Joanna Mirek: Od trenera Serwińskiego nie usłyszałam dziękuję

- Spodziewałam się innego pożegnania, przecież grałyśmy w Muszyniance wiele lat - przyznaje była reprezentantka Polski
Po przegraniu mistrzostwa Polski w drużynie rozpoczęła się rewolucja. Z klubem pożegnało się aż osiem zawodniczek, które w Muszyniance występowały kilka lat i blisko połowa pomogła w zdobyciu trzech tytułów. Wśród nich jest Joanna Mirek, liderka zespołu, dwukrotna mistrzyni Europy i czołowa polska przyjmująca ostatnich lat.

Piotr Jawor: Po kilku sezonach żegna się Pani z Muszyną.

Joanna Mirek: Zmieniam klub, ale to nie jest dla mnie zaskoczenie. Spodziewałam się tego, bo kończył mi się kontrakt.

Rozmawiała Pani o przedłużeniu umowy z prezesem i trenerem Bogdanem Serwińskim?

- Nie, razem z siedmioma innymi siatkarkami usłyszałam suchą wiadomość, że klub rezygnuje z naszych usług.

A słowo "dziękuję"?

- To usłyszeliśmy tylko od Ryszarda Litwina, drugiego trenera.

A od prezesa Serwińskiego?

- Nie.

To zaskakujące.

- Spodziewałam się innego pożegnania, przecież kilka z nas grało w Muszyniance wiele lat i zdobywało mistrzostwa Polski [Mirek, Izabela Bełcik i Dorota Pykosz po trzy, a Sylwia Pycia - dwa - przyp. red.], a w tym sezonie po raz pierwszy przegrałyśmy finał. O brak nowego kontraktu nie mam pretensji, choć podczas meczów z MKS-em Dąbrowa Górnicza trenera Serwiński powiedział, że sponsorzy zgodzili się na przedłużenie mojej umowy. Może jednak uznano srebro za zbyt bolesną porażkę? Ale w sporcie raz się wygrywa, raz przegrywa. Włożyłyśmy w grę mnóstwo zdrowia, ale tym razem nie wyszło. Z Muszynianką nie byliśmy do siebie przywiązani do końca życia, ale liczyłam na inne rozstanie.

Ale w porządnym klubie, tak dużej liczbie zasłużonych zawodniczek urządzono by pożegnanie.

- Ale Muszynianka to jest porządny klub! Może po prostu trener Serwiński nie potrafi się żegnać? Podobnie było kilka lat temu, gdy wymieniono sporą część składu. Tyle, że jesteśmy kobietami i może jesteśmy bardziej sentymentalne? Za to za kilka dni spotykamy się z kibicami. Mówili, że jest im przykro, ale nie wyobrażają sobie, byśmy odeszły bez pożegnania. Nie wyjadę też, dopóki nie podziękuję pani Marii Janas (prezes zarządu firmy Muszynianka) czy panu Ryszardowi Florkowi (prezes zarządu Fakro). W końcu współpracowaliśmy ze sobą wiele lat i bardzo ich cenię.

Po przegraniu złota wyglądała Pani na najbardziej - obok Agnieszki Śrutowskiej - załamaną zawodniczkę Muszynianki.

- Mocno to przeżyłam, ale w trakcie tego spotkania wydarzyło się wiele rzeczy, o których nie powiem ani słowa. O tym odejściu w ogóle jest mi ciężko mówić. Wyszło jak wyszło, ale jak przyjadę jeszcze kiedyś do Muszyny, to na pewno wyciągnę rękę do trenera Serwińskiego.

Co dalej z Pani karierą?

- Nie kończę z siatkówką, ale jeszcze nie zdecydowałam, gdzie będę grać. Teraz mam urlop i parę dni poświęcę na uregulowanie spraw związanych z klubem. Było minęło, życie się nie kończy.