Liga Światowa. Kaczmarczyk: chcemy zawsze wygrywać. W końcu jesteśmy mistrzami

3 : 2
Informacje
Liga Światowa 2015 - Grupa B
Piątek 26.06.2015 godzina 18:30
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
4 S
5 S
Wynik
Iran
25
23
21
25
15
3
Polska
21
25
25
16
11
2
Składy i szczegóły
Iran
Skład: Mahmoudi, Ebadipour, Marouflakrani, Mousavi, Gholami, Mirzajanpour, Marandi
Polska
Skład: Nowakowski, Jarosz, Łomacz, Kubiak, Mika, Bieniek, Zatorski
Czy to istotne, że w drugich meczach spada skuteczność Bartosza Kurka? Jak na treningach spisuje się Jakub Jarosz, który przez uraz pleców Kurka ma być naszym podstawowym atakującym w Teheranie? Co wynika z lań, jakie Irańczycy sprawili kilka dni temu Amerykanom, i czy polskich kibiców naprawdę trzeba przekonywać, że kadra nie zawodzi, gdy po tie-breaku pokonuje Rosję na jej terenie? O to pytamy statystyka kadry mistrzów świata Oskara Kaczmarczyka. Mecze Iran - Polska w piątek i niedzielę o godz. 18.30. Relacje na żywo w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Po drugim meczu w Kazaniu broniłeś drużyny, pisząc na Twitterze, że wygraliście "tylko" 3:2 nie przez słabszą formę, ale dlatego, że Rosjanie zagrali wyjątkowo dobrze. Naprawdę trzeba było bronić?

Oskar Kaczmarczyk: Można wygrać 3:0 i grać słabo, a można przegrać 2:3 po kapitalnym meczu. Ludzie bardzo szybko wyciągają wnioski, że skoro do tej pory Rosjanie wszystko przegrywali, to wygrana 3:2 nawet u nich jest już wpadką, a nie wywalczonym zwycięstwem. A jak tu mówić o słabym spotkaniu, kiedy mieliśmy atak przeciwko "Sbornej" na poziomie 55 procent? Spotkałem się ze stwierdzeniem, że za dużo popełniliśmy błędów własnych, zwłaszcza na zagrywce. Fakt, było trochę niepotrzebnych błędów, ale w przypadku np. serwisu wiąże się to z ryzykiem, jakie podejmujemy. Dzięki temu oprócz kilku błędów mieliśmy też Rosjan z przyjęciem na poziomie tylko 40 proc. Musieliśmy ryzykować, bo to był ich najlepszy mecz w tym roku. Na początku, zwłaszcza w ataku, byli kapitalni.

Wygraliście kolejną wojnę z nimi, a mimo to zaraz po tym meczu Stephane Antiga w rozmowie z komentującym spotkanie Tomaszem Swędrowskim z żalem wracał do porażek w USA. Aż tak was zabolały?

- Teraz można już tylko podchodzić do tych spotkań w kategorii "co by było, gdyby", ale prawda jest taka, że pierwsze spotkanie mieliśmy na 3:0 [przegraliśmy 2:3], a później na 3:1. Przełamaliśmy serwis Amerykanów, to my kontrolowaliśmy mecz, ale po jednym z dyskusyjnych challange'ów trochę się zdekoncentrowaliśmy. Ta przewaga małymi krokami nam uciekała i mimo że jeszcze w czwartym secie mogliśmy skończyć mecz, wygrywając 3:1, to ostatecznie zapłaciliśmy wysoką cenę. Następnego dnia Amerykanie zagrywali już doskonale, a my nie potrafiliśmy na to znaleźć recepty. Siedzą te mecze w głowach, chociaż chyba już nie ma co do nich wracać. Wracaliśmy, bo prostu chcemy zawsze wygrywać, a w Chicago zdecydowanie była na to szansa.

Za wami osiem meczów nowego sezonu, a przegraliście tylko te dwa w Chicago. Z twoich statystyk wynika, że gramy dobrze w każdym elemencie. Powiedz szczerze - spodziewałeś się, że one w tym momencie będą tak dobre?

- Statystykami nie ma co się za mocno sugerować. Jedne zaskakują na plus, ale są też takie, które nam w porównaniu do poprzedniego sezonu spadły. I pracujemy nad tym na treningach. A że wygrywamy? W końcu jesteśmy mistrzami świata. To aż tak wiele? (uśmiech).

Z tych pozytywnych zaskoczeń największym jest postawa Mateusza Bieńka czy aż tak wysoka skuteczność Bartosza Kurka?

- Mateusz utrzymuje formę, grał tak w Kielcach, tylko że wtedy nikt go nie brał na poważnie. Obecnie poza pewną postawą na środku to jeden z naszych trzech najlepiej serwujących zawodników. Można zauważyć, że zagrywa nie tylko mocno. Pracuje nad różnorodnością i koncepcją taktyczną. Tak by rywale do końca nie byli w stanie przewidzieć, gdzie zaserwuje. Jeśli chodzi o Bartka, to zaskoczeniem nie jest na pewno jego ogólna dobra postawa, tylko regularność. On miał przecież tak mało czasu na aklimatyzację na nowej pozycji, a nie zdarzają mu się słabe chwile. Czy to na treningu, czy w meczach zawsze utrzymuje stały, wysoki poziom. To pomaga nabrać pewności drużynie. A jeśli o nią chodzi, to oczywiście zasługuje w tym momencie na ocenę jak najbardziej pozytywną. Ale uwierz mi, mamy jeszcze przed sobą wiele pracy.

Z twoich statystyk wynika, że Kurek w każdym drugim meczu ma trochę niższą skuteczność. To o czymś mówi czy takie detale są nieistotne?

Generalnie na ten moment nasze drugie spotkania, oprócz tego w Rosji, są słabsze. Czynników jest wiele. Z pewnością dochodzi tu też fakt, że przeciwnicy są już mądrzejsi i lepiej przygotowani pod kątem taktycznym. Ale nie ma powodu do paniki. Dalej gramy na wysokiej skuteczności.

Kurek najwyższą miał w meczach z Iranem. W Częstochowie zapisałeś mu rewelacyjne 63 i 60 proc. Czy z jakiegoś powodu przeciw tej ekipie Bartkowi grało się szczególnie dobrze?

- Jak wspomniałem przed chwilą, on jest bardzo regularny. Po ośmiu spotkaniach ma skuteczność 53 proc., co jest bardzo wysokim wynikiem. Myślę, że nie ma co dorabiać dodatkowej teorii do tego, czy z Iranem lub z kimś innym atakuje mu się lepiej. On po prostu doskonale radzi sobie na tej pozycji.

A jak radzi sobie Jakub Jarosz, który wobec kontuzji pleców Kurka będzie musiał po raz pierwszy znaleźć się w wyjściowej "szóstce"?

- Jego największym problemem jest to, że Bartek znakomicie i regularnie gra w każdym meczu. Dlatego trudno jest przebić mu się do składu, a potrzebuje czasu, by przyzwyczaić się do roli zmiennika. Trenuje doskonale, choć pewnie zaczyna mu brakować rytmu meczowego. Ostatni raz na całym dystansie zagrał przecież w lidze.

Trenerzy Antiga i Wojciech Janas opowiadali mi, jak ciężko było wam w Teheranie w ubiegłym roku m.in. przez upał, napiętą politycznie sytuację oraz brak czasu na trening i odpoczynek. Teraz jest lepiej?

- Jest gorąco, ale moje pierwsze wrażenie jest takie, że rok temu było gorzej. Choć może to się wiązać z tym, że po pierwsze, już w Kazaniu było ciepło, a po drugie, wiedzieliśmy, co nas tu czeka. Ludzie w Teheranie są bardzo mili, życzliwi. Na lotnisku wielu z wracających do kraju Irańczyków robiło sobie z nami zdjęcia. Znali doskonale nasz skład i nasze wyniki. I oczywiście zapowiadali, że będzie nam się podobać w ich kraju, ale oba mecze przegramy (uśmiech).

Siedzi w was 1:3 z setem przegranym do 11 i 0:3 sprzed roku? Pytam, bo to był chyba najtrudniejszy, najbardziej kryzysowy moment tej kadry?

- Bez dwóch zdań to był najtrudniejszy moment. Teraz też będzie bardzo ciężko. Jesteśmy w kraju, gdzie jest czasami ponad 40 stopni Celsjusza. Teheran leży na wysokości 1300 metrów n.p.m. i po około dwóch dniach pobytu każdego dopada wielka senność z powodu rzadszego powietrza. Jesteśmy trzeci tydzień w podróży, spędziliśmy w niej kilka nocy, różnie jedliśmy. A zmierzyć trzeba się z ekipą Iranu, która u siebie niesiona jest przez fanatycznych kibiców i gra fantastycznie. Ale my się nie boimy. Zdajemy sobie sprawę z problemów i one nas nie zaskoczą. Jesteśmy skoncentrowani na tym, by spróbować tu wygrać. Zwłaszcza że zwycięstwo w Teheranie może być kluczowe dla awansu do Final Six.

Kiedy graliście w Kazaniu, Marouf i spółka dwa razy zbili do zera niepokonanych wcześniej Amerykanów. Wyciągnęliście jakieś wnioski z porażek USA?

- Wideo dostaliśmy dopiero w poniedziałek rano, ale od razu obejrzeliśmy te spotkania. Po pierwsze, jak mówiłem wcześniej, Iran u siebie gra doskonałą siatkówkę. A po drugie, Stany zaczyna łapać kryzys fizyczny, który musiał ich dopaść. Nie udźwignęli tych spotkań, nie zagrali w swoim stylu. Zarówno na poziomie fizycznym, jak i mentalnym. Irańska atmosfera ich przerosła.

Na początku rozgrywek Stany wyglądały na zespół, który jest już w optymalnej formie i szykuje się do wygrania Ligi Światowej, teraz można chyba tak powiedzieć o Iranie?

- Stany zaczęły z wysokiego C, bo miały komplet spotkań u siebie. Amerykanie to wykorzystali. A w formie byli też dlatego, że musieli być, bo przed startem LŚ grali kwalifikacje do Pucharu Świata. Teraz spotyka ich zadyszka, która musiała nastąpić. Zapewniam, że każdy z zespołów ma długofalowy plan na ten sezon i każdy planuje szczyt dopiero na wrześniowy Puchar Świata.