Polska - Rosja 3:1. Rosjanie mają już kompleks Polaków

Do środy Polacy wygrali z Rosją sześć kolejnych meczów. Siódmy - w najważniejszym turnieju roku - też zakończył się ich zwycięstwem (3:1), choć rywale wysłali do gry wszystkich zdrowych mistrzów olimpijskich.
Finał igrzysk w Londynie przeszedł do historii za sprawą niesamowitej metamorfozy Rosjan, którzy przegrywali 0:2, ale potrafili się podnieść dzięki geniuszowi Władimira Alekny. Selekcjoner całkowicie zmienił ustawienie, przesuwając na atak środkowego Dmitrija Muserskiego, a na rozegraniu stawiając rezerwowego wcześniej Aleksandra But'kę. Od tego czasu mistrzowie olimpijscy w takim ustawieniu nie grali. Alekno, który ma odbudować siatkówkę po zapaści pod rządami Andrieja Woronkowa, w spotkaniu z Polską zaskoczył wszystkich, kopiując skład z pamiętnego finału. Z dwoma wyjątkami: środkowi Aleksandr Wołkow i Nikołaj Apalikow nie polecieli na japoński Puchar Świata z powodu kontuzji.

- Rosjanie zagrali w takim ustawieniu tylko w jednym secie sparingu z Holandią, dlatego ani przez moment nie pomyśleliśmy, że mogą wyjść tak przeciw nam - przyznał "Wyborczej" Oskar Kaczmarczyk, statystyk polskiej reprezentacji. Stéphane Antiga też przyznał, że był zaskoczony.

Pokerowe zagranie się nie powiodło, i Alekno przegrał. Gdyby nie nasz brak koncentracji w pierwszym secie jego porażka byłaby jeszcze bardziej dotkliwa. Polacy prowadzili 24:20 i nie potrafili zdobyć decydującego punktu. Wtedy można się było przekonać, po co Rosji 40-letni Siergiej Tietiuchin. Serwisy jego i Butki zdemolowały polskie przyjęcie, a poza tym doświadczony skrzydłowy był prawdziwym liderem drużyny.

Polacy potwierdzili jednak, że to, co przez lata było ich największym problemem, teraz stało się ogromnym atutem. W czasach przedantigowych nasza reprezentacja potrafiła w porywającym stylu pokonywać najlepszych, by w kluczowych spotkaniach zawodzić. Mimo wielkiego potencjału sporadycznie udawało się wygrywać turnieje. Wszystko zmieniło się w ubiegłym roku podczas mistrzostw świata. Naszych siatkarzy nie załamywały małe niepowodzenia, kontuzje liderów. Wszystkie dramatyczne końcówki kończyły się naszymi zwycięstwami. I chociaż w końcówce nie grało pięciu graczy, którzy w Katowicach pokonali Brazylię (Wlazło, Winiarski, Kłos, Mika i Zagumny), to charakter pozostał.

W każdym z wygranych przez Polskę setów rywale prowadzili kilkoma punktami, jednak w najważniejszych momentach to nasi zawodnicy byli lepsi. A coraz bardziej bezradni Rosjanie popełniali błędy. Przełomem okazała się druga partia, gdy Bartosz Kurek w dwóch kolejnych akcjach zablokował Muserskiego. Od tego czasu nasza drużyna wygrała chyba wszystkie długie wymiany, a każdy kolejny mały sukces jeszcze ją wzmacniał.

Muserski to gracz wybitny, jeden z niewielu na świecie, o których mówi się, że sami potrafią przesądzić o zwycięstwie. W Japonii jednak trafił na lepszego od siebie. Był nim Kurek, w cudowny sposób odzyskany dla naszej siatkówki. W mundialu go zabrakło, bo jako przyjmujący nie pasował do koncepcji francuskich trenerów. Wtedy mieliśmy odbierać serwy precyzyjnie, a w ataku postawić na szybkość Mariusza Wlazłego. Tego ostatniego nie ma już w kadrze, ale Antiga wymyślił na jego miejsce atletę Kurka. I trafił. Już w Lidze Światowej gracz Resovii spisywał się znakomicie. Teraz też dostawał najtrudniejsze piłki i mimo rosyjskiego bloku zdobywał punkty. Kapitalnie również serwował i blokował (po trzy punkty).

Sam Kurek jednak meczu nie mógł wygrać, potrzebował wsparcia na lewej stronie siatki. Był nim niedoceniany Rafał Buszek, zawodnik, który na dobre do reprezentacji trafił późno, bo w wieku 27 lat. Dziś wygrał rywalizację z Mateuszem Miką, jedną z gwiazd mistrzostw świata. Zdarzają mu się problemy w przyjęciu, dlatego przeciwnicy starają się celować w niego. Ale w ataku i zagrywce był znakomity, zwłaszcza w końcówkach setów. Kapitalną zmianę dał też Michał Kubiak, niegrający od początku tylko dlatego, że przed turniejem był kontuzjowany. Ale to już chyba nikogo nie dziwi, bo graczy z takim charakterem niewielu jest na świecie.

Polakom nie przeszkodziła nawet kontuzja Grzegorza Łomacza, który jest w Japonii pierwszym rozgrywającym. W trzecim secie został on zniesiony z boiska ze skręconą nogą. - Mam nadzieję, że jeszcze w tym turnieju nam pomoże - twierdzi Antiga. A zdesperowany Alekno w ostatniej partii sięgnął po Siergieja Grankina, zaś Muserski wrócił na środek. Wydawało się, że selekcjoner trafił, bo Rosja prowadziła 17:13. Jednak nasza drużyna potwierdziła, że dziś jest lepsza, zdobywając sześć punktów z rzędu! I szansy nie wypuściła.

W środę przed Polską kolejny trudny przeciwnik - Argentyna, która też ma na koncie dwa zwycięstwa. W środę męczyła się z Wenezuelą, wygrała 3:2, jednak na inaugurację pokonała Iran. Początek meczu o godz. 8.10 (relacja w Polsacie Sport). f

----------

Polska - Rosja 3:1. Sety: 26:28, 27:25, 25:19, 25:22.

Polska: Łomacz, Mika 2, Bieniek 13, Kurek 25, Buszek 13, Nowakowski 5, Zatorski (libero) oraz Konarski 1, Drzyzga 1, Kubiak 10, Możdżonek.

Pozostałe wyniki: Australia - Włochy 0:3, Egipt - Kanada 2:3, Tunezja - Iran 1:3, USA - Japonia 3:1.