Ireneusz Mazur: Ważne, by asystenci poznali swoje miejsce i odrobili lekcję pokory

- Kandydaci do sztabu szkoleniowego kadry potrzebują codziennej pracy z selekcjonerem, przebywania z nim, otrzymywania od niego zadań i ich realizacji. Ważne by poznali swoje miejsce - nie wychodzili przed szereg i odrobili lekcję pokory, kiedy przy boisku nie będą pierwszoplanowymi postaciami - powiedział były siatkarz i trener Ireneusz Mazur.
Jednym z warunków objęcia posady pierwszego trenera reprezentacji mężczyzn przez Ferdinando De Giorgiego był polski sztab szkoleniowy. Kandydatów do niego jest kilku - w ich gronie najczęściej wymienia się Oskara Kaczmarczyka, Piotra Gruszkę, Michała Mieszko Gogola, Michała Bąkiewicza i Jakuba Bednaruka.

Mimo że wybór trenera krajowej reprezentacji już za nami, to dzięki selekcji polskiego sztabu szkoleniowego o kadrze ponownie zrobiło się głośno. Najczęściej padające nazwiska są dwa - Oskar Kaczmarczyk i Piotr Gruszka. Mają one i pana aprobatę?

Ireneusz Mazur: - Oskara Kaczmarczyka znamy już od paru lat. Jest to "techniczny" szkoleniowiec, który doskonale zabezpiecza stronę taktyczną i opracowania meczowej wiedzy. Dla selekcjonera stałby się prawą ręką, dzięki której ten nie musiały non-stop sięgać do komputera. Jeśli Ferdinando De Giorgi zdecyduje się na takiego "technokratę", nie będzie w tym przypadku; będzie to człowiek, który doskonale opanuje system Data Volley i da pełną informację dotyczącą elementów technicznych i taktycznych. Z kolei Piotr Gruszka zna język włoski, dzięki czemu komunikacja między nim a selekcjonerem będzie ułatwiona, posiada doświadczenie, na które składa się znajomość całej gamy szkoleniowców, z którymi pracował zarówno w reprezentacji, jak i klubach, a także ma już pewien staż we współpracy z zespołami PlusLigi. To jest dobry początek do tego, żeby otworzyć kolejny rozdział w karierze, ale jednocześnie pomagać pierwszemu trenerowi zachowanymi umiejętnościami zawodniczymi.

Z drugiej strony są jeszcze Michał Mieszko Gogol - od niedawna trener, od zawsze statystyk - oraz Michał Bąkiewicz, szkoleniowiec, który nie zapomniał jeszcze jak to jest być zawodnikiem. Jakie oni mają szanse?

- Michał Mieszko Gogol spełnia podobną rolę, jak Oskar Kaczmarczyk - świetnie myśli liczbami. Jakiś czas temu dostał dużą szansę i samodzielnie może prowadzić zespół z PlusLigi. Jeśli "odpali", to kariera trenerska prawdopodobnie stanie przed nim otworem, a do dalszego jej rozwoju współpraca z reprezentacją będzie szalenie istotna. Co do Michała Bąkiewicza, to jest to przypadek podobny do Piotra Gruszki. Może nie ma aż tak bogatego zaplecza zawodniczego, ale w przeszłości działał z wieloma szkoleniowcami.

Myślenie o polskich trenerach w sztabie kadry jest bardzo dobrym kierunkiem, należy jednak pamiętać, że jeśli komuś da się szansę, to trzeba będzie się nim zająć na dłużej, nawet jeżeli przydarzy mu się jakieś niepowodzenie. Tego rodzaju mądre kierowanie drogą początkującego trenera to najlepsze, co można zrobić dla rozwoju polskiej myśli szkoleniowej.

Ostatnim kandydatem, który najprawdopodobniej wzbudza najwięcej emocji, jest Jakub Bednaruk. Jest to trener posiadający doświadczenie, który w przeszłości doprowadzał AZS Politechnikę Warszawską do wysokich lokat w polskiej lidze. Co z nim?

- Jeśli chodzi o Kubę Bednaruka, to nawet samo jego nazwisko wywołuje uśmiech na twarzy. Jest to jeden z niewielu ludzi, którzy świetnie odnajdują się w strefie medialnej. Potrafi sprzedać zarówno swoje słabości, jak i swoje atuty, jednocześnie sprawiając bardzo pozytywne wrażenie.

Jako szkoleniowiec niewątpliwie zna się na siatkówce, czasem nieco przerysowuje swoją rolę, ale na tym polega też jego urok. Odnoszę się do niego z bardzo dużą sympatią, chociaż możliwe, że wewnętrznie stawiam mu dużo wyższą poprzeczkę niż komukolwiek innemu. Bez względu na to, jak zakończy się jego rola w AZS-ie Politechnice Warszawskiej, to według mnie jest otwarty i gotowy na to, by dostawać kolejne szanse. Kiedy je otrzyma, przekonamy się, że świetnie da sobie z nimi radę.

Czego chciałby pan, żeby nauczyła się polska myśl szkoleniowa od Ferdinando De Giorgiego?

- Myślę, że wszyscy kandydaci, o których rozmawiamy, mają dość duży zasób wiedzy. Jedyne, czego teraz potrzebują, to codziennej pracy z selekcjonerem, przebywania z nim, otrzymywania od niego zadań i ich realizacji. Ważne by poznali swoje miejsce - nie wychodzili przed szereg i odrobili lekcję pokory, kiedy przy boisku nie będą pierwszoplanowymi postaciami. Przed nimi doskonały czas, by budować cierpliwość i generować przyszłą drogę, która pozwoli na to, by nie iść bezkrytycznie jedną utartą ścieżką.

Czyli idealną formułą na sztab szkoleniowy według Ireneusza Mazura jest połączenie myśli statystycznej z osobowością trenera, który pamięta czasy zawodnicze.

- Najlepiej jest to wszystko zobrazować na przykładzie niedawnego meczu GKS-u Katowice z Lotosem Treflem Gdańsk. W nim mogliśmy obserwować Andreę Anastasiego - jednego z niewielu szkoleniowców, który nie przestanie być trenerem, jeśli zamknie mu się komputer lub książkę. Świetnie czyta grę na żywo i reaguje na to, co dzieje się na boisku. Jest obrazem tego, jak wyglądała siatkówka, kiedy od trenera w dużo większym stopniu zależało, jaki będzie wynik spotkania. Wbrew ogólnej linii włoskiej, gdzie wszystko oparte jest na statystyce i obliczeniach, Andrea Anastasi stał się tym, który potrafi reagować szybciej niż liczby. To między innymi dzięki jego decyzjom i aktorskim zachowaniom zespół odwraca losy meczów. Apeluję więc o to, byśmy uczyli się czytać zachowania trenerów. Jeśli ktoś nie ma zdolności wyciągania wniosków z "liczbowej" strony pojedynku, to może dobrać sobie asystenta, który potrafi to robić. Jeżeli natomiast trener nie potrafi zareagować w odpowiednim momencie przerwaniem gry czy zmianą, to prawdopodobnie szybko zniknie z pierwszego planu.



Najbardziej wartościowi piłkarze w Europie. Najwyżej Neymar, ale są też Lewandowski i Zieliński