Giganci walczą w Łodzi o finał Ligi Mistrzów

- Zmierzymy się z klubem, który gra pod nie mniejszą presją niż my - mówi przed spotkaniem z Zenitem Kazań Jacek Nawrocki, trener PGE Skry Bełchatów. Stawką rywalizacji jest awans do Final Four
Mecze siatkarskie drużyn polskich i rosyjskich zawsze wywołują więcej emocji niż na przykład polskich i włoskich. Dlatego dzisiaj ok. godz. 18 temperatura w hali przy ul. ks. Skorupki będzie bardzo wysoka. Jeśli ktoś ma słabe serce albo nie lubi hałasu, powinien zostać w domu. Jednak prawdziwi kibice z pewnością nie będą żałować, bo taka gratka zdarza się bardzo rzadko.

Napięcie czuć już od kilku dni. Siatkarze PGE Skry męczyli się w sobotę z Delectą, gdyż myślami byli już przy Zenicie. Trener Rosjan Władymir Alekno niespodziewanie zabronił swoim zawodnikom udzielania wywiadów przed meczem.

Klub z Bełchatowa od trzech lat większość spotkań w europejskich pucharach rozgrywa w Łodzi. Ze świetnym skutkiem, bo w ubiegłym sezonie ustanowił - prawdopodobnie na długie lata - rekord frekwencji w Lidze Mistrzów. Dzięki wsparciu kilku czy kilkunastu tysięcy kibiców odprawia rywala za rywalem. W Atlas Arenie PGE Skra przegrała tylko raz - z Dynamem Moskwa w Final Four.

Na fazę pucharową najlepsi polscy siatkarze wrócili do hali przy ul. ks. Skorupki. Tam też doznali tylko jednej porażki - 23 marca 2008 roku ulegli Dynamo TatTransGaz Kazań 2:3 (później przemianowanemu na Zenit) w walce o wejście do ścisłego finału Ligi Mistrzów. - Jest tam coś specyficznego, co buduje atmosferę podczas meczów. Z tego powodu przenieśliśmy się z Atlas Areny, i to się sprawdziło - opowiada Konrad Piechocki, prezes klubu. Co ma w sobie stara hala wyjaśnia Daniel Pliński: - Boiska wszędzie mają takie same wymiary. Ale tutaj mamy wrażenie, że kibice grają razem z nami.

W obu zespołach zostało wielu siatkarzy pamiętających pojedynek sprzed trzech lat. W Zenicie są to: rozgrywający Lloyd Ball, środkowi Andriej Jegorczew i Nikołaj Apalikow, przyjmujący Siergiej Tietiuchin oraz libero Władysław Babiczew, a w PGE Skrze: Mariusz Wlazły, Daniel Pliński, Michał Bąkiewicz, Radosław Wnuk i Stephane Antiga. Ball i Tietiuchin to wciąż kluczowi zawodnicy w swoim zespole. Amerykanin uważany jest za jednego z najlepszych rozgrywających na świecie, nic więc dziwnego, że zarabia najwięcej w lidze rosyjskiej. Już jednak zakomunikował, że to dla niego ostatni sezon w Kazaniu, dlatego chce zdobyć wszystkie możliwe trofea. Zostały mu dwa, bo w Pucharze Rosji Zenit przegrał w półfinale.

- Nie wiem, czy Ball jest najlepszym rozgrywającym na świecie. Ale liczba sukcesów na jego koncie świadczy o klasie - mówi Michał Winiarski, jedyny bełchatowianin mający na koncie zwycięstwo w Lidze Mistrzów. W Zenicie takich graczy jest pięciu, bo trzy lata temu ta drużyna wygrała łódzki turniej. Poza tym Ball i William Priddy to aktualni mistrzowie olimpijscy.

Ale mimo większych sukcesów na koncie mistrza Rosji PGE Skra nie musi czuć się gorsza. Przede wszystkim jest lepszą drużyną niż w poprzednim sezonie, kiedy pokonała Zenit w klubowych mistrzostwach świata. Skoro stać ją było na rozbicie w Łodzi Trentino Volley, to powinna poradzić sobie z mistrzem Rosji. Trener Jacek Nawrocki twierdzi, że Zenit i Trentino to rywale o podobnej sile, a różni ich rozkład ataku. W Zenicie opiera się on na Maksimie Michajłowie i środkowych. - Ball potrafi rozegrać krótką z trzeciego czy czwartego metra - dodaje Winiarski. Jego koledzy dodają jednak, że Włosi lepiej spisują się w bloku. - Mam nadzieję, że Zenit i Trentino nie zagrają ze sobą w tym sezonie - mówi Nawrocki.

Z pewnością atutem zawodników z Kazania jest zagrywka. Tak jak w całej lidze rosyjskiej wszyscy starają się serwować bardzo mocno. W tej edycji Ligi Mistrzów Zenit zdobył w ten sposób aż 50 punktów, a PGE Skra o dziewięć mniej. Ale wśród bełchatowian są wybitni przyjmujący, którzy potrafią radzić sobie w tak trudnych sytuacjach. W ataku też mistrzowie Polski nie powinni mieć kompleksów, bowiem Bartosz Kurek czy Mariusz Wlazły to przecież medaliści mistrzostw świata czy Europy. Dużo będzie zależeć od Winiarskiego, który jednak długo pauzował z powodu bólu pleców. - Nieraz trenuje się bardzo dużo i gra słabo, a czasem po przerwie można rozegrać mecz życia - twierdzi przyjmujący z Bełchatowa i dodaje, że wychodzi na prostą.

Ale podstawą do osiągnięcia dobrego wyniku jest postawa Miguela Falaski. Hiszpan bez wątpienia ma najlepszy sezon w Bełchatowie, ale, niestety, zdarzają mu się gorsze spotkania. Tak było choćby w Roeselare czy w sobotę w Bydgoszczy. Bo przy tak wysokiej i dobrze blokującej drużynie jak Zenit wszystkie niedokładności czy schematy mogą się źle skończyć.

Początek meczu o godz. 17.45. Ostatnich kilkadziesiąt biletów można będzie kupić od godz. 14 w kasie hali. Rewanż zostanie rozegrany za tydzień w Kazaniu.

Rosyjskie problemy

Ekipa z Kazania przyleciała do Łodzi w poniedziałek wieczorem. W artykule na swojej stronie internetowej Rosjanie narzekali na długą i męczącą odprawę, na długie oczekiwanie na autokar, a także brak potwierdzenia rezerwacji w hotelu Ambasador. - Odprawa była normalna, autokar długo czekał na drużynę, a hotel Zenit załatwiał sobie sam - odpowiada Grzegorz Stawinoga, wiceprezes PGE Skry. - Proponowaliśmy hotel Bortowiecki, w którym my mieszkamy, ale odmówili i sami sobie załatwiali zakwaterowanie. Z jednym zarzutem się zgadzam: że zmieniliśmy halę na gorszą dla nich - śmieje się.