Władze Białorusi nie chciały Skry na swoim niebie

Co z tego, że nigdy nie wygraliśmy w Rosji? Zawsze jest ten pierwszy raz - mówią przed rewanżem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów siatkarze PGE Skry.
Bełchatowianie walczą, by po raz trzeci w historii klubu zagrać w Final Four. Muszą jednak wyeliminować mistrza Rosji Zenit Kazań. - Nie mieliśmy szczęścia w losowaniu, choć trudno to nazwać losowaniem - stwierdza Konrad Piechocki, prezes klubu. Dziwnym trafem w drugiej rundzie pucharowej wpadły na siebie dwaj najsilniejsi przeciwnicy Trentino Volley, który organizuje turniej finałowy. Piechocki zaraz jednak dodaje, że trzeba się pogodzić z losem, który jego drużynie nie sprzyja.

Także Jacek Nawrocki wolałby zmierzyć z każdym innym przeciwnikiem z czwórki, która - oprócz PGE Skry i drużyny z Kazania - walczy o prawo gry w finale. Trudno bowiem przypuszczać, żeby PGE Skra nie poradziła sobie z Jastrzębskim Węglem lub Noliko Maaseik (pierwszy pojedynek 3:2 wygrali wicemistrzowie Polski). W drugiej parze Dynamo Moskwa niespodziewanie pokonało na wyjeździe włoskie Cuneo 3:1. Oba zespoły z pewnością mają mniejszy potencjał niż Zenit, którego siłę ofensywną można co najwyżej porównać z Trentino. Z tym, że w rosyjskiej drużynie wszyscy zagrywają bardzo mocno, zaś we włoskiej tylko trzech graczy.

Na dodatek bełchatowianie mieli pecha, bo ich przeciwnicy rozegrali najlepszy mecz w tym sezonie. Mimo to jednak nie czują się jeszcze finalistami, podkreślając, że... też trafili na najmocniejszą drużynę. Rosyjskie gazety i portale sportowe oraz cytowani przez nich eksperci stawiają wyżej PGE Skrę niż Cuneo i Dynamo. W Kazaniu zorganizowano nawet konferencję prasową, której tematem było spotkanie z PGE Skrą. Wzięli w niej udział prezes republikańskiego związku siatkarskiego Tatarstanu Tarid Muhamietszin oraz trener Władymir Alekno. Tego pierwszego dziennikarze pytali m.in., kiedy na meczach siatkarskich będzie tylu kibiców, co w Łodzi, i kiedy będą się tak zachowywać jak fani PGE Skry. - Postaramy się, żeby w przyszłości też tak było - odpowiedział Muhamietszin. Zapowiedział, że w środę organizuje w Sankt Peterburgu, bo tak nazywa się nowy obiekt w mieście, siatkarskie święto. Trzy godziny przed spotkaniem Ligi Mistrzów (rozpocznie się o godz. 18 czasu moskiewskiego, czyli 16 polskiego) żeński zespół Dynama Kazań zmierzy się z Protonem Saratow.

Jakby mało było nieszczęść, okazało się, że duży palec u prawej nogi złamał w środę Miguel Falasca. To z pewnością miało wpływ na słabszą postawę mistrzów Polski w czwartym i piątym secie. - Wysoka adrenalina sprawiła, że mógł grać. Ból pogłębiał się jednak po zagrywkach z wyskoku - opowiada Tomasz Kuciapiński, fizjoterapeuta PGE Skry. Leczenie takiego urazu trwa od dwóch do trzech tygodni. - Ale ja bardzo chcę zagrać w środę - mówił w poniedziałek na łódzkim lotnisku hiszpański rozgrywający.

Falasca znalazł się w ekipie, która o godz. 15 odleciała samolotem czarterowym do stolicy Tatarstanu. Bełchatowianie musieli lecieć do Kazania przez Ukrainę z międzylądowaniem w Charkowie. Władze Białorusi nie zgodziły się bowiem na przelot samolotu z mistrzami Polski nad swoim terytorium.