Siatkówka plażowa. Fijałek i Prudel - mocni kandydaci do medalu na IO w Rio?

Kiedy dwa lata temu na igrzyskach olimpijskich w Londynie Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel pokonali typowanych do złota Jake'a Gibba i Seana Rosenthala, amerykańscy kibice twierdzili, że ich duet przegrał z parą z kraju, w którym nie ma plaż. - Teraz nikt już tak nie powie. Świat widzi, że polscy zawodnicy są coraz lepsi, a ci dwaj na igrzyskach w Rio w 2016 roku będą mocnymi kandydatami do podium - mówi Andrzej Warych z PZPS, ciesząc się z kolejnego medalu podopiecznych w cyklu World Tour.
Tydzień temu Fijałek i Prudel odnieśli największy sukces w karierze, wygrywając turniej w Hadze. Teraz w kalifornijskim Long Beach zajęli drugie miejsce. W tym sezonie srebro wywalczyli jeszcze wcześniej w Moskwie.

World Tour to cykl przypominający nieco Ligę Światową w siatkówce halowej. Startują w nim najlepsze pary na świecie, a walczą nie tylko o medale i pieniądze, ale też punkty w kwalifikacjach do igrzysk.

Fijałek wreszcie sobie darował

Dwójka Fijałek/Prudel startu w Rio może być pewna. - To obecnie druga para świata. Spodziewam się, że wśród 24 duetów, które zagrają na najbliższych igrzyskach, zobaczymy jeszcze jeden z Polski. Trudno w tej chwili wskazać który, bo rywalizacja jest spora. Za to pewnym można być, że nasi najlepsi zawodnicy mogą poprawić miejsce z Londynu - mówi Andrzej Warych, który na ostatnich igrzyskach występował w roli opiekuna tego duetu.

Po pokonaniu Gibba i Rosenthala w Londynie Polacy byli o krok od wyrzucenia z turnieju Alisona Ceruttiego i Emanuela Regi. Ćwierćfinał z ówczesnymi mistrzami świata przegrali po tie-breaku, w którym trzeba było grać na przewagi.

- Decydował jeden punkt, Brazylijczycy zdobyli go po błędzie Fijałka. Grzegorz długo nie mógł sobie darować, że się pomylił [po meczu powiedział polskim dziennikarzom, że "dał ciała"]. Dopiero teraz widzę, że wreszcie się z tym uporał - mówi Warych. - Z zachowania obu chłopaków widzę, że czują się bardzo mocni. Wytrzymują końcówki, nie popełniają głupich błędów, są naprawdę świetni - dodaje dawny asystent Huberta Wagnera i wieloletni szef wyszkolenia Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Klasę Polaków znów widać szczególnie na tle Rosenthala, którego nasi gracze świetnie pamiętają z igrzysk. Teraz tworzy on duet z Philem Dalhausserem. - Jeszcze kilka tygodni temu Amerykanie uchodzili za najlepszą parę na świecie, ale w tym sezonie przegrali z naszymi zawodnikami już dwa z trzech meczów. M.in. finał w Hadze przed tygodniem. A że teraz wzięli rewanż? Trudno, graliśmy w jaskini lwa, dodatkowo Fijałek był przeziębiony. Na pewno nie jesteśmy gorsi - przekonuje Warych.

Za gorszych od kogokolwiek samych siebie nie uznają Fijałek i Prudel. Choć na zwierzenia trudno ich namówić. Nawet na swojej stronie internetowej udzielają się rzadko. Po kolejnych udanych startach zapowiadają tylko, że nie zamierzają spocząć na laurach.

- Nie mają czasu, żeby się zatrzymać i zastanawiać, ile osiągnęli. Właśnie wracają do Europy, znów zmienią strefę klimatyczną i czasową i będą musieli błyskawicznie się do tego przyzwyczaić, jeśli chcą dobrze wypaść w Klagenfurcie - mówi Warych.

Jest klasa, jest kasa, nie ma sławy

Klagenfurt być może za chwilę, przed chwilą Haga, Long Beach i Moskwa, a w ubiegłych latach Marsylia, Stavanger, Stare Jabłonki i Berlin - Fijałek i Prudel wywalczyli na piachu już osiem medali (jeden złoty, cztery srebrne i trzy brązowe). Wszystkie kolejne finały i miejsca na podium mają być drogą do niego w Rio.

Warych uspokaja, że - wbrew niedawnym medialnym doniesieniom - PZPS zapewnia naszej parze wszystko, czego ta potrzebuje w ramach przygotowań do igrzysk. - Nie zmienił się sztab, który prowadzi chłopaków, ich trenerem cały czas jest Słowak Martin Olejnak, czyli bardzo mądry facet, który zawsze potrafi dobrać taktykę pod rywala. Na zawody cała ekipa też ma za co jeździć - mówi.

Te słowa potwierdza Janusz Uznański. - Zgodnie z naszą umową zawodnicy w sezonie pokrywają koszty wyjazdu na jeden turniej w Europie i jeden poza nią. Sami wybierają, za które płacą. My finansujemy ponad 10 ich wyjazdów, a poza tym też zagraniczne obozy - tłumaczy rzecznik PZPS.

Takie porozumienia można uznać za uczciwe, biorąc pod uwagę zarobki zawodników. Wszystkie nagrody, jakie wywalczą Fijałek i Prudel trafiają do nich. W siatkówce halowej pieniądze wywalczone przez drużynę otrzymuje związek i dopiero z nich wypłaca premie. Ile zarabiają "plażowicze"? W Hadze Polacy skasowali do spółki 70 tys. dolarów, w Long Beach dostali czek na 52 tys. dolarów. Nawet po zapłaceniu podatku do podziału zostaje ładna suma. Warto też dodać, że kiedy Fijałek i Prudel nie prezentowali poziomu, który pozwoliłby tak zarabiać, związek finansował im wszystko.

Teraz polski duet ma pieniądze i sukcesy, ale jeszcze nie ma sławy. W kraju obaj nasi zwycięzcy z Hagi popularnością znacznie ustępują Mariuszowi Wlazłemu czy Michałowi Winiarskiemu, choć ci ostatnio nie osiągają najlepszych wyników.

Sytuację na pewno może zmienić Rio. Jeśli Fijałek i Prudel zdobędą olimpijski medal, w rankingach kibiców staną obok kolegów z hali.

- W Londynie byliśmy zaskoczeni frekwencją i atmosferą na trybunach. Zawsze było na nich 15 tysięcy ludzi, stworzyli niezapomnianą imprezę. Teraz aż się boję pomyśleć, co będzie w Rio. Przecież Brazylia jest ojczyzną siatkówki plażowej. Gospodarze będą bardzo liczyć na medale. Już w ich parach jest dużo rotacji, próbują się tak podobierać, żeby najpierw wygrać wewnętrzne kwalifikacje i wystartować [każdy kraj może wystawić maksymalnie dwie pary], a później zgarnąć medale - mówi Warych. - Mógłbym zażartować, że mam nadzieję zobaczyć taką klęskę ich par, jaką niedawno ponieśli w brazylijskim mundialu piłkarze. Ale tak naprawdę już teraz widzę, że nie musimy nikomu źle życzyć, bo jesteśmy na tyle dobrzy, że wystarczy nam skoncentrować się na sobie i zrobić wszystko, jak należy, by osiągnąć wielki sukces - kończy.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live