Kontrakt Antigi wyjechał w teczce do Czech [Rozmowa z Mirosławem Przedpełskim]

- Jestem zły na media, bo to one ujawniły, że rozmawiamy z Antigą, właściwie przesądziły, że już jest trenerem, podczas gdy zarząd dopiero dzień później zatwierdził go jako kandydata. Siłą rzeczy następnego dnia przystąpiliśmy do negocjacji. Za szybkie jest to nasze dziennikarstwo wokół siatkówki, ale zapewniam, że nie ma żadnego problemu Antigi - mówi Mirosław Przedpełski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Przemysław Iwańczyk: Stéphane Antiga twierdzi, że nie jest jeszcze trenerem reprezentacji, bo nie podpisał umowy. I nie podpisze, bo PZPS wpisał mu w nią punkt, na który się wcześniej nie umawialiście - weryfikację po każdym turnieju i możliwość wcześniejszego rozwiązania kontraktu.

Mirosław Przedpełski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej: Przyznaję, że umowa nie została jeszcze przez Antigę podpisana. Z prozaicznego powodu - dzień przed przedstawieniem Francuza prezes PGE Skry Bełchatów Konrad Piechocki [jest także członkiem zarządu związku] wziął ją do teczki i wyjechał do Czech, gdzie spędzał ostatnio czas. Ma wrócić we wtorek, wtedy da Antidze dokumenty do podpisu, więc formalnie Francuz dopiero zostanie selekcjonerem.

Ale nie podpisze, jeśli będzie sporny punkt.

- Umowa ma wszystko, na co umawialiśmy się we wcześniejszych negocjacjach. Taką Antiga zaakceptował i taką podpisze. Nieporozumienia wzięły się stąd, że zarząd związku zaczął zastanawiać się, co będzie, jeśli nowemu selekcjonerowi nie wyjdzie. Jest przecież debiutantem, wszystko się może zdarzyć. Działacze zaproponowali, by ocenić go po roku pracy, zastrzegając to w kontrakcie. Antiga się nie zgodził i tak naprawdę chyba ma rację, bo rok to zdecydowanie za krótki czas na podsumowania. Stanęło więc na tym, że takiego warunku nie będzie.

Czy coś jeszcze stoi na przeszkodzie, by Antiga podpisał kontrakt?

- To był jedyny sporny punkt, inne nie budziły żadnych zastrzeżeń. Odpuściliśmy, nowy trener będzie miał ważną umowę - jak chciał - do końca 2016 r. Sam jednak po dżentelmeńsku zaproponował, że jeśli nie będzie dawał rady, powie nam o tym i będzie można rozwiązać kontrakt.

Może więc postąpiliście zbyt pochopnie, najpierw ogłaszając Antigę trenerem, a dopiero później negocjując i podpisując z nim kontrakt. Nowy trener może zażądać teraz działki na Księżycu.

- Nie będę ukrywał, nie taka powinna być kolejność. I jestem z tego powodu zły. Nie na siebie czy działaczy, lecz na media. Bo to one ujawniły, że rozmawiamy z Antigą, właściwie przesądziły, że już jest trenerem, podczas gdy zarząd dopiero dzień później zatwierdził go jako kandydata. Siłą rzeczy następnego dnia przystąpiliśmy do negocjacji. Za szybkie jest to nasze dziennikarstwo wokół siatkówki, ale zapewniam, że nie ma żadnego problemu Antigi. Jestem zresztą w Japonii i muszę się teraz tłumaczyć z rzeczy, które nie są żadną sensacją. Powtórzę: we wtorek Antiga podpisze dokumenty przekazane mu przez Piechockiego.

Co pan robi w Japonii?

- Pracuję dla FIVB (światowej federacji). Przy okazji Pucharu Wielkich Mistrzów przygotowujemy kontrakty telewizyjne i marketingowe do 2020 r., rozmawiam też z potencjalnymi sponsorami przyszłorocznych mistrzostw świata w Polsce. Są to firmy z branży samochodowej i elektronicznej oraz producenci sprzętu sportowego - Asics i Mizuno.