Siatkówka. Resovia kontra Goliat z Trentino

Czy Asseco Resovia będzie drugim w historii zespołem z Polski, który awansuje do finału siatkarskiej Ligi Mistrzów? Jej ostatnią przeszkodą jest włoskie Trentino, najlepsza drużyna świata. Wicemistrzowie kraju nie są jednak bez szans. Początek meczu Trentino - Resovia w środę już o 20.30. Relacja na żywo na Sport.pl.
Siatkarskich atutów w starciu z Włochami Resovia nie ma zbyt wielu. Największym może być rewanż na własnym boisku (w dwumeczu liczy się lepszy bilans setów, w przypadku dokładnie odwrotnego wyniku w rewanżu rozgrywana jest tzw. złota partia). Ale obecny sezon przyniósł najwięcej niespodzianek w 15-letniej historii LM. Wielcy i bogaci, którzy zdominowali finały ostatnie finały, tym razem ulegli maluczkim i biednym. Rozgrywany 10 i 11 kwietnia w Łodzi Final Four ze Skrą Bełchatów jako gospodarzem może być turniejem mistrzów drugiej kategorii, może być też pierwszym w historii z udziałem dwóch polskich zespołów.

Giganci popadali

Do czwórki najlepszych nie awansują już na pewno giganci z Dynama Kazań, zwycięzcy rozgrywek sprzed dwóch lat z genialnymi mistrzami olimpijskimi w składzie - Lloyem Ballem i Claytonem Stanleyem - oraz rosyjskimi gwiazdami - Sergiejem Tietuchinem i Aleksiejem Werbowem. Przepadli w starciu z Olympiakosem Pireus. Niemców z Friedrischafen, triumfatorów sprzed trzech lat, upokorzył anonimowy w siatkarskim światku austriacki Hypo Tirol Innsbruck. Włoski zespół Sebastiana Świderskiego, Lube Banca Macerata (trzy razy finał) powinien ze wstydu zapaść się po ziemię. Przetrzepali mu skórę młodzi Słoweńcy z Bled Volley.

W premierowym w LM sezonie rzeszowianie mieli w planach jak najwyższe miejsce w grupie, ale nikt nie żądał od nich nawet awansu do następnej rundy. Po srebrnym medalu w kraju w podstawowym składzie zmieniło się aż czterech siatkarzy, w tym rozgrywający. W siatkówce to pozycja fundamentalna, wymagająca zgrania z zespołem, kilkaset wspólnych treningów i meczów. Działacze, sponsorzy i szkoleniowcy przewidzieli konsekwencje tej roszady. Brazylijczyk Rafeal Redwitz, w swoim fachu gracz kreatywny i nieszablonowy, długo szukał wspólnego języka z kolegami. Rzeszowianie płacili za to przede wszystkim w lidze, przegrywając połowę spotkań w ośmiu kolejkach otwierających sezon.

Szefowie wicemistrzów Polski wiedzieli też, że w siatkówce pucharowi debiutanci nie mają łatwo. Właściwie tylko Włosi, Rosjanie i Grecy, przez lata wystawiający do najbardziej prestiżowych rozgrywek po trzy drużyny, umiejętnie dzielili grę w rodzimej lidze z LM. Rzeszowianie wymknęli się jednak tej regule. Tuzów co prawda w grupie nie mieli, ale spokojnie i efektownie, z jedną zaledwie porażką, przeszli do następnej rundy, w której nie dali szans Bułgarom z CSKA Sofia. Teraz stają przed historyczną szansą.



Bułgarski sznyt

Jakkolwiek względne jest uznanie kogoś za najlepszą drużynę świata, nikt na ten tytuł nie zasługuje bardziej niż Trentino. W praskim finale LM przed rokiem nie mieli konkurencji, w wymyślonych na potrzeby marketingu klubowych mistrzostwach świata 2009 również pobili wszystkich. Mają najwyższych, najsilniejszych i najwyżej skaczących skrzydłowych. W Serie A od osiągnięć Sisleya Treviso (dziewięć mistrzostw Włoch w 20 lat) dzieli ich jeszcze kosmos, ale z każdym sezonem coraz wyraźniej zaznaczają swoją dominację, ściągając z każdym rokiem lepszych siatkarzy, którzy przychodzą kosztem wielkich gwiazd, np. w ostatnim sezonie Michała Winiarskiego. W obecnych rozgrywkach znów są na czele ze sporą przewagą.

Charakter Trentino najbardziej oddają Bułgarzy, trener Radostin Stojczew i skrzydłowy Matej Kazijski. Ten pierwszy wydaje się prowadzić zespół tak samo, jak gra ten drugi - bezkompromisowo, mało finezyjnie, byle mocniej, byle szybciej, byle prędko. Ważne, że skutecznie. Temu stylowi ulegli nawet Brazylijczycy, rozgrywający Raphael i atakujący Leandro Vissotto (212 cm wzrostu). Nawet 25-letni Kubańczyk Juantorena, który - co dość znamienne - przez trzy lata pauzował karnie po wykryciu w jego organizmie sterydów.

Statystyka jest wymowna. W ostatnim pucharowym meczu włoski zespół atakował ze skrzydeł aż 67 razy. Ze środka siatki, co jest synonimem gry kombinacyjnej, ledwie osiem. I tak prawie w każdym meczu, przez co wielu fachowców nazywa Trentino najbardziej anachronicznym zespołem świata.

Kazijski kopie, kopnijcie i jego

Vissotto i Kazijskiego rzeszowianie boją się najbardziej. Siatkarskich geniuszy jest na świecie niewielu, a Bułgar to nawet nie gracz kompletny. Skacze jednak na ponad 3,5 m, zagrywa lub - jak mawiają siatkarze - "kopie" z prędkością ponad 120 km/godz.), jest trudny do zatrzymania, ale w przyjęciu pęka. I to właśnie w nim rzeszowianie powinni widzieć swój największy cel. Tylko w ostatnim ligowym spotkaniu, wygranym - co warto podkreślić - 3:1, po przyjęciu Kazijskiego Trentino straciło siedem punktów.

W Resovii są siatkarze obyci w Europie. Poza Redwitzem regularnie w pucharach grał Fin Mikko Oivannen i Białorusin Aleh Akhrem, który wystąpił z Iraklisem Saloniki w ubiegłorocznym finale. Są też wojownicy Marcin Wika i Krzysztof Ignaczak, który polsko-bułgarskie wojenki ma w małym palcu.

Resovia może być pierwszym od czasów Mostostalu Kędzierzyn zespołem, który na boisku awansuje do Final Four (Skra grała w nim jako gospodarz z awansem w pakiecie). W Europie fachowcy nie dają jej jednak żadnych szans. Także bukmacherzy (Bwin), u których za złotówkę postawioną na wygraną Włochów można dostać 1,10 zł. Za zwycięstwo Resovii aż 5,75 zł. Ale czy wszystkie wojny wygrywali ci, którzy mają największe armaty?

Marek Karbarz: ? Nie możemy przegrać