Liga siatkarek. Nieczysta gra państwową kasą

Polska Grupa Energetyczna, największy producent energii elektrycznej w Polsce, szczodrze sponsoruje siatkarską Skrę Bełchatów. A ta dzięki ogromnemu jak na nasze standardy budżetowi opłaca tłum medalistów mistrzostw świata i Europy, zapobiega odpływowi za granicę wielbionych przez kibiców gwiazd, od sześciu lat niezagrożenie panuje w lidze. Powstał twór wyjątkowy w całym polskim sporcie.
Zazdrośni rywale za hegemonem nie przepadają, bo nie stać ich, by rzucić mu wyzwanie. Wytykają prezesowi Konradowi Piechockiemu zawdzięczane spółce skarbu państwa luksusy, niektórzy chcieliby, żeby PGE, jeśli zamierza wspierać siatkówkę, rozdawała pieniądze wszystkim klubom. Zapominają, że państwowi sponsorzy dofinansowują także inne drużyny, choć mniej hojnie.

Niestety, niecierpliwie wyczekujący spektakularnego międzynarodowego sukcesu szefowie Skry coraz częściej prą na skróty, wbrew duchowi sportu. Płacą za organizację turnieju finałowego europejskiej Ligi Mistrzów, dzięki czemu siatkarze nie muszą awansu do niej wyskakać na boisku. Bywają też zapraszani - również pomimo braku sportowych zasług - do innych prestiżowych imprez. W 2008 r. wystąpili w finale wspomnianej LM, w 2009 r. w klubowych mistrzostwach świata, w 2010 r. - znów w finale LM. Mistrzowie Polski dostają się do elity bez wychodzenia na boisko, bo sukcesy przy stołach negocjacyjnych odnoszą działacze. Awans w pewnym sensie kupują.

Teraz przebyli kolejną barierę. PGE postanowiło sponsorować kobiecą drużynę z Sopotu, na razie bardzo słabą. Plan był prosty: siatkarki Trefla awansują do najwyższej ligi, ściągamy sławy boiska i trenerską, dopadamy mistrzostwa Polski, podbijamy Europę.

Ale siatkarki wycięły działaczom przykry numer. Nie awansowały.

Działacze nie chcą czekać rok, by spróbować - jak to w prawdziwym sporcie, premiującym długotrwały wysiłek oraz cierpliwą pracę - jeszcze raz. Najpierw spytali, czy miejsca w lidze nie odda im przeciwnik, który ich pokonał - TPS Rumia. Po odmowie pojechali do Piły. Szefów tamtejszego klubu mającego kłopoty finansowe przekonali. Milion złotych wystarczył, by w najwyższej lidze Trefl zagrał. A siatkarki z Piły zostały zesłane do niższej klasy - choć na degradację też nie zasłużyły.

To proceder coraz popularniejszy, toczący i siatkówkę polską, i zagraniczną. Skrę wyróżnia istotny detal - nieczystą grę prowadzi dzięki kapitałowi państwowej spółki. Za publiczne pieniądze już nie promuje sportu, lecz go niszczy.

Nowy trener mistrzyń Polski ?