Siatkówka. Czwórka oddala się od AZS-u Olsztyn, ZAKSA, Resovia i Jastrzębski Węgiel na fali wznoszącej

27. kolejka zmagań PlusLigi oddaliła pierwszą czwórkę zespołów od pozostałej części tabeli. W hicie Indykpol AZS Olsztyn przegrał w tie-breaku z PGE Skrą Bełchatów, natomiast swoje mecze bardzo pewnie wygrały ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Asseco Resovia Rzeszów i Jastrzębski Węgiel.
Indykpol AZS Olsztyn - PGE Skra Bełchatów 2:3 (27:29, 15:25, 25:22, 25:19, 9:15)

Hit kolejki w Olsztynie miał decydować o rozkładzie sił w czołówce tabeli. Podział punktów okazał się mniej korzystny dla gospodarzy, którzy po porażce w tie-breaku tracą do pierwszej czwórki już cztery punkty. Samo spotkanie mogło się podobać. W przypadku miejscowych najbardziej widowiskowe akcje należały do Wojciecha Włodarczyka, Jana Hadravy i Aleksandra Śliwki, którzy zdobyli najwięcej punktów z całego swojego zespołu (kolejno 24, 20 i 20). W drużynie bełchatowian Nicolas Uriarte dużo większy nacisk położył na środek, w którym świetnie spisał się Srećko Lisinac (20 punktów, 84 procent dokładności ataku) oraz na ofensywę (24 punkt Mariusza Wlazłego), dając przyjmującym Nikołajowi Penczewowi i Arturowi Szalpukowi okazję do zajęcia się przyjęciem. Siatkówka gości była skuteczniejsza o zagrywkę, która finalnie zrobiła największą różnicę między zespołami.

Po sobotnim zwycięstwie Skra jest na 4. miejscu w tabeli. Na 3. kolejki przed końcem rundy zasadniczej piąty AZS Olsztyn traci do niej cztery punkty.

BBTS Bielsko-Biała - Asseco Resovia Rzeszów 0:3 (16:25, 19:25, 19:25)

Pewne zwycięstwo rzeszowian za trzy punkty pomogło zespołowi utrzymać 2. miejsce w tabeli. - Resovia ma czternastkę zawodników, a nie szóstkę. Od początku pracy w tym klubie taka była moja idea budowania zespołu i to zawsze cała grupa zdobywała mistrzostwo - po meczu powiedział trener wicemistrzów kraju, Andrzej Kowal, tłumacząc dużą rotację w składzie gości.

BBTS zagrał bardzo słaby mecz. Na boisku nie było lidera - w drugim secie kończącego jedną na trzy piłki Bartosza Janeczka zmienił Paweł Gryc, jednak i on nie podniósł skuteczności swojego zespołu. Finalnie drużyna z Bielska-Białej skończyła pojedynek z 35 procentową dokładnością ataku, 45 procentową w przyjęciu, pięcioma blokami i jednym asem serwisowym.

Effector Kielce - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3 (19:25, 19:25, 15:25)

Niemal pewni zachowania pierwszego miejsca kędzierzynianie nie potraktowali niżej notowanych rywali ulgowo. W szóstce pojawili się Dawid Konarski (15 punktów), Benjamin Toniutti, Sam Deroo (18 punktów) oraz Rafał Buszek (10), czyli teoretycznie na ten moment najsilniejszy skład ZAKSY. - ZAKSA to zespół, który nie popełnia prostych błędów, a w najważniejszych momentach gra bardzo dobrze. Były chwile, kiedy graliśmy jak równi z równym, ale to było tylko kilka piłek. Potem traciliśmy koncentrację, rywal przyciskał i wynik nam uciekał. To właśnie pokazuje jakiej klasy jest to przeciwnik. Mogliśmy trochę bardziej powalczyć. Pokazaliśmy charakter, mimo że wynik udowodnił co innego. Na pewno nie położyliśmy się przed mistrzem Polski. Cieszę się, że dostałem kolejną szansę. Trenuję po to, żeby grać, jestem nastawiony, żeby wykorzystywać każdą szansę. Nie przyszedłem do Kielc po to, żeby klaskać tylko, żeby walczyć. Mam nadzieję, że odpłaciłem się i zagrałem jak najlepiej - powiedział po spotkaniu zawodnik Effectora, Konrad Formela.

Jastrzębski Węgiel - Cerrad Czarni Radom 3:0 (25:23, 25:20, 25:19)

Początkowo przewaga gospodarzy nie była duża, ale z każdym setem rosła. Walczący o miejsce w najlepszej czwórce fazy play-off jastrzębianie muszą jednak uważać na serie traconych punktów, które zdarzały się im w każdym secie poniedziałkowego spotkania. W drużynie Cerradu najlepiej zagrał Jakub Ziobrowski, który zdobył 16 punktów, atakując 28 razy. Na pochwałę mimo wyniku zasłużył również jeden z kandydatów do siatkarskiej reprezentacji Polski, Michał Kędzierski, który potrafił na tyle dobre przygotować blok, by raz zarazem natrafiał na niego Salvador Hidalgo Oliva.

MKS Będzin - ONICO Politechnika Warszawska 1:3 (23:25, 21:25, 25:18, 21:25)

Mecz drużyn z 10. i 11. miejsca zakończył się na korzyść niżej notowanego zespołu. Pod wodzą Pawła Zagumnego ONICO AZS Politechnika Warszawska wróciła do skutecznego ataku. 51 procent skuteczności ofensywy, 48 przyjęcia, 10 bloków i as serwisowy wystarczyły, by pokonać będzinian (48 i 39 procent, 11 bloków, 7 asów).

Warty odnotowania w spotkaniu był pojedynek środkowych - Krzysztofa Rejno i Andrzeja Wrony. Pierwszy z nich przy 80 procentowej skuteczności zdobył 16 punktów, natomiast drugi 7, grając z 71 procentami dokładności.

GKS Katowice - Cuprum Lubin 2:3 (25:23, 13:25, 18:25, 29:27, 12:15)

O tym, że GKS Katowice lubi rozgrywać tie-breaki u siebie przekonali się również siatkarze Cuprum Lubin. I tym razem podopiecznym Piotra Gruszki nie udało się wygrać w piątej partii, co jest już trzecim takim wynikiem po spotkaniach z Resovią i Skrą. - Po raz kolejny pokazaliśmy, że walczymy do końca i nigdy się nie poddajemy. Graliśmy o każdą piłkę i to się opłaciło. Efekt był taki, że zdobyliśmy w tym starciu jeden punkt. Wiadomo, że z porażki nigdy nie można się cieszyć, ale musimy szanować zdobyty punkt. Jest on dla nas bardzo ważny, a niewiele zabrakło, by Cuprum zgarnęło ich komplet - powiedział po spotkaniu środkowy katowiczan, Bartłomiej Krulicki. - Oddaliśmy lubinianom pole. Gra nam się zupełnie nie kleiła i ciężko było cokolwiek zdziałać. W odpowiednim momencie zebraliśmy się i wróciliśmy do swojej dyspozycji - podsumował.

Łuczniczka Bydgoszcz - Lotos Trefl Gdańsk 2:3 (25:23, 22:25, 25:19, 18:25, 13:15)

W tie-breaku lepsi o dwa punkty od bydgoszczan byli podopieczni Andrei Anastasiego, którym niżej notowana o siedem pozycji Łuczniczka sprawiła wiele problemów. To było przede wszystkim niezłe spotkanie indywidualne gospodarzy - Bartosz Filipiak zdobył 19 punktów, Igor Yudin 18, Milan Katić 14, natomiast Jan Nowakowski 10. Po drugiej stronie siatki Michal Masny i Przemysław Stępień kierowali piłki głównie do Damiana Schluza (26 punktów) i do średnio spisującego się w ataku Miłosza Hebdy (11 punktów). Sporo strat ofensywnych odrobił jednak Dmytro Paszycki, który aż czterokrotnie zablokował rywali.

AZS Częstochowa - Espadon Szczecin 1:3 (15:25, 25:21, 14:25, 21:25)

Jeszcze nie tak dawno AZS Częstochowa i Espadon Szczecin zamykały tabelę. W ostatnim czasie drużyna Michała Mieszka Gogola awansowała na 13. pozycję. W 27. kolejce szczecinianie ulegli zespołowi prowadzonemu przez Michała Bąkiewicza tylko w drugiej partii, w której przegrali 21:25. W pozostałych trzech odnosili wyraźne zwycięstwa, dzięki czemu są już tylko o cztery punkty od słabiej spisującego się ostatnio Effectora Kielce. - Myślę, że na zagrywce mogliśmy grać bardziej agresywnie. To głównie na dzisiaj mamy do poprawy, forma faluje nam cały czas, nie umiem tego wytłumaczyć - powiedział po spotkaniu środkowy AZS-u Częstochowa, Bartłomiej Janus. W tej sytuacji jego zespołowi pozostała jedynie walka o uniknięcie baraży. - Na pewno gdzieś to siedzi z tyłu głowy, ale trzeba myśleć pozytywnie. Mamy jeszcze trzy mecze, a później grę w fazie play-off, pewnie o 15. miejsce. Ten dwumecz trzeba będzie wygrać, więc trzeba się też pozytywnie nastawiać - dodał zawodnik.



PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały