Gruszka: Nie żegnam się. Wrócę!

Trener nie zabiera mnie tylko na jedną imprezę, więc nie piszcie mi pożegnania. Chcę walczyć o powrót, marzy mi się olimpijski medal - mówi Piotr Gruszka, legendarny polski siatkarz, którego Andrea Anastasi nie powołał na Puchar Świata
Przemysław Iwańczyk: Twoja nieobecność w kadrze na turniej w Japonii (20 listopada - 4 grudnia) to koniec epoki w polskiej siatkówce.

Piotr Gruszka: Mam nadzieję, że nie koniec. Moje cele i marzenia się nie zmieniają. Dopóki będę miał szansę awansować na igrzyska i zagrać w nich, będę walczył. Trener nie zabrał mnie tylko na jedną imprezę, szanuję jego decyzję. Liczę, że skład, który wybrał, będzie zwycięski. Tyle...

Byłeś zaskoczony?

- Nie byłem zaskoczony, kiedy opublikowano skład, bo trener zadzwonił do mnie wcześniej i poinformował o swoim wyborze. Traktuję jego ruch jako wyraz szacunku do mnie. Akceptuję jego decyzję, to była najlepsza według selekcjonera opcja na ten turniej. On ma decydujący głos. A dla mnie to znak, by powrotu do pełni formy po kontuzji nie zostawiać tylko czasowi. Najwyraźniej trzeba jeszcze zwiększyć obciążenia i po prostu ciężko zapieprzać. Jeśli otworzy się szansa, by znów powalczyć o miejsce w kadrze, muszę być gotowy.

Mówisz jak sportowiec, który dopiero rozpoczyna karierę, a nie jest u jej schyłku. Skąd w tobie tyle determinacji?

- Siatkówka to moje życie, w kadrze spędziłem całą karierę. Takiej rywalizacji nie było nigdzie indziej, dzięki reprezentacji najbardziej podnosiłem swoje umiejętności, zdobywałem doświadczenia na wielu turniejach. Chcę jeszcze walczyć o medal w Londynie, dlatego mocno wierzę, że chłopaki zakwalifikują się na igrzyska.

Kibice liczyli, że nawet jeśli nie pomożesz na boisku, wzmocnisz zespół mentalnie i znajdzie się dla ciebie miejsce w "czternastce".

- Także poza boiskiem staram się pełnić swoją funkcję, ale kadra to nie miejsce na eksperymenty. Muszą być w niej ludzie gotowi do gry i pracy na najwyższych obrotach. W Japonii nie będzie czasu na budowanie atmosfery poza boiskiem, wyniki ją zbudują, najlepiej, by był to awans. Na pierdoły nie ma czasu. Trzeba jechać i w dwa tygodnie osiągnąć cel. Awans!

Przez 16 lat ani razu nie odmówiłeś kadrze.

- Nie grałem tylko w Lidze Światowej w 2009 roku, kiedy trener Daniel Castellani postawił na młodzież. Poza tym byłem zawsze, bo reprezentacja jest dla mnie czymś wyjątkowym. Każdy sportowiec, obojętnie co uprawia, o niej marzy. To wyróżnienie, wielki honor, miałem szczęście. Choć w kadrze bywa różnie, pojawiają się różne niedogodności, zawsze zwycięża duma. Bo kadra to coś więcej.

Czyli nie powinniśmy pisać ci jeszcze pożegnania z reprezentacją?

- Nie róbcie mi żadnego podsumowania, przyjdzie na to czas. Piłka wciąż jest w grze. Puchar Świata, kwalifikacje olimpijskie, same igrzyska, jest wiele możliwości powrotu. Kiedy nadejdzie mój czas, ładnie się pożegnam. Ale jeszcze nie teraz.



Piotr Gruszka ? nie ma żalu