Fart urwał seta Resovii. Mur naruszony

Siatkówka. Beniaminek PlusLigi Fart Kielce nie ugrał w Rzeszowie punktu. I to nie dziwi. Jednak naszpikowana gwiazdami, mierząca w złoto Asseco Resovia przegrała z kielczanami seta i to do 17!
- Musieliśmy ten mecz wygrać. Od dwóch dni powtarzałem zawodnikom, by podeszli do tego spotkania w pełni skoncentrowani. Wszystko było w porządku w pierwszym secie. W następnym moi zawodnicy najwidoczniej pomyśleli, że mecz się skończył - mówił po meczu trener Asseco Resovii Ljubo Travica. Jego podopieczni nie dali rywalom szans w pierwszej i trzeciej odsłonie. W drugiej jednak to oni byli tłem dla beniaminka z Kielc. - Możemy być zadowoleni z tego meczu, bo zagraliśmy niezłe dwa sety, na tle takiego przeciwnika. Jeśli ktoś powiedziałby przed spotkaniem, że Fart wywiezie stąd seta, to wszyscy pukaliby się w głowę - stwierdził Piotr Łuka, przyjmujący Farta, który wcześniej przez kilka sezonów bronił barw zespołu z Rzeszowa. W sobotę był najlepszym zawodnikiem gości. Mocno dawał się we znaki rywalom w polu zagrywki, bronił piłki nawet zza pola gry, a w ataku miał ponad 60 procent skuteczności. Był też najlepiej punktującym kielczan, zdobywając 16 oczek (wśród gospodarzy sześć więcej miał tylko niemiecki bombardier Georg Grozer). - Starałem się pokazać z dobrej strony - mówił skromnie Łuka i dodał: - Nie ukrywam, że gra mi się tu fajnie, choć od dwóch lat jestem zmuszony grać przeciwko Resovii, ale lubie atmosferę tej hali.

Nastroje w kieleckim zespole mogły być jeszcze lepsze, bowiem po łatwo przegranych partiach pierwszej i trzeciej (w każdej z nich kielczanie oddali rywalom po 12 punktów po własnych błędach), w czwartym secie gracze Farta do końca toczyli zacięty bój z rzeszowianami. - Popełniliśmy kilka szkolnych błędów w tym secie, które zaważyły na wyniku - mówił Michał Kozłowski, rozgrywający Fartu, który prowadził grę swojego zespołu pod nieobecność kontuzjowanego kapitana Macieja Dobrowolskiego. - Zaważyły piłki w kontrach, których nie dogrywamy w punkt do rozgrywającego. Robimy też dużo błędów w piłkach sytuacyjnych. Gdybyśmy pięć piłek przebili na drugą stronę, to Resovia mogłaby dwie zepsuć. Ale to są błędy młodości... Ja kiedyś też wierzyłem, że można głową przebić mur, ale okazuje się, że się nie da - stwierdził Piotr Łuka. - Każdy z nas bardzo chciał wygrać, ale młodzi zawodnicy może palą się trochę psychicznie. Po drugiej stronie siatki są gwiazdy światowego czy europejskiego formatu. Kilku chłopaków może jeszcze rok temu nie bardzo wierzyło, że będą kiedyś grali przeciwko takim zawodnikom. Trzeba im dać czas, by okrzepli w tej lidze - dodał.

W obozie Asseco Resovii zadowolenie tylko z wyniku. - Najważniejsze, że wygraliśmy. Wiem, że graliśmy znowu niestabilnie. Wydaje mi się, że może nie byliśmy odpowiednio skoncentrowani przez cały mecz - zauważył Białorusin Aleh Akhrem, przyjmujący rzeszowian, którzy od początku sezonu dobre sety przeplatają słabszymi. - Trudno gra się w takich meczach. Ciężko wyjść na boisko z takim samym nastawieniem jak np. na Bełchatów. Choć każdy stara się dać z siebie 100 procent - stwierdza Łukasz Perłowski, kapitan gospodarzy. - W tym drugim secie popełniliśmy na początku kilka błędów, a chłopakom z Kielc zaczęła wychodzić ich gra. Ciężko było później gonić - dodał.

W środę o godz. 18 Fart podejmuje zespół, z którym najczęściej spotykał się w trakcie przygotowań do sezonu - Pamapol Wielton Wieluń.

Asseco Resovia - Fart Kielce 3:1 (25:18, 17:25, 25:13, 25:22)

Asseco Resovia: Baranowicz, Grozer, Millar, Perłowski, Akhrem, Mika, Ignaczak (libero) oraz Grzyb, Ilić, Buszek.

Fart: Kozłowski, Jungiewicz, Zniszczoł, Szczerbaniuk 8, Kapfer, Łuka, Swaczyna (libero) oraz Sopko, Żuk.

Sędziowali: Katarzyna Sokół i Jacek Hojka (oboje Wrocław). Widzów: 4300.