Siatkówka. Bosek: Nawrocki niewiadomą. Jak Antiga

- Jeśli Nawrocki spróbuje wprowadzić elementy męskiej siatkówki, to będzie ciekawie. Kiedy Stephane Antiga został trenerem męskiej kadry, ludzie mówili o tym pomyśle tylko źle. Nawrockiego nie ma co skreślać - mówi Ryszard Bosek, mistrz świata, mistrz olimpijski i menedżer siatkarski, a do niedawna również członek Wydziału Szkolenia PZPS po decyzji związku o powołaniu na stanowisko trenera kadry kobiet Jacka Nawrockiego.
Łukasz Jachimiak: Siatkarki reprezentacji Polski mówiły wprost, że chcą zagranicznego trenera, dlatego po rezygnacji Piotra Makowskiego spodziewaliśmy się, że PZPS postawi na takiego człowieka. Tymczasem wybór padł na Jacka Nawrockiego. To większy fachowiec od siatkówki kobiet niż Massimo Barbolini, z którym do końca rywalizował o posadę?

Ryszard Bosek: To jest trochę tak jak ze Stephanem Antigą. Kiedy został trenerem naszej kadry, nie będąc wcześniej trenerem nigdzie, ludzie mówili o tym pomyśle związku tylko źle. A później Antiga poprowadził nas do złota mistrzostw świata. Na pewno Nawrocki nie ma doświadczenia, jeśli chodzi o kobiety, ale doświadczenie trenerskie ma wysokie. Nie jestem w stanie ocenić, czy będzie pracował dobrze. Ale jeśli spróbuje wprowadzić elementy męskiej siatkówki, co widać coraz wyraźniej w czołowych kobiecych reprezentacjach świata, to będzie ciekawie. Ale to oczywiście wielka niewiadoma, związek wziął na siebie odpowiedzialność, Nawrockiego na razie nie ma co skreślać.

Zgoda, ale chyba jest w jeszcze trudniejszej sytuacji niż Antiga. Bo po Francuzie spodziewaliśmy się, że namówi do powrotu do kadry Mariusza Wlazłego i to zrobił, natomiast Nawrocki na "dzień dobry" może spotkać się z niechęcią zawodniczek, skoro one jasno mówiły, że chcą pracować z zagranicznym szkoleniowcem.

- Zawodnikiem jest się po to, żeby dać z siebie jak najwięcej, a nie, żeby decydować o takich sprawach. Wszędzie, gdzie zawodnicy chcieli decydować o tym, kto jest lepszym, a kto gorszym szkoleniowcem, kończyło się to źle. Myślę, że wspólny język trzeba będzie znaleźć, a żeby to się udało, trzeba z góry zaufać trenerowi, poznać jego warsztat. Gdybyśmy dawno temu nie zgodzili się, żeby trenerem został bardzo młody Hubert Wagner, gdyby się zawiązała w kadrze opozycja, to na pewno nie zostalibyśmy mistrzami świata i olimpijskimi. Dlatego teraz buntuję się, słysząc, że zawodniczki czegoś chcą. One powinny chcieć pokazać duże umiejętności. Inaczej trudno będzie mieć o nich dobrą opinię.

W porządku, ale też trzeba zrozumieć, że kiedy widzą, jak mężczyźni zdobywają medale kolejno pod wodzą Raula Lozano, Daniela Castellaniego, Andrei Anastasiego i teraz Antigi, to pewnie myślą, że może i im udawałoby się stawać na podium wielkich imprez, gdyby dostały szkoleniowca innego od dotychczasowych, takiego, który zrewolucjonizuje wszystko, przedstawi zupełnie nową wizję?

- Być może, nie mówię, że nie mają prawa tak myśleć. Ale czy Niemczyk nie był inny? A pamiętam, jak zła była w pewnym czasie opinia o nim. Zresztą, gdyby Barbolini podpisał w związku, że będzie zajmował z drużyną pozycje medalowe, to pewnie teraz on byłby przedstawiany jako trener naszej kadry. Ale przecież i on nie mógł niczego zagwarantować.

Zagwarantować nie mógł - jasne, ale człowiek, który z Włoszkami zdobył m.in. dwa złota mistrzostw Europy i dwa Puchary Świata, ma chyba wystarczające kwalifikacje, by zaryzykować?

- Ale czy Barbolini był ostatnio dobry? Nie był, wyniki miał słabe [ostatni sukces - wygranie PŚ - wywalczył w 2011 roku]. Z tego, co wiem, to nie on rozwiązał umowę z turecką kadrą, tylko to jemu podziękowano. PZPS na pewno prowadził konsultacje, Nawrockiego, a nie Barboliniego, wybrano na podstawie rozmów i głosowania i jeszcze raz powtórzę, że nie wiem, czy będzie dobrym trenerem kobiet, ale za wyniki w męskiej siatkówce mam do niego szacunek i go nie skreślam.