W Jastrzębiu zaczyna słabnąć uwielbienie dla siatkówki?

Czy tylko słabsze wyniki notowane przez wicemistrzów Polski powodują, że fani mniej chętnie zaglądają do hal, czy jest coś jeszcze, co niekorzystnie wpływa na niższą frekwencję podczas ostatnich meczów siatkówki w Jastrzębiu?
Pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku ma być oddana do użytku nowa hala w Jastrzębiu. Budowana jest głównie z myślą o drużynie siatkarzy, którzy stanowią wizytówkę miasta, a swoje mecze ligowe rozgrywają w ciasnej hali w Szerokiej, zwanej już nawet przez szefostwo klubu "kurnik areną".

Przed rozpoczęciem tego sezonu prezes Zdzisław Grodecki podkreślał, że celem klubu jest zbudowanie liczącego trzy tysiące kibiców stałego elektoratu na wzór barcelońskich socios. Ale pierwsza część rozgrywek nie może napawać go pod tym względem optymizmem.

Jeśli porównać nabite po brzegi i mieniące się pomarańczą trybuny lodowiska Jastor podczas meczów poprzedniej Ligi Mistrzów z VfB Friedrichshafen oraz Panathinaikosem Ateny z frekwencją podczas inauguracyjnego spotkania bieżącej edycji, to są powody do zmartwień. Mecz z ACH Volley Bled obejrzało o przeszło tysiąc ludzi mniej niż tamte spotkania.

- Jest mi przykro z tego powodu. Tym bardziej że graliśmy z uczestnikiem Final Four. Ale fan potrzebuje rozpoznawalnych gwiazd, z którymi mógłby sobie zrobić wspólne zdjęcie i umieścić je na Facebooku - uważa szef jastrzębskiego klubu.

Pewien problem może stanowić też ograniczona poprzez budowę nowej hali liczba miejsc parkingowych wokół sąsiadującego z nią lodowiska, a co za tym idzie konieczność przyjazdu pod obiekt z dużo większym wyprzedzeniem. W środku tygodnia nie zawsze to się udaje. - Ludzie są coraz bardziej wygodni. Mecz był transmitowany w telewizji, więc zostali w domu - spekuluje Grodecki.

Ale casus LM nie był wyjątkiem. Znacznie mniejsza liczba kibiców oglądała również ostatni mecz ligowy rozgrywany w Jastrzębiu z Olsztynem. Mogące pomieścić 600 osób trybuny w Szerokiej były zapełnione w połowie.

Czy spadek frekwencji można tłumaczyć wyłącznie słabszymi wynikami zespołu u progu sezonu? - Niekoniecznie - mówi Grodecki i przypomina, że w pierwszym roku pracy trenera Roberto Santillego sytuacja w tabeli na tym etapie gier była zbliżona, a mimo tego zainteresowanie meczami nie słabło. - PlusLiga stała się ligą "szybkościową". Poprzez zwiększoną liczbę spotkań wzrosły wydatki kibica w krótszym czasie - zauważa prezes.

Przypomnijmy, że teraz liga pędzi w systemie środa-weekend. A ceny wejściówek nie są niskie. Pomimo tego, że bilet normalny na mecz LM kosztuje 30 zł, klub nie bierze pod uwagę obniżki cen. Dziś wpływy z biletów i tak stanowią 5-6 proc. budżetu klubu. - Kibic jest najważniejszy, ale musi być on świadomy. Powinien identyfikować się z klubem - uważa Grodecki.

Jastrzębski Węgiel dał się poznać jako klub wyjątkowo aktywny i oryginalny w swoich zabiegach marketingowych, czego przykładem była choćby letnia gra plenerowa, w której kibice szukali składu zespołu. Rok temu do zakupionych wejściówek w LM klub dodawał pomarańczowe koszulki, w tym roku - kubek, rzecz jasna z tzw. "limitowanej serii". - Jesteśmy pod tym względem liderami w lidze. Zostaliśmy zauważeni w branży - chwali się szef JW, który był prelegentem podczas Dni Marketingu Sportowego w Warszawie.

Do niższej frekwencji stara się podchodzić ze spokojem. - Nie mamy do czynienia z żadnym przegrzaniem koniunktury na siatkówkę w Jastrzębiu! Mamy swój twardy elektorat na poziomie 1,5 tys. ludzi i pracujemy nad jego poszerzeniem. A realny poziom zainteresowania będę mógł ocenić dopiero w normalnych warunkach, kiedy przeniesiemy się do nowej hali - twierdzi prezes.

Okazją, by przekonać się, czy mamy do czynienia z tendencją malejącą, będzie środowy mecz ligowy. Jastrzębski Węgiel zmierzy się z AZS-em Politechniką Warszawską (18).