PŚ siatkarzy. Bardzo brzydki brąz Polaków. Zbliżają się mistrzostwa Europy. Jak je potraktujemy?

Polacy zdobyli najsmutniejszy medal w historii naszej siatkówki. Po fantastycznej serii 10 zwycięstw w Pucharze Świata ulegli Włochom 1:3 i nie awansowali na igrzyska w Rio. Od 9 do 18 października kolejny turniej - mistrzostwa Europy. Jego ranga właśnie spadła dramatycznie. Jak ME potraktuje Stephane Antiga?
Namnożyło się u nas we wrześniu porażek, po których kibice nie wpadają w furię, lecz doceniają wysiłek pokonanych sportowców. Kiedy polscy piłkarze przegrali z Niemcami, zostali obsypani komplementami za podjęcie twardej walki z mistrzami świata. Koszykarze przegrali z Hiszpanią, ale pamiętamy im raczej, że również wdali się w ostrą, trwającą trzy kwarty awanturę z późniejszymi mistrzami Europy. A teraz dołączyli do listy siatkarze. Na podium wygranego przez USA turnieju wchodzili zrozpaczeni - rzadki widok, świadectwo ich ambicji, klasy i poczucia własnej wartości.

Oni upadli najboleśniej, ponieważ najwyżej mierzyli - pragnęli dopaść jedynego trofeum, którego brakuje polskiej reprezentacji, ozłoconej już na mundialach, igrzyskach, mistrzostwach Europy i w Lidze Światowej. Znów przekonaliśmy się jednak, że w męskiej siatkówce panuje ostatnio bezkrólewie - szerokiej czołówki nie sposób zhierarchizować, o wynikach turniejów przesądzają drobiazgi lub wręcz przypadek, za każdym razem wygrywają zupełnie inni. Podium MŚ obsadziły Polska, Brazylia i Niemcy, na podium LŚ stanęły Francja, Serbia i USA, a teraz do srebra dopchali się Włosi. Drużyna po przejściach, kierowana przez nieprzyzwoicie młodego, 19-letniego rozgrywającego Simone Giannellego.

Blisko fenomenu

Polacy polecieli do Japonii, by wyskakać olimpijską kwalifikację, czyli zająć co najmniej drugie miejsce. Z czasem zmodyfikowali jednak plany i zaczęli otwarcie mówić, że chcą wziąć trofeum. Bo grali jak opętani. Odprawili (po raz szósty z rzędu) Rosjan, Amerykanów wręcz roznieśli, przed ostatnią kolejką jako jedyni byli niepokonani. Gdyby zatem uporali się z Włochami, zebraliby komplet 11 zwycięstw, czego wcześniej dokonali tylko najwięksi: wszechpanująca w pierwszej dekadzie XXI wieku Brazylia (2003), a także wszechpanujący w ostatniej dekadzie XX wieku Włosi znani jako "Generazione di Fenomeni" (1995).

Przegrali jednak decydujące stracie w kiepskim stylu, niewiele brakowało, by nie urwali nawet jednego seta. Czy dlatego, że poprzedziła je najkrótsza podczas PŚ regeneracja po wcześniejszym meczu - z Japonią, zaskakująco ciężkim? A może z tego morderczego turnieju zwyczajnie nikt nie miał prawa wyjść bez zadraśnięcia? Tego nigdy się nie dowiemy, w każdym razie Włochom przeciwstawiał się tylko, o paradoksie, najmłodszy wśród grających Mateusz Bieniek. Rewelacyjny od początku sezonu (debiutanckiego w reprezentacji) 21-latek tym razem działał jak serwisowa wyrzutnia dalekiego zasięgu - posłał aż sześć asów, wystrzeliwując piłkę tak różnorodnie, że rywale nigdy nie mieli pojęcia, czy podbiegać do delikatnego skrótu, czy sposobić się do przyjęcia petardy, czy wyczekiwać flota o dziwacznej rotacji. Niemal wszyscy inni siatkarze incydentalne przebłyski przeplatali z okresami przeciętnymi lub słabymi, zmalał nawet Bartosz Kurek, najbardziej eksploatowany reprezentant Polski, jedyny pozbawiony realnego zmiennika (Dawida Konarskiego trener Stephane Antiga wykorzystuje głównie w bloku).

Po pierwszym secie mogliśmy odnieść wrażenie, że drużyna, która już importowała świetnego Kubańczyka, prowadzi z drużyną, która jeszcze nie importowała świetnego Kubańczyka. Naturalizowany przez Italię Osmany Juantorena wszystko, czego dotknął, zamieniał w punkt, w ataku nie potrzebował nawet specjalnie precyzyjnej wystawy. Choć z czasem utracił nietykalność, to został bohaterem meczu, co prawdopodobnie jeszcze bardziej zachęci Polaków, by ubiegać się o pozwolenie na grę w reprezentacji Wilfredo Leona - podobnie uzdolnionego, lecz osiem lat młodszego, już posiadającego nasz paszport.

On reprezentację bezdyskusyjnie wzmocni - wzmocniłby każdą na świecie - ale to nie znaczy, że drużyna Antigi poniosła w Japonii druzgocącą klęskę (nawet jeśli tak się czuje). To była impreza trójki wspaniałych, a wśród nich każdy kogoś poturbował - Polacy rozjechali Amerykanów, którzy rozjechali Włochów, którzy rozjechali Polaków. Wszyscy przegrali po jednym meczu, o kolejności przesądził jeden set - w tabeli przełożył się na jeden punkt - oddany przez naszych siatkarzy Irańczykom. Najbardziej okrutny możliwy scenariusz.

Co z mistrzostwami Europy?

Sezon trwa. Po powrocie do kraju Polacy dostaną cztery-pięć dni wolnego, a następnie wznowią treningi przed mistrzostwami Europy w Bułgarii (9-18 października). Jak te ostatnie potraktuje selekcjoner, nie wiadomo. Ich ranga właśnie dramatycznie spadła, teraz liczą się nade wszystko olimpijskie kwalifikacje kontynentalne w Berlinie, gdzie między 5 a 10 stycznia Polacy wpadną na najwyżej sklasyfikowane w rankingu CEV, czyli zapewne Niemcy, Rosję, Serbię, Bułgarię, Francję. Stamtąd na igrzyska awansuje najlepszy, natomiast drugie i trzecie miejsce uprawni do lotu na majowe kwalifikacje interkontynentalne - znów w Japonii.

Gdyby zatem siatkarzom Antigi nie powiodło się także w styczniu - rozegrają potwornie trudny turniej, małe ME - ich tułaczka potrwa do późnej wiosny. Biorąc pod uwagę, że wielu z nich czeka również intensywne granie w europejskich pucharach, przedolimpijski sezon może się okazać najbardziej wyniszczającym w ich karierach. Co uzmysławia, że podczas zakończonego PŚ nie tyle zaprzepaścili olimpijskie szanse - z kwalifikacji interkontynentalnych drużynie ich klasy będzie już bardzo trudno nie awansować - ile stracili mnóstwo świętego spokoju. A przecież Rio de Janeiro to cel absolutnie nadrzędny. W XXI wieku Polacy przywozili już medale z każdej imprezy, wyjąwszy igrzyska. Tam co cztery lata padają w ćwierćfinale. Tam nawet brąz błyszczałby pięknie.

Czołówka tabeli:



1. USA 10 30 31-6
2. Włochy 10 29 30-8
3. Polska 10 29 31-11
4. Rosja 8 23 25-12
5. Argentyna 7 21 26-16
6. Japonia 5 16 21-21
Nagrody dla najlepszych siatkarzy. Najbardziej wartościowy: Matthew Anderson (USA). Rozgrywający: Micah Christenson (USA). Atakujący: Ivan Zaytsev (Włochy). Przyjmujący: Osmany Juantorena (Włochy), Yuki Ishikawa (Japonia). Środkowi: Sebastián Sole (Argentyna), Seyed Mohammad Mousavi (Iran). Libero: Erik Shoiji (USA).

Czytaj więcej o siatkarzach:

Jak teraz awansować na igrzyska?

Kto zawiódł w meczu z Włochami? [OCENY]

Wlazły i Zagumny kadrze potrzebni, ale nie niezbędni

Facet, który od auta woli hulajnogę, dwaj miłośnicy Harry'ego Pottera i fan Jana Matejki [SYLWETKI SIATKARZY]