Siatkówka. Kłos: Zgubiłem trochę tego, co miałem

- Chciałbym już zacząć normalnie trenować, skakać, ale na razie czekam, aż ustąpi ból po dwóch zabiegach, które przeszedłem - mówi Karol Kłos. Nowy kapitan reprezentacji Polski zmaga się z przewlekłym zapaleniem kolan. Bez niego kadra mistrzów świata rozpocznie nowy sezon, 28 i 29 maja mierząc się w Gdańsku z Rosją w Lidze Światowej. Relacje na żywo w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Przepraszam, czy ma pan na imię Tomasz?

Karol Kłos: Nie (śmiech)

Aaa, to przepraszam, jest pan strasznie podobny do takiego siatkarza, Kłosa. Dużo tego typu sytuacji miałeś od zdobycia mistrzostwa świata?

- Kilka takich rzeczy się zdarzyło. Chyba wszystkie opisałem na swoim fanpejdżu na Facebooku.

W okresie ubiegłorocznych wyborów samorządowych pokazałeś na nim zdjęcie Kłosa, który próbując skorzystać z popularności nazwiska, swoją osobę zachwalał na tle boiska do siatkówki.

- Każdy orze, jak może. Ten pan próbował coś dla siebie ugrać.

Udało mu się?

- Nie wiem, nie śledziłem dalej tej historii.

Popularność czasem cię męczy czy wszystko przyjmujesz z uśmiechem?

- Staram się śmiać, ale najtrudniej o to po przegranych meczach, bo wtedy trzeba świecić oczami.

Teraz po porażkach będzie jeszcze trudniej, bo zostałeś kapitanem kadry.

- Przegrywamy i wygrywamy wszyscy. Rola kapitana nie jest aż tak ogromna, jak się wydaje. Również moja pozycja nie jest najważniejsza. Grając na środku, nie decyduję o wyniku tak bardzo jak przyjmujący i atakujący.

Opowiedz o kulisach decyzji Stephane'a Antigi o powierzeniu stanowiska kapitana tobie.

- To jest sprawa z połowy sezonu ligowego. Stephane zadzwonił do mnie, zapytał o zdrowie, a ja mu ładnie wszystko wyśpiewałem. Popytał też o inne rzeczy i nagle powiedział, że ma jeszcze jedną sprawę i zapytał, czy nie chciałbym zostać kapitanem reprezentacji. Byłem w szoku, bo naprawdę się tego nie spodziewałem. Nawet nigdy o tym nie marzyłem, myślałem, że są od tego inni ludzie.

Jacy?

- Starsi, grający na innych pozycjach, bardziej doświadczeni. Nie mam zbyt wielu meczów rozegranych w reprezentacji, myślałem, że może kapitanem będzie ktoś, kto już nim wcześniej był.

Ile spotkań dojdzie do twojego bilansu w tym sezonie? Kiedy go zaczniesz?

- Chciałbym bardzo dołączyć do drużyny gdzieś w środku Ligi Światowej. Chciałbym już zacząć normalnie trenować, skakać jak wszyscy. Ale na razie trwa żmudna rehabilitacja, czekam, aż ustąpi ból po dwóch zabiegach, które przeszedłem.

Co konkretnie ci dolega?

- Przewlekłe zapalenie obu kolan. Jedno boli u góry, jedno na dole. Bardzo boli, kiedy gram. Szczególnie przy skakaniu i lądowaniu.

Czyli kapitan ma na razie fory - koledzy zasuwają, a ciebie trener musi oszczędzać.

- Wszyscy tak to teraz będą odbierać (śmiech). Chcę popracować na siłowni, bo zgubiłem trochę tego, co miałem w tamtym roku. I jak już będę grał, to mam nadzieję, że będę się prezentował lepiej niż w poprzednim sezonie.

Da się jeszcze lepiej?

- Oczywiście, że się da!

Przypominam, że byłeś jednym z dwóch najlepszych środkowych mistrzostw świata.

- Można być najlepszym.

Nie było powiedziane, że jesteś tym gorszym [wyróżniony został też Niemiec Marcus Boehme]

- Nie było, ale ja to tak odbierałem (śmiech). Na pewno zawsze da się być lepszym, przygotować się jeszcze staranniej, poświęcić na to więcej czasu. Ten czas od trenera teraz dostałem i chcę go dobrze wykorzystać.

Wszyscy zgodnie twierdzimy, że główną imprezą bardzo trudnego sezonu będzie wrześniowy Puchar Świata. Czy to znaczy, że Liga Światowa będzie poligonem doświadczalnym jeszcze bardziej, niż była przed rokiem?

- To jest dobre pytanie do trenera.

Do kapitana też.

- Nie wtrącam się trenerowi, nie wchodzę mu w paradę i nie wiem, jak on to sobie wyobraża. Wiem tylko, że Paweł Papke, nowy prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, stwierdził, że tę Ligę Światową trzeba traktować trochę łagodniej, że nie warto rzucać na nią wszystkich sił. To rozsądne, skoro w Pucharze Świata są kwalifikacje olimpijskie i można tam zdobyć prawo wyjazdu na igrzyska. Niektórzy już mieli okazję na nich grać, dla mnie i dla kilku innych chłopaków czymś wspaniałym byłoby wystąpić na takiej imprezie.

Na koniec wróćmy do imprezy z września - po mistrzostwie świata najfajniejszy moment przeżyłeś na gali "Przeglądu Sportowego" i TVP, kiedy wasza kadra dostała od wszystkich owację na stojąco, czy zdarzyło się coś jeszcze milszego?

- To był jeden z takich momentów, które człowiek zapamięta do końca życia. Nawet jak go teraz wspomniałeś, to miałem ciarki na plecach. Jeżeli dostajemy jakąś nagrodę, a ludzie sami z siebie wstają, biją nam brawo i nie chcą przestać, to jest to coś wspaniałego. Dla takich chwil gramy.