Najtrudniejszy mecz trenera PGE Skry. Ale najlepszy

- Zagraliśmy idealnie - tak o meczu z Knack Randstad Roeselare mówi Jacek Nawrocki, trener mistrzów Polski. Teraz na ich drodze do Final Four stanie najbogatszy klub świata
Pogłoski o naszej śmierci są mocno przesadzone - mogą stwierdzić po pierwszej rundzie play off w bełchatowskiej drużynie. PGE Skra pokazała, że odpowiednio zmobilizowana, jest nie do zatrzymania. Na Choć o sile mistrzów Polski przekonało się także Trentino Volley, które przegrało 0:3. Nawrocki uważa jednak, że w środę jego zespół rozegrał najlepszy mecz w tym sezonie. - Przy ogromnych emocjach i presji potrafiliśmy utrzymać wysoki poziom - opowiada. - Porównywalnie wypadliśmy w rewanżu z Friedrichshafen, a przeciw Trento chyba trochę gorzej.

Dodaje też, że był to najtrudniejszy egzamin w jego trenerskiej karierze. Dlatego przed "złotym setem" był tak zdenerwowany, że nie mógł sobie znaleźć miejsca. Kucał, chodził, dotykał głową do reklamy. - Bo wolałbym konieczność wygrania 3:0 i to wysoko w każdym secie, niż dodatkową partię - mówił wcześniej.

Michał Winiarski zgadza się, że jego drużyna zagrała świetnie. - Zawsze można lepiej rozegrać niektóre akcje, ale w środę byliśmy pod ogromną presją - dodaje. Porównywalną do tej sprzed roku, w półfinale Final Four. Wtedy bełchatowianie wyszli na boisko usztywnieni i przegrali z Dynamem Moskwa. Teraz mieli nóż na gardle, bo odpadnięcie z Ligi Mistrzów w tej fazie zostałoby odebrane nie jak porażka, ale jako klęska, niemal koniec świata. - Jesteśmy już tak doświadczoną drużyną, że wytrzymujemy taki stres - tłumaczył Daniel Pliński.

Podstawą przewagi mistrzów Polski była zagrywka. - Zabili nas nią - podsumował po spotkaniu Frank Depestele, rozgrywający Roeselare. Siatkarze z Bełchatowa serwowali 87 razy, pomylili się 13-krotnie, lecz zdobyli bezpośrednio aż dziesięć punktów. Poza tym pięć razy dostali piłkę na swoją stronę. To naprawdę niesamowity wynik. Najskuteczniejszy był oczywiście Mariusz Wlazły, autor czterech asów. Dwa zaliczył Winiarski, zaś po jednym Daniel Pliński, Bartosz Kurek, Miguel Falasca i Michał Bąkiewicz. - Tego zabrakło nam w Belgii - uważają bełchatowianie. - Przy tak dobrej zagrywce, każdy po drugiej stronie siatki miałby problemy - mówi Winiarski.

Nawrocki podkreśla też znakomitą grę w obronie, a także wypełnianie założeń taktycznych. - Wyszły nam chyba wszystkie opcje, które sobie zaplanowaliśmy. Nawet te najmniej prawdopodobne - wspomina. Kapitalny mecz rozegrał Paweł Zatorski, który już w pierwszym secie obronił chyba więcej ataków niż w całym pojedynku tydzień wcześniej.

O ile wszyscy w Skrze byli pewni, że spotkanie zostanie wygrane, to niewiadomą był "złoty set". - To jakby całkiem inny mecz - opowiadają siatkarze. Gospodarze byli w trudniejszej sytuacji, bo oni musieli zwyciężyć. Belgowie mogli pozwolić sobie na większy luz. Widać to było choćby po zagrywkach, które były dużo lepsze niż we wcześniejszych partiach. - Zaraz na początku Hoho strzelił z taką siłą, że miałby kłopoty z powtórzeniem tego nawet bez siatki - śmieje się Nawrocki. - Ale Bartek Kurek przyjął piłkę do góry i udało nam się z tej akcji zdobyć punkt. To świadczy o naszym dobrym nastawieniu.

Wszyscy w Skrze podkreślają też rolę, jaką w sukcesie odegrali kibice w hali przy ul. księdza Skorupki. Winiarski wrócił do niej po czterech latach. - Wcześniej występowałem w niej z reprezentacją - wspomina. - Atlas Arena jest dużo nowocześniejsza i ładniejsza, ale klimat i atmosfera są nieporównywalne. Nas to tak napędziło, że trudno się zatrzymać. Za to przeciwników na pewno zdeprymowało. Roeselare to naprawdę dobry zespół, ale przy tym dopingu naprawdę trudno im było się odnaleźć.

Teraz mistrzów Polski czeka jednak znacznie trudniejsze zadanie. W bezpośredniej rywalizacji o Final Four zmierzą się z Zenitem Kazań, najbogatszym klubem na świecie. W jego składzie jest dwóch złotych medalistów olimpijskich (Lloyd Ball i William Priddy) i pół reprezentacji Rosji. - Może w końcu ciśnienie będzie mniejsze, bo zagramy z zamożniejszymi od siebie - śmieje się Winiarski.

Będzie to trzecia konfrontacja obu zespołów - na razie jest remis. Zespół z Kazania (wówczas pod nazwą Dynamo) pokonał trzy lata temu Skrę w półfinale Final Four (3:2) i przegrał 1:3 w klubowych mistrzostwach świata w 2009 roku. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 2 marca w Łodzi, rewanż tydzień później.

Tymczasem bohaterowie ze środy wczoraj mieli wolny dzień. - Musieli odetchnąć po tych niesamowitych emocjach - tłumaczy Nawrocki, dla którego - jak twierdzi - było to najtrudniejsze spotkanie w trenerskiej karierze. W piątek rano będą ćwiczyć na siłowni, a po południu wyjadą do Kędzierzyna, gdzie w sobotę zmierzą się z Zaksą.