Siatkówka. CEV dostrzegła problem, czy się ugnie pod presją klubów?

W tym roku prezesi polskich klubów wyjątkowo głośno mówią o nieopłacalności gry w europejskich pucharach. Pojawił się nawet pomysł bojkotu tych rozgrywek. Europejska federacja dostrzegła problem, jednak czy coś zmieni w sposobie rozdziału finansów?
SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź ?

Jako pierwszy w Polsce o problemie zaczął mówić prezes Tytana AZS Częstochowa, Konrad Pakosz. - Może nadszedł ten moment, kiedy cała Polska siatkówka powinna zastanowić się nad sensem udziału w tym objazdowym cyrku, jakim są europejskie puchary? No bo tak de facto nabijamy kasę decydentom z Luksemburga, a sami wpędzamy się na minę, która prędzej czy później musi eksplodować - odważnie i bez owijania w bawełnę przedstawił swoje zdanie sugerując, że możliwy jest bojkot europejskich pucharów przez polskie zespoły i być może również drużyny czołowych lig europejskich. - Te rozgrywki odbywają się wyłącznie na koszt zespołów w nich grających i to nie tylko za udział własny, ale pokrywa się wszystkie inne koszty związane z sędziami, przelotami oficjeli, dietami, zakwaterowaniem ich. Dosłownie wszystkim - potwierdza słowa Konrada Pakosza prezes ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Kazimierz Pietrzyk. Kluby nie mogą liczyć na wpływy z transmisji telewizyjnych, bandy reklamowe przy boiskach w znacznej większości zajmuje CEV, a jedyny dochód dla klubów to sprzedaż biletów. To jednak za mało, by pokryć koszty dalekich wyjazdów i organizacji spotkań.

- To worek bez dna. Koszty znacznie przewyższają zyski - przyznał na łamach Gazety Wyborczej Robert Karlik , prezes MKS Dąbrowa Górnicza. Centrostal Bydgoszcz z powodu kłopotów finansowych w tym sezonie już po raz drugi wycofał swoją drużynę z europejskich pucharów. Podobnie postąpił w tym sezonie Panathinaikos Atheny, który wycofał swą żeńską drużynę, a w każdym sezonie kilka zespołów mimo wywalczenia gry w Pucharze CEV lub Challenge Cup, rezygnuje z tego przywileju.

Wszystkie te sygnały zaczęły w końcu docierać do europejskiej federacji. Podczas niedawnego spotkania Komisji Pucharów Europejskich (ECC) w Pradze pod przewodnictwem wiceprezydent CEV Riet Ooms poruszono problemy, jakie pojawiły się podczas rozgrywek europejskich w tym sezonie. ECC zastanawiało się nad przyczynami problemów finansowych czołowych europejskich klubów. - Niektóre kluby ponoszą bardzo duże koszty związane z podróżami, na przykład z Europy Zachodniej na Syberię. Analizujemy tę sytuację bardzo uważnie i zastanawiamy się, jak pomóc klubom - mówi Riet Oooms.

Z pewnością pozytywnym aspektem całego spotkania jest fakt, że CEV zaczęła otwarcie przyznawać, że problem istnieje. Nie oznacza to jednak, ze już w przyszłym sezonie rozgrywkami pucharowymi wstrząśnie rewolucja i klubom nagle zaczną się one opłacać. Europejska Federacja będzie raczej dążyła do powolnego uspokojenia nastrojów i ewentualnego zmniejszenia kosztów ponoszonych przez kluby (na przykład przez stworzenie grup terytorialnych w pierwszych rundach). Na razie niewiele wskazuje, że europejskie puchary zyskają potężnych sponsorów, a kluby oprócz prestiżu, będą grać też o nagrody finansowe i przestaną dokładać do tych rozgrywek. Chyba, że rzeczywiście dojdzie do bojkotu, w który włączą się największe europejskie potęgi. Wówczas rewolucja będzie koniecznością, w przeciwnym razie puchary europejskie staną się zmarginalizowaną zabawką CEV. A bogatsze europejskie kluby mogą coraz głośniej domagać się stworzenia europejskiej Superligi, finansowanej przez sponsorów unikających CEV.

Więcej w serwisie Siatka.org ?