Włoskie losowanie Ligi Mistrzów. Trudni rywale Skry

- Włosi znów zrobili losowanie po swojemu, tak jak na ostatnim mundialu - mówi Jacek Nawrocki, trener PGE Skry. Bo w Final Four zabraknie przynajmniej jednego faworyta
Europejską siatkówką rządzi podobno koalicja włosko-belgijsko-holenderska. Po wczorajszym losowaniu fazy play-off trudno się z tym nie zgodzić. Ofiarą tego padły dwa kluby, które w ubiegłym tygodniu trener Trentino Volley Radostin Stojczew zaliczył do czterech najsilniejszych na świecie (oprócz swojego wymienił PGE Skrę, Zenit Kazań i Cuneo). Oczywiście można wszystko wytłumaczyć brakiem szczęścia w losowaniu, tyle tylko, że wczorajszego nikt nie transmitował. A na zdjęciu zamieszczonym na oficjalnej stronie europejskiej federacji widać jej szefów siedzących przy stole. Nie ma żadnego pojemnika z kulkami, żadnych gości. Półtorej godziny po rozpoczęciu ceremonii w internecie po prostu zamieszczono wyniki.

Wszystko zaczęło się od tego, że Final Four został przyznany Trentino. Jego hala jest za mała, dlatego impreza odbędzie się 26 i 27 marca w oddalonym o 60 km Bolzano, na lodowisku z trybunami dla 8 tys. widzów. Według CEV najsilniejsze kluby w miarę możliwości miały zostać rozstawione, a w pierwszej rundzie zwycięzcy grup mają zagrać z zespołami niżej sklasyfikowanymi. Ten drugi warunek został spełniony, ale o rozstawieniu najwyraźniej zapomniano. - Te wszystkie wytyczne są bez sensu - twierdzi Nawrocki.

Pierwszym przeciwnikiem bełchatowskiego zespołu będzie dobrze mu znany Knack Randstad Roeselare, drugi w grupie F, za Dynamem Moskwa (pokonał Rosjan we własnej hali), a przed Hypo Tirolem Innsbruck i Panathinaikosem Ateny. PGE Skra wygrała dwa razy: 3:0 w Łodzi i 3:2 w Belgii w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Ale jeszcze rok wcześniej dwukrotnie przegrała. Skład mistrza Belgii niewiele się zmienił, bo wciąż wiodącymi zawodnikami są rozgrywający Frank Depestele, przyjmujący Matthijs Verhanneman (podpisał już kontrakt z Trentino), środkowy Wouter Verhelst czy atakujący Ivan Contereras (36 lat).

Roeselare to rywal teoretycznie sporo słabszy od bełchatowskiej drużyny. Ale trzeba pamiętać, że w tej edycji siatkarskich pucharów obowiązuje zasada "złotego seta". Do awansu potrzebne są więc dwa zwycięstwa, a jeśli drużyny mają po jednej wygranej, rozgrywany jest dodatkowy set do 15 punktów.

Pierwsze spotkanie z 1/12 play-off PGE Skra rozegra 2 lutego w Roeselare, rewanż tydzień później w Łodzi.

Choć belgijski zespół jest nie najsilniejszy spośród tych, które zajęły drugie miejsca, to od kolejnego ewentualnego przeciwnika bełchatowian dzieli go przepaść. W drugiej parze tej części drabinki spotkają się bowiem ACH Volley Bled z Zenitem Kazań. Mistrz Rosji i zwycięzca Ligi Mistrzów w 2008 roku (w Łodzi) nie powinien mieć kłopotów z awansem, bo Słoweńcy są wiele słabsi niż w poprzedniej edycji LM, kiedy dotarli do Final Four. Za to zespół z Kazania to absolutna światowa czołówka. W kadrze ma dwóch mistrzów olimpijskich z Pekinu: Lloyda Balla i Williama Priddy'ego, świetnego rosyjskiego atakującego Maksima Michajłowa (uważany jest za najlepszego na tej pozycji na świecie), doświadczonego Siergieja Tietiuchuna i środkowych Andrieja Jegorczewa oraz Nikołaja Apalikowa. Spotkania drugiej rundy zostaną rozegrane 2 i 9 marca, a gospodarzem drugiego będzie niestety Zenit lub Bled.

Pozostałe pary: Cuneo - Lokomotiw Biełgorod i Tours VB - Dynamo Moskwa; Generali Unterhaching - Jastrzębski Węgiel i Budvansa Rivijera Budva - Noliko Maaseik.