Siatkówka. Kurek: Było słabo, ale nie straciliśmy umiejętności

W niedzielę został mistrzem Włoch, a już w czwartek razem z kolegami z reprezentacji Polski trenował w Spale. Bartosz Kurek skrócił sobie urlop, jaki dostał od trenera Stephane'a Antigi. Gwiazda Maceraty robi wszystko, by w roku polskiego mundialu być kluczowym zawodnikiem kadry. - Trzeba otwarcie powiedzieć, że w ostatnim sezonie nasze wyniki były słabe, ale nie straciliśmy umiejętności. Stać nas na to, żeby odegrać znaczącą rolę w mistrzostwach świata - mówi nam przyjmujący.


Łukasz Jachimiak: Dlaczego skróciłeś sobie urlop, jaki dostałeś od Stephane'a Antigi?

Bartosz Kurek: Zrobiłem to, bo znam swój organizm. Do turnieju kwalifikacyjnego [Wrocław, 16-18 maja] do przyszłorocznych mistrzostw Europy kadra ma bardzo mało czasu. Tydzień treningu z zespołem mógłby mi nie wystarczyć, żebym był w optymalnej formie, a chcę być na te eliminacje bardzo dobrze przygotowany. Zespoły, które będą naszymi przeciwnikami, nie są ze światowego topu, ale na pewno turniej nie będzie łatwy.

Chcesz od początku zapewnić sobie miejsce w pierwszej szóstce?

- Zależy mi na tym, żeby kadra wygrywała, żebyśmy szybko zdobyli awans do mistrzostw Europy. Jeżeli będę mógł pomóc, jeśli trener mi zaufa na tyle, że wystawi mnie do składu, to mam nadzieję, że spełnię swoją rolę.

Trener i wy, zawodnicy, podkreślacie, że wywalczenie kwalifikacji jest waszym obowiązkiem, i przyznajecie, że myślami wybiegacie dalej. Wiesz, że polscy kibice wykupili już wszystkie bilety na finał i półfinały mistrzostw świata? Ewidentnie wierzą, że zagracie w tych najważniejszych meczach.

- I bardzo dobrze. A myślę, że którekolwiek zespoły zagrają w półfinałach i finale, to fantastycznie będzie obejrzeć te mecze, więc ci, którzy kupili bilety, będą zadowoleni. Jeśli uda się nam tam dojść, to niezapomniane przeżycia będą mieli nie tylko kibice, ale i my, bo to zostanie nam na resztę kariery, na całe życie. Idziemy krok po kroku, budując odpowiednią atmosferę, ducha drużyny, zgrywając się, podnosząc nasze indywidualne możliwości. Stać nas na to, żeby odegrać znaczącą rolę w mistrzostwach świata.

Myślicie o ostatnich wielkich turniejach, które wam nie wyszły? Wspominasz decydujące piłki meczu z Bułgarią na ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, które zamknęły wam drogę do ćwierćfinału?

- W tej chwili granica między dużym zwycięstwem a dużą porażką w siatkówce jest bardzo mała. Dlatego mimo naszych słabych wyników - bo trzeba otwarcie powiedzieć, że były w ostatnim sezonie słabe - każdy z nas wie, na co nas stać. Zawodnicy tak szybko nie tracą swoich umiejętności. Dodatkowo do kadry właśnie wróciły wielkie postaci [Paweł Zagumny i Mariusz Wlazły]. Wiemy, na ile nas stać, wiemy też, że czeka nas bardzo dużo pracy, żeby na boisku pokazać to, co mamy najlepsze.

Wraca znana kwestia - stać was na medal, ale za darmo go nie dostaniecie.

- Powiem więcej - rywale zrobią wszystko, żebyśmy tego medalu nie zdobyli. Ale na pewno jesteśmy w gronie zespołów, które mogą myśleć o podium mistrzostw.

Jak duże jest to grono?

- Myślę, że duże. Właśnie dlatego cienka jest granica między zwycięstwem a porażką, bo jest wiele zespołów, które potrafią sprawić niespodziankę. Wiadomo, że faworytami są Brazylia i Rosja. My, Serbia, Bułgaria, która ma bardzo dobry skład, Niemcy z Georgem Grozerem - to czarne konie. A są jeszcze zespoły, z których siły nie zdajemy sobie sprawy, a które mogą świetnie trafić z formą akurat na mistrzostwa. Myślę, że jesienią o medale powalczy 8-10 zespołów.