ME kadetek. Polki przegrały z nerwami i Słowenią

16 kg waży bęben z którym ojciec jednej z siatkarek przemierzył ponad 3000 km, by pomóc kadetkom w walce o mistrzostwo Europy. W pierwszym meczu po dwóch godzinach dudnienia zamilkł - w Ankarze Polki przegrały ze Słowenią 2:3 (15:25, 25:22, 25:13, 25:27, 12:15). - Jeżeli mamy bać się grać w siatkówkę, to mogliśmy zostać w domu i tu nie przyjeżdżać. Mistrzostwa nie są dla cykorów! - grzmiał po meczu trener Andrzej Peć.
Mecz i mistrzostwa Polki zaczynają źle - od popsutej zagrywki Eweliny Tobiasz. Choć już chwilę później Słowenki oddają im prezent kiwając w aut, wkrótce okazuje się, że cały ten set będzie jak ta pierwsza zagrywka. Uderzamy po autach i już na początku rywalki prowadzą 4:1. Polki słabo grają w przyjęciu, a Słowenii zaskakują na środku siatki - z tej strefy nie atakowały dotąd niemal wcale! Po błędzie Aleksandry Wójcik trener Andrzej Peć prosi o czas - na tablicy 3:7. Dziewczyny studzą nerwy, ale po długiej wymianie w aut atakuje Ewelina Janicka. Polki wyraźnie spięte początkowym niepowodzeniem popełniają błędy. Po pojedynczym bloku na Patrycji Flakus przegrywają 6:12 - trener Polek prosi o drugą przerwę. Po niej, dzięki dwóm dobrym atakom Igi Chojnackiej, odrabiamy nieco straty. Nie do zatrzymania jest jednak Urska Iglicar. Po kolejnym słabym przyjęciu Pauliny Głaz trener wprowadza na boisko Martynę Grajber. Słowenki nie odpuszczają i na drugiej przerwie technicznej prowadzą 16:10. Trener zmienia także rozgrywającą - pojawia się Natalia Gajewska. Obraz gry - wciąż ten sam. Nika Blagne i Iglicar skutecznie przełamują polski blok. Punktuje nawet rozgrywająca, która kiwkami w środek zdobywa 21 i 23 punkt. Chwile potem Słowenki stawiają kropkę nad i - wygrywają do 15!

W drugiej partii Grajber pozostaje na przyjęciu, ale na rozegranie wraca Tobiasz. Nie na długo - po błędzie na placu gry znów pojawia się Gajewska. I już po chwili zdobywa pierwszy punkt przepychając piłkę na siatce. 5:4 szybko zmienia się w trzypunktowe prowadzenie, gdy z kontry atakuje Wójcik, blok zaliczają Janicka i Gajewska, a kolejne oczko atakiem z drugiej linii dokłada Flakus. Wszystko to zasługa lepszej gry w bloku i obronie. Słowenki coraz częściej nie kończą swoich ataków. O czas prosi trener Boris Klokocovnik. Po błędzie w przyjęciu Lany Scuki odskakujemy na 10:5. Polki grając jakby ktoś dokręcił im wreszcie wszystkie śrubki i maszyna zaczęła prawidłowo działać. Odzyskały radość z gry i pewność siebie. Uzasadnioną - na drugiej przerwie prowadziły już 16:9. Słowenki pogubiły się w przyjęciu a ich liderki zaczęły uderzać w aut. U nas w pewnym momencie liderki zabrakło. Po raz kolejny piłkę obok własnych sznurówek oglądała Flakus. Trener Peć poprosił o czas - prowadzenie stopniało na 21:17. Gdyby nie niekończące się prezenty rywalek, biało-czerwone miałby problem z dowiezieniem prowadzenia. Autowy serwis rywalek dał nam piłkę setową. Zanim jednak ta partia się skończyła, na boisku pojawiła się druga atakująca - Natalia Strózik. Ulgę przyniósł jednak pipe w wykonaniu Wójcik - głośno o ziemię zarył spadający z serca kamień. Polki wygrywają seta 25:22.

4:2 prowadzą młode Polki po ataku Wójcik i asie Chojnackiej na początku trzeciego seta. Słowenki odrabiają straty blokiem i atakiem Iglicar. I znów cios Polek - dwa bloki Grajber i Janickiej. Ta ostatnia dokłada jeszcze dwie prawdziwe "kosy" ze środka i na pierwszej przerwie technicznej jesteśmy górą - 8:5. Błąd ustawienia rywalek był kolejnym w tym meczu podarunkiem. Kolejne oczka Polki wywalczyły same - głównie dzięki Grajber i Wójcik, które dobrze spisywały się w kontrach. Nie radziła sobie za to Flakus, którą ponownie zastąpiła Strózik. To jej blok z Janicką dał nam prowadzenie 16:9 na drugiej przerwie technicznej. I okazał się być śniegową kulką, która wywołała istną "lawinę bloków"! Słowenki nie miały na siatce nic do powiedzenia. Polki wygrały w tym elemencie 6:1, a w całym secie pewnie i bez dreszczowca w końcówce - 25:13.

Słowenki nie zwiesiły głów - seta ostatniej szansy zaczęły od mocnej zagrywki i prowadzenia 4:1. Trener Peć powiedział dość. I chyba coś jeszcze, co obudziło jego zawodniczki. Wyrównały na 6:6, w czym ponownie pomogły popsute zagrywki Słowenek. Ale były to ostatnie tego dnia uprzejmości z ich strony. W czwartej partii siatkarki pazurami wydzierały sobie punkty, choć cały czas jedno draśnięcie więcej czuły na skórze Słowenki. Polki kilkakrotnie odskakiwały na dwa oczka (8:6, 18:16, 22:20), ale za chwilę traciły przewagę. To zemściło się w nerwowej końcówce, bo Słowenki wreszcie przegoniły nasze siatkarki. Nie wykorzystane meczowe po bloku na Wójcik zamieniły się w setową dla rywalek. Te wykorzystały już pierwszą okazję. Udany kontratak dał wynik 27:25 - jednoczesne zaproszenie do tie-breaka.

Dobry początek w wykonaniu Strózik pozwolił odskoczyć na 3:1. Od tego momentu lepiej punktowały jednak Słowenki - błędy w przyjęciu i nieskończone ataki zmieniły wynik w 3:5. Wreszcie przypomniała o sobie nasza atakująca Strózik i dobrze blokująca tego dnia Janicka - udało się wyrównać. Iglicar nie chciała jednak odpuścić i ponownie młode siatkarki szły ramię w ramię. Zmieniając strony biało-czerwone przegrywały 7:8. Cały czas znajdywały jednak sposób, by im dorównać. Nawet gdy te prowadziły już 12:10. Jednak po dwóch udanych akcjach Polki zjadły nerwy. Tak bardzo bały się popsuć piłkę, że nie mogły skończyć ataku. Słowenkom odwagi nie brakowało - trzykrotnie wykorzystały kontrę i po ponad dwóch godzinach walki to one cieszyły się z dwóch punktów i zwycięstwa na inaugurację mistrzostw Europy.

- My z jednego punktu i walki nie cieszymy się wcale - mówił zły po spotkaniu trener Peć. - Bardzo bałem się tego meczu, bo wiedziałem, że słaby przeciwnik może zrobić nam bardzo dużo krzywdy. Tak też było. W pierwszym secie, podobnie jak w czwartym i piątym główną rolę grały emocje - ocenił szkoleniowiec, zapowiadając poważną rozmowę ze swoimi podopiecznymi.

- Jeżeli mamy bać się grać w siatkówkę, to mogliśmy zostać w domu i tu nie przyjeżdżać. Mistrzostwa nie są dla cykorów! - grzmiał Peć.

W niedzielę o 18 czasu polskiego Polki zagrają z gospodarzem imprezy - Turcją. Z sześciozespołowej grupy wychodzą cztery zespoły - dwa najlepsze bezpośrednio do półfinału.

Składy:

Polska: Flakus, Głaz, Tobiasz, Wójcik, Chojnacka, Janicka i Korabiec (libero) oraz Stózik, Gajewska

Słowenia: Najdić, Petranowić, Blagne, Iglicar, Kolbl, Kucej i Sesel (libero) oraz Oder, Mori, Mlakar.

- Każdy mecz ważny. Z Serbkami najtrudniejszy - Andrzej Peć ?