Memoriał Wagnera 2016. Bieniek: presja z nas trochę zeszła

- Trochę z nas presja zeszła - mówi Mateusz Bieniek przed ostatnim etapem kwalifikacji siatkarzy do igrzysk olimpijskich w Rio. Na eliminacje w Tokio (28 maja - 5 czerwca) nasza reprezentacja wyleci bezpośrednio po Memoriale Wagnera, który rozegra w Krakowie od wtorku do czwartku. - Dobrze, że jest ten turniej, bo już długo nie graliśmy - zaskakuje Bieniek
W Krakowie Polska zagra kolejno z Bułgarią, Belgią i Serbią (wszystkie mecze o godz. 20.30, relacje live w Sport.pl). Później po tygodniu spędzonym w Tokio zmierzy się tam z Kanadą, Francją, Japonią, Chinami, Wenezuelą, Iranem i Australią. Z grona ośmiu zespołów awans na igrzyska wywalczą cztery - trzy najlepsze i najwyżej sklasyfikowany przedstawiciel Azji.

Łukasz Jachimiak: w maju ubiegłego roku debiutowałeś w kadrze, grając przeciw Rosji w Lidze Światowej i zaraz po tych meczach zostałeś jednym z kluczowych zawodników. Czujesz, jak dużo zmieniło się w twojej karierze od tamtego czasu?

Mateusz Bieniek: wiadomo, że to miłe wspomnienia, jednak dla mnie rok temu to dawno. Teraz są nowe cele, myślę o igrzyskach.

Duża jest różnica, kiedy jest się zawodnikiem od którego nikt niczego nie oczekuje, a takim, który ma pociągnąć zespół w trudnych momentach?

- Na pewno różnica jest, ale po co o tym myśleć? Cały czas staram się nie nakładać na siebie presji. Chcę grać jak najlepiej, nie robię sobie bałaganu myśleniem o roli.

Presja chyba generalnie trochę z was zeszła, bo kwalifikacje olimpijskie są bardzo trudne, ale dotarliście do ostatniego etapu, który wygląda już na łatwiejszy?

- Zgadzam się, trochę z nas presja zeszła. W Berlinie było bardzo trudno, przepustkę do Tokio udało się nam wywalczyć rzutem na taśmę. Wiadomo, nie wolno teraz lekceważyć żadnego rywala. Jeśli tego nie zrobimy, to czujemy, że będzie dobrze, bo tu już są zespoły o mniejszych umiejętnościach od rywali z Berlina.

Do Tokio polecicie prosto po Memoriale Wagnera - dużo musicie w nim przećwiczyć?

- Każdy dostanie szansę zagrania i to najważniejsze. Rywale nieźli, bo Bułgarzy i Serbowie od zawsze się liczą, a Belgowie wchodzą do europejskiej czołówki. Liga skończyła się już jakiś czas temu, długo nie graliśmy, dobrze, że ten turniej jest przed wyjazdem do Japonii.

Żartujesz, że brakuje wam grania? Przecież wszyscy mówią, że nie mieliście kiedy odpocząć po sezonie ligowym.

- Ja miałem trochę problemów zdrowotnych, więc miałem przerwy, za bardzo się nie napracowałem. Dlatego tak powiedziałem. A co do kolegów, którzy odpoczynku potrzebowali, to przecież nie pierwszy raz zaraz po lidze trzeba było jechać na kadrę i jak najlepiej się przygotować. Przyzwyczailiśmy się, że terminarz zawsze jest napięty.

Memoriał Wagnera, kwalifikacje w Tokio, Liga Światowa - do igrzysk niby tylko dwa i pół miesiąca, a grania jeszcze dużo. W takiej sytuacji zdarza się wybiec myślami do turnieju olimpijskiego?

- Jasne, że myślę o Rio. Fajnie byłoby tam zagrać, coś wygrać, pokazać się z jak najlepszej strony. To marzenie. Ale na razie się zakwalifikujmy. Już pokazaliśmy, że umiemy grać, w ubiegłym sezonie brakowało nam farta. Teraz też będzie nas stać na wygranie z każdym, obyśmy tylko mieli trochę więcej szczęścia.

W trakcie igrzysk w Londynie marzyło ci się, że będziesz poważnym kandydatem do gry w Rio?

- Na pewno nie, wtedy dopiero zaczynałem, grałem gdzieś w juniorach. Zrobiłem sobie niespodziankę i będę mocno pracował na kolejne.





Poznasz sportsmenki po pięknych oczach? [QUIZ]