W pierwszej lidze siatkarek jak na plaży

- Nasza gra nie ma sensu, jeśli nie mamy możliwości awansu do Orlen Ligi - mówi Maciej Bartodziejski, trener ŁKS Commercecon. W pierwszym meczu finału I ligi jego uczestniczki przez kilkadziesiąt sekund tylko przebijały piłkę.
Od dwóch lat kobieca ekstraklasa jest zamknięta wzorem męskiej. Teoretycznie można zdegradować zespoły, które nie spełnią wymogów sportowych, czyli nie wygrają pięciu spotkań w rundzie zasadniczej, i na ich miejsce przyjąć najlepsze w I lidze. Ale już w pierwszym sezonie warunków nie spełniły Pałac Bydgoszcz (jedno zwycięstwo) i Nafta Piła (trzy), a mimo to decyzją ligi zostały w ekstraklasie. W tym roku pod kreską jest Pałac i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

Chętnych do awansu jest więcej, bo akces zgłosiły ŁKS, Budowlani Toruń, Wisła Warszawa i Karpaty Krosno. Dwie pierwsze drużyny awansowały do finału, który rozpoczął się w sobotę w Łodzi. Zawodniczki i trenerzy umówili się, że w dwóch pierwszych akcjach będą tylko odbijać piłkę, jak amatorzy na plaży. - Chcieliśmy pokazać, że nasza gra nie ma sensu, wynik nie ma większego znaczenia - tłumaczy Bartodziejski. Przypomina też, że ekstraklasa została zamknięta, by umożliwić klubom szukanie sponsorów. - A co z zapleczem? Skąd mamy brać pieniądze, skoro nie mamy szans na awans. Czy nasza rola polega tylko na przygotowywaniu zawodniczek dla silniejszych klubów? - pyta trener ŁKS.

Rok temu łódzki klub zajął drugie miejsce w I lidze, przegrywając rywalizację z Zawiszą Sulechów. Wszystko wskazywało, że zwycięzca zostanie zaproszony do Orlen Ligi. Okazało się jednak, że jego wniosek został negatywnie oceniony, a Zawisza wycofał się z rozgrywek. - Jeśli nic się nie zmieni, to tak samo postąpią inne kluby. Już słyszałem, że Silesia Mysłowice i Murowana Goślina mogą nie wystartować w przyszłym sezonie - opowiada Bartodziejski.

W Profesjonalnej Lidze Piłki Siatkowej są zaskoczeni protestem. - Żadne decyzje jeszcze nie zapadły - twierdzi Kamil Składowski, rzecznik prasowy spółki organizującej rozgrywki. Jej prezes Jacek Kasprzyk kilka tygodni temu zapowiedział powiększenie Orlen Ligi i Plus Ligi o dwie drużyny. Ale kluby, udziałowcy PLPS, są temu przeciwne. - Dwa nowe zespoły to przynajmniej 24 nowe zawodniczki. Skąd je wziąć, skoro już teraz brakuje nam wartościowych Polek? - pyta Marcin Chudzik, prezes Budowlanych Łódź.

W PLPS nie wykluczają zmian w obu ligach, choć o większej liczbie drużyn nie ma mowy. Składowski twierdzi, że w spółce czekają na wyniki audytu w najsłabszych klubach, a także wśród kandydatów. Firma Deloitte weryfikuje właśnie złożone dokumenty. - Żeby nie było sytuacji jak z Zawiszą, która napisał, że będzie grać w hali w Zielonej Górze, a nie miał podpisanej umowy, a sponsorzy nie byli w stanie zadeklarować żadnej sumy - twierdzą w PLPS.

Podczas głosowania nad kształtem lig prezesi klubów zadeklarowali jednak, że chcą przywrócenia sportowych awansów. - Najlepiej, by były to baraże między najlepszymi w I ligach i najsłabszymi w ekstraklasie. Ale ich uczestnicy musieliby spełnić wymagania PLPS, a więc mieć odpowiednią halę i przynajmniej dwumilionowy budżet - mówi Konrad Piechocki, prezes Skry Bełchatów i wiceprezes PZPS, odpowiedzialny za rozgrywki ligowe. Takie zmiany mogą jednak zostać wprowadzone od przyszłego sezonu. Dziś pierwszoligowcy muszą liczyć tylko na to, że któryś z klubów Orlen i Plus Ligi zostanie negatywnie zweryfikowany przez Deloitte.

Czy rozpoznasz siatkarzy reprezentacji Polski? [QUIZ]