu na selekcję w kadrze. Skoro w najbliższej przyszłości Castellani chce stawiać na duet Zagumny - Łomacz, to po co zawracać głowę Żygadle. Już lepiej jako trzeciego próbować kogoś, kto przyda się za cztery lata w czasie naszych MŚ, a zapewne nie będzie to Żygadło.

Konkludując sportową ocenę występu naszych siatkarzy w tegorocznej LŚ, trudno dostrzec jakąś jasną myśl w eksperymentach Castellaniego. Co gorsza, banalne problemy naszych szkoleniowców przy jednej ze zmian w drugim secie drugiego meczu z Niemcami w Katowicach dowodzą, że bałagan nie dotyczy tylko boiska.

Najgorsze jest jednak to, z czego Castellani pewnie nie zdaje sobie jeszcze sprawy - że droga jaką wybrał, systematycznie deprecjonuje prestiż Ligi Światowej w Polsce i nie poprawia naszej pozycji w FIVB. Odpuszczanie LŚ przegania ludzi z hal - było to widać już we Wrocławiu - i sprzed telewizorów. Drugi mecz z Kubą w Polsce oglądało, w tzw. czasie najlepszej oglądalności, po raz pierwszy w historii udziału naszej reprezentacji w tej imprezie, mniej niż milion widzów. To bardzo wyraźny znak ostrzegawczy dla PZPS, a szczególnie dla sponsora reprezentacji, że budowany przez lata sportowo-marketingowy potencjał Ligi Światowej ulega gwałtownej i konsekwentnej dewaluacji. Co gorsza, wszystko to na własne życzenie, bo przecież ktoś ze siatkarskiego związku Castellaniemu na taką politykę prowadzenia reprezentacji i budowania własnej hierarchii ważności imprez daje oczywiste przyzwolenie.